Najlepszy prezent na dzień babci i dziadka ♥

Najlepszy prezent na dzień babci i dziadka ♥

Taka śmieszna, rozczochrana dziewczynka ze mnie była ;) 

Zawsze mam problem z wyborem odpowiedniego prezentu na Dzień Babci i Dziadka. Zależy mi, aby na spotkanie przynieść też jakiś drobiazg, który sprawi im radość, ale trudno mi znaleźć coś wystarczająco atrakcyjnego. Próbowałam personalizowanych kubków, kosmetyków, biletów do kina, jedzenia i wszystko to było fajne, ale bez szału. Jest jednak jeden prezent, który przygotowałam i który z miejsca stał się hitem. Wydaje mi się, że to jest coś, co ucieszy bez wyjątku każdą Babcię i każdego Dziadka – rodzinne zdjęcia.


Lata temu, za czasów analogowych aparatów bardziej dbało się o zrobione zdjęcia – wszystkie wywoływano i umieszczano w albumach. Od czasu cyfrówek fotki cyka się setkami, a nawet tysiącami, ale zazwyczaj giną w czeluściach komputera. Nie inaczej było u mnie – zdjęć robiłam mnóstwo, na każdej imprezie rodzinnej jak i na co dzień. Wszystkie potem porządnie archiwizowałam, segregowałam i robiłam kopie zapasowe, ale cóż z tego, skoro leżały nieoglądane na dysku zewnętrznym. Czas był wykorzystać moją pasję do robienia zdjęć i rozbudowaną kolekcję – przygotowałam wszystkie fotki z kategorii „rodzina” i nagrałam na pendrive, który sprezentowałam Dziadkom. Nauczyłam ich jak wyświetlać zdjęcia na ekranie telewizora i byli przeszczęśliwi, ale to cały czas nie było to. Następnym razem przygotowałam się lepiej i na Dzień Babci i Dziadka przygotowałam porządny, rzeczywisty album.





Fotoksiążka - prezent dla Babci i Dziadka 

Na początku planowałam zwyczajne „wywoływanie” zdjęć i włożeniu ich do albumu, ale podczas porządkowania kolekcji i wybierania najciekawszych ujęć pomyślałam o fotoksiążce. Podoba mi się elastyczny układ w takich produktach – najważniejsze zdjęcia mogę rozciągnąć na całą stronę, a te wesołe ze śmiesznymi minami zestawiać w serie. Sam projekt fotoksiążki jest bardzo estetyczny, uniwersalny i naprawdę łatwy do przygotowania. I co moim zdaniem jest dość istotne – w fotoksiążce wygodniej niż w tradycyjnym albumie jest dodawać opisy z datą i miejscem wykonania zdjęcia oraz wkleić dedykację lub jakikolwiek inny tekst. A okładka również może być personalizowana i dzięki temu wygada ładniej, niż w większości nijakich albumów do kupienia w sklepie.





Nie chcę publikować w Internecie zdjęć swojej rodziny, dlatego na razie nie pokażę Wam moich wydrukowanych fotoksiążek. A zamówiłam łącznie już trzy – dla Dziadków, dla Teściów oraz dla mojego Męża na rocznicę ślubu. W planach mam też kolejny rodzinny album dla Teściów, prezent dla mojego taty na urodziny oraz fotoksiążkę z moimi zdjęciami z podróży. W tym ostatnim będą głównie fotografie przyrody, dlatego jak tylko będzie wszystko gotowe, to zaprezentuję Wam jak taka fotoksiążka wygląda. Jak tylko skończę selekcjonować zdjęcia to składam zamówienie w sklepie Printu – śledźcie mnie na Instagramie @paulinaweiher, żeby zobaczyć gotowy wydruk :)
 

Post powstał we współpracy z marką Printu :) 



Kto z Was przygotował już kiedyś jakąś fotoksiążkę? Może ten wpis zachęci Was do spróbowania? :)


Ponad 50 książek w rok! Moja lista książek przeczytanych w 2017 roku

Ponad 50 książek w rok! Moja lista książek przeczytanych w 2017 roku




Lista książek, które przeczytałam w minionym roku, wraz z krótkimi komentarzami. Łącznie pozycji jest 62, ale niektóre z nich to krótkie opowiadania, dlatego w tytule wpisu podałam „ponad 50”. Sama jestem zdziwiona, że tyle tego jest – licząc ostatnie 10 lat to chyba mój rekord! Jak miałam naście lat to czytałam mnóstwo, ale potem obowiązków i zajęć dodatkowych zrobiło się tyle, że przerabiałam średnio jedną książkę miesięcznie. A tu taka zmiana! Cieszę się, że udało mi się więcej czytać – bardzo pomogło mi tu moje postanowienie noworoczne na 2017 rok. Ale o tym jak dokładnie to wyglądało opowiem następnym razem. Tymczasem zapraszam na szybki przegląd książek, które towarzyszyły mi w minionym roku. Dla ułatwienia podzieliłam je na kategorie i pod każdym działem zamieszczam krótkie omówienie.


Najlepsza książka ze wszystkich, które przeczytałam w 2017 roku


POPULARNONAUKOWE I PORADNIKI 

1. Czasem czuły, czasem barbarzyńca, Autorzy: Tomasz Kwaśniewski, Jacek Masłowski
2. Wilki, Autor: Adam Wajrak
3. Sekretne życie drzew, Autor: Peter Wohlleben
4. Sekretne życie krów, Autor: Rosamund Young
5. Tajniki paznokci, Autor: Ewa Grzelakowska-Kostoglu
6. Sekrety urody Babuszki. Słowiański elementarz pielęgnacji, Autorzy: Raisa Ruder, Susan Campos
7. Sekrety urody Koreanek, Autor: Charlotte Cho

„Czasem czuły, czasem barbarzyńca” to dla mnie najlepsza książka, jaką przeczytałam w 2017 roku! Gorąco polecam ją wszystkim, przede wszystkim facetom, ale kobietom też.
„Wilki” i „Sekretne życie drzew” uwielbiam, świetne książki i chciałabym je mieć też w wersji papierowej na półce. To bardzo mądre książki, pisane w oparciu o rzetelne opracowania naukowe, ale jednocześnie w miłym dla przeciętnego czytelnika gawędziarskim stylu.
Popularne „Sekrety urody koreanek” są fajne, miło się czyta, choć żałuję, że tak niewiele się z tej książki dowiedziałam nowego. Pozostałe trzy pozycje z tej kategorii są strasznie słabe – dla każdej z nich będzie niedługo recenzja.





FANTASTYKA 

8. Opowieści ze świata Wiedźmina, Autorzy: Maria Galina, Leonid Kudriawcew i inni...
9. Wiedźmin. Szpony i kły; Autorzy: Andrzej W. Sawicki, Przemysław Gul i inni...
10. Epidemie i zarazy, Autorzy: Andrzej Pilipiuk, Jacek Komuda i inni...
11. Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, Autor: Philip K. Dick
12. Dożywocie, Autor: Marta Kisiel
13. Roland. Autor: Stephen King
14. Valerian: Wydanie zbiorcze, tom 1, Autorzy: Pierre Christin, Jean-Claude Mézières
15. Amerykańscy bogowie, Autor: Neil Gaiman
16. Chłopaki Anansiego, Autor: Neil Gaiman
17. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, Autor: Joanne Kathleen Rowling

Zaczełam rok od przygód Wiedźmina i podobnie go zakończyłam. O ile „Opowieści ze świata Wiedźmina” są fatalne (recenzja tutaj), to „Szpony i kły” mile mnie zaskoczyły (recenzja wkrótce!).
„Epidemie i zarazy” to bardzo fajna antologia. Opowiadania łączy motyw chorób co mi jako wirusologowi bardzo się podoba! Kiedyś czytałam więcej takich antologii i stwierdzam, że muszę do tego wrócić, bo naprawdę uwielbiam opowiadania polskich pisarzy fantastyki, moim zdaniem są rewelacyjne i nierzadko lepsze od powieści.
Przeczytałam powieść „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” zanim jeszcze obejrzałam jakąkolwiek ekranizację i tak mnie zachwyciła, że teraz chwalony film „Blade Runner 2049” wydawał mi się słaby. Jak jeszcze obejrzę produkcję z lat 80 to napiszę o tym tekst.
„Dożywocie” zasługuje na osobny post, ponieważ to niezwykła i magiczna książka! Wyobraźnia i talent autorki robią wrażenie! Tak mnie zachwyciły, że pracuje nad swoimi ilustracjami do tej książki – jak tylko je ukończę to opublikuję wpis z recenzją.
Zmotywowana przez tegoroczną ekranizację postanowiłam się zabrać za cykl „Mroczna wieża”, ale odpadłam po pierwszym tomie. Nie wiem dlaczego, ale niestety niezbyt mnie ta powieść zainteresowała, w moim odczuciu była bardziej męcząca niż ciekawa. Być może jeszcze się skuszę na czwarty tom, który jest ponoć najciekawszy, ale na razie nie mam na to ochoty.
„Amerykańskich bogów” już wcześniej czytałam, ale ja niestety szybko zapominam takie rzeczy, dlatego postanowiłam sobie odświeżyć powieść przy okazji oglądania serialu. Co do serialu mam mieszane uczucia, pod pewnymi względami jest zachwycający, ale jednocześnie męczy i niezbyt wciąga. Idąc za ciosem przeczytałam też „Chłopaki Anansiego”, ale ta powieść ma już zupełnie inny klimat – jest raczej humorystyczna i przygodowa. Mniej mi się podobała, ale to wciąż dobra pozycja.
Przeczytaj też: "Opowieści ze świata Wiedźmina" - nie czytajcie tej ksiażki

18. Sowie Zwierciadło, Autor: Andrzej Pilipiuk
19. Sfera Armilarna, Autor: Andrzej Pilipiuk

20. Szeptucha, Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
21. Noc Kupały, Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
22. Żerca, Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

23. Chłopcy, Autor: Jakub Ćwiek
24. Chłopcy. Będziesz to prać! (Darmowe opowiadanie), Autor: Jakub Ćwiek
25. Chłopcy. W Skrócie, Autor: Jakub Ćwiek
26. Chłopcy. Faul to cię zrobił, Autor: Jakub Ćwiek
27. Chłopcy 2. Łaski bez (zaginione opowiadanie), Autor: Jakub Ćwiek
28. Chłopcy 2. Bangarang, Autor: Jakub Ćwiek
29. Chłopcy 3. Zguba, Autor: Jakub Ćwiek
30. Chłopcy 4. Największa z przygód, Autor: Jakub Ćwiek
Przeczytaj też: Opowiadania "Chłopcy" w ulubieńcach miesiąca ♥ 

Do kończyłam wreszcie cykl „Oko jelenia” Andrzeja Pilipiuka. Strasznie mnie wkurzają te powieści, uważam, że są niepotrzebnie rozdmuchane na tyle tomów i czuję się naciągana na kasę. Ale mimo to ogólnie oceniam te powieści jako całkiem niezłe. Bardzo podobają mi się niektóre pomysły, świat przedstawiony jest spójny i ciekawy. Nie jestem historykiem, więc nie potrafię zweryfikować czy nie ma tam przekłamań, ale wydaje mi się, że sporo można się dowiedzieć z powieści o historii i życiu codziennym z czasów Hanzy. Wiem jedynie, że Pilipiuk długo pracował nad zbieraniem informacji na ten temat i widać, że dobrze to wykorzystał. Również bohaterowie są interesujący i świetnie napisani.
Przeczytałam też najnowszą serię „Szeptucha” K. B. Miszczuk. Bardzo podoba mi się tworzenie alternatywnych rzeczywistości, a to włączenie do współczesności mitologii słowiańskiej jest fantastyczne! Napisałam już częściowo recenzję tych powieści – bylibyście zainteresowani takim wpisem?
Na koniec kategorii fantastycznej opowiadania z serii „Chłopcy”. Na początku mnie wkurzały ze względu na prymitywny, szowinistyczny humor, ale jednak szybko się wciągnęłam i naprawdę poczułam sympatię do bohaterów. Tym bardziej, że postaci naprawdę ciekawie się rozwijają i mają sporo do odkrycia. To ogólnie miłe książki na wieczorny odpoczynek.


Ja też jestem "Fangirl" - wiedźmin ma u mnie osobną półeczkę ;) 


YOUNG ADULT

31. Fangirl, Autor: Rainbow Rowell
32. Milion odsłon Tash, Autor: Kathryn Ormsbee

33. Złodziejka książek, Autor: Markus Zusak
34. Trzynaście powodów, Autor: Jay Asher

Bardzo, bardzo lubię powieści z gatunku „young adult”. Moja metryka wskazuje co prawda, że to już nie jest moja kategoria wiekowa, ale chętnie sięgam po te pozycje dla czystej rozrywki. Te książki są pisane przystępnym językiem, z wartko poprowadzoną akcją, wciągają i pozwalają odpocząć po ciężkim dniu. Są zazwyczaj na tyle lekkie, że mogę je spokojnie czytać w oryginale, mimo iż mój zasób słów z języka angielskiego nie jest szczególnie bogaty.
Moim hitem na tej liście jest „Fangirl”, jestem zakochana w klimacie tej powieści. I teraz już na całego jestem fanką Rainbow Rowell, na pewno sięgnę po jej kolejne powieści! W zeszłym roku też przeczytałam „Eleanor i Park” i gorąco polecam także starszym czytelnikom. Wokół podobnych wątków kręci się „Milion odsłon Tash”, ale moim zdaniem ta powieść nie dorównuje „Fangirl”, choć ogólnie jest niezła. W planach mam jeszcze sięgnąć po „Fanfik” polskiej autorki, potem chciałabym napisać dla Was zbiorczą recenzję.
Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie „Złodziejka książek”. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się lekkiej powieści przygodowej, a tu mamy coś zupełnie innego. Śmierć jako narrator oraz codzienne życie Niemców i Żydów w latach 40 widziane oczami dziecka. Pomysł, realizacja i ładunek emocjonalny powieści robią wrażenie, gorąco polecam.
O „13 powodów” było w minionym roku bardzo głośno, głównie za sprawą serialu. Moim zdaniem serial jest słaby i w krzywdzący, nieodpowiedzialny sposób podchodzi do tematu, podsycając sztucznie atmosferę sensacji i eskalację nienawiści. Książka moim zdaniem jest bardziej wyważona i ma w moim odczuciu inne przesłanie, bardziej wartościowe. Warto przeczytać, ponieważ powieść może stać się narzędziem, które pomoże zrozumieć co się może dziać w głowie innych.


35. The Kill Order, Autor: James Dashner [Cykl Więzień Labiryntu]
36. Kod gorączki, Autor: James Dashner
37. Thomas’s First Memory of the Flare, James Dashner
38. The Maze Runner Files, Autor: James Dashner

39. Niezgodna, Autor: Veronica Roth
40. Zbuntowana, Autor: Veronica Roth
41. Wierna, Autor: Veronica Roth
42. Cztery, Autor: Veronica Roth

43. Osobliwy dom Pani Peregrine, Autor: Ransom Riggs
44. Biblioteka dusz, Autor: Ransom Riggs
45. Miasto cieni, Autor: Ransom Riggs

46. Dobrani [Matched], Autor: Ally Condie
47. Reached, Autor: Ally Condie
48. Crossed, Autor: Ally Condie

Przeczytałam też kilka popularnych trylogii z kategorii young adult. Moim faworytem jest seria „Maze runner” – trzy główne części przeczytałam wcześniej, a w 2017 nadrobiłam dodatki i spin-offy. Film „Więzień labiryntu” jest fatalny, ale książki są naprawdę rewelacyjne, fantastycznie zaskakują i szybko się je czyta. Świetna rozrywka, gorąco polecam.
W przypadku „Niezgodnej” szału nie ma, ale to taka spoko powieść dystopijna dla nastolatków. Książki są lepsze niż nudne ekranizacje, ale nie spodziewałabym się tu niczego wyjątkowego. Powieści z tego cyklu wciągają i dają odpocząć głowie od dnia codziennego i tyle. „Osobliwy dom Pani Peregrine” jest moim zdaniem lepszy i ciekawszy, ale właściwie niczym mnie nie zaskoczył, dobrze się bawiłam czytając, ale szybko też o tych książkach zapomniałam.
Za do duże wrażenie zrobiła na mnie seria „Matched”. Spodziewałam się kolejnej dystopii z kontrolowanym społeczeństwem i romansem w tle, tymczasem okazało się, że więcej w tej książce przemyśleń i świeżych emocji, niż typowo przygodowej akcji. A ważną częścią historii są rozważania o literaturze i sztuce. Interesująca perspektywa, oryginalne pomysły, ciekawie napisane postacie i relacje między nimi. Co prawda głównymi bohaterami są nastolatkowie, ale śmiało można polecić te powieści także dorosłym. Jak na razie w języku polskim wydano jedynie pierwszą część trylogii i chyba nikt nie planuje tłumaczyć kolejnych dwóch, a szkoda, bo są nawet lepsze niż początek.




GUILTY PLEASURE

49. Pokolenie Ikea, Autor: Piotr C.
50. Pokolenie Ikea. Kobiety
51. Pokolenie Ikea. Kobiety, Autor: Brud, Piotr C.

52. Jestem żoną szejka, Autor: Laila Shukri
53. Byłam służącą w arabskich pałacach, Autor: Laila Shukri
54. Perska miłość, Autor: Laila Shukri
55. Perska zazdrość, Autor: Laila Shukri
Przeczytaj też: "Jestem żoną szejka" - czy ta historia to fejk? Recenzja powieści.  

56. Szkoła żon, Autor: Magdalena Witkiewicz

„Guilty pleasure”, czyli książki, których wstydzę się, że czytałam. Ale cóż poradzę, że mnie w taki ludzki sposób ciekawią, do tego bazują na prostych emocjach które naprawdę wciągają.
Z „Pokoleniem Ikea” trochę śmiesznie wyszło, bo w sumie nie śledziłam wcześniej bloga autora i po zajawce spodziewałam się ciekawej analizy pokolenia urodzonego w latach 80, trochę więcej socjologii i trafnych obserwacji. A to tak naprawdę książka o ruchaniu, podobnie jak część druga „Kobiety”. Natomiast „Brud” to nawet nie wiadomo o czym jest, chyba o pieniądzach i o niczym.
Powieści „Laili Shikri” niby mają pokazywać rzeczywistość i sekrety arabskiego świata, ale są fatalnie napisane i sprawiają wrażenie zlepka internetowych historii o brutalnych incydentach zazwyczaj o podłożu seksualnym wymieszanych z fragmentami Wikipedii na temat kultury islamu. Do przeczytania w jeden wieczór, dlatego aż cztery pozycje wciągnęłam, ale generalnie są tak kiepskie, że do teraz się wstydzę.
Powieści Witkiewicz polecały znajome blogerki, dlatego postanowiłam spróbować. „Szkoła żon” to harlekin nowej generacji, fabuła wydaje się tu być pretekstem do opisów romantycznych scen seksu, a bohaterki są płaskie i mają po trzy cechy charakteru na krzyż. Mimo to książka jest 50 razy lepsza od „50 twarzy Greya” – postaci są bardziej sensownie napisane i mniej papierowe, językowo tekst też jest na dobrym poziomie, tutaj pisarka ma wyraźnie lepszy warsztat. Szału nie ma, ot typowe romansidło dla kobiet. Ale jestem trochę zaciekawiona i może dla relaksu przeczytam drugą część oraz polecane „Czereśnie zawsze muszą być dwie”.




KRYMINAŁY I LITERATURA PIĘKNA 

57. Instytut, Autor: Jakub Żulczyk
58. Krąg, Autor: Dave Eggers
59. Love, Rosie [Na końcu tęczy], Autor: Cecelia Ahern
60. Kiedy odszedłeś, Autor: Jojo Moyes
61. Jedwabnik, Autor: Robert Galbraith
62. Żniwa zła, Autor: Robert Galbraith

„Insytut” to już moja trzecia przeczytana powieść Żulczyka i utwierdza mnie w przekonaniu, że to fantastyczny pisarz. Co prawda końcówka tej książki była nieco rozczarowująca, ale generalnie pomysł i atmosfera są świetne, polecam.
Polecany wszędzie „Krąg” dla mnie był taki sobie, moim zdaniem książka nie jest zła, ale niezasłużenie zbiera takie pochlebne oceny. Chcecie recenzję?
„Love, Rosie” to obyczajowo-romantyczna powieść, która wkurza niemiłosiernie tym, jak bohaterowie są głupi i nie potrafią się ze sobą porozumieć. Zdecydowanie nie dla mnie taka lektura, bo to w sumie spoko książka, ale strasznie mnie irytowała.
Druga część popularnego „Zanim się pojawiłeś” nie jest może jakaś szczególnie świetna, ale daje radę. Ciekawie i sensownie przedstawiono dalsze losy głównej bohaterki, miło się czyta.
Dwie kolejne części z cyklu o Cormoranie Stike’u jak szybko się czyta. Jak to kryminały wciągają bardzo i dają dobrą rozrywkę. Z każdą stroną coraz bardziej lubiłam bohaterów i byłam zaciekawiona, co będzie dalej. Jak pojawi się kolejna część, to chętnie po nią sięgnę, tym bardziej, że audiobooków z głosem Macieja Stuhra naprawdę przyjemnie się słucha.




Czy któraś pozycja szczególnie Was zainteresowała? Co ciekawego przeczytaliście w 2017?
A już niedługo opublikuję wpis o tym jak udało mi się przeczytać aż tyle książek w ciągu roku i jakie są moje plany czytelnicze na 2018 :)

Mam 29 lat i nigdy nie używałam podkładu

Mam 29 lat i nigdy nie używałam podkładu




Mam 29 lat i w tym roku po raz pierwszy użyłam klasycznego podkładu.
Tak, nawet na ślub i wesele – wtedy miałam azjatycki krem BB [Skinfood zielona hebrata i brzoskwinia;)].
Najpiękniejsza w makijażu jest pełna dowolność i brak reguł. Dlaczego więc tak rzadko łamiemy zasady dotyczące nakładania podkładu? Dlaczego to punkt tak bardzo obowiązkowy? W ogóle czy wiecie, że najczęściej kupowanymi kosmetykami kolorowymi w Polsce są mascary i właśnie podkłady?



DLACZEGO NIE UŻYWAM KLASYCZNYCH PODKŁADÓW?

1. Makijaż z podkładem jest dla mnie zbyt widoczny.
Podkład to taki super must have każdego makijażu, ale śmiem twierdzić, że to przesada. Bez względu na to jak doskonale będzie dobrany to na żywo, z bliska, zawsze go jakoś widać. W rezultacie zdarza się, że osoba o ładnej, gładkiej skórze (na przykład ja hehe, ale chodzi mi tu raczej o gładkolice nastolatki) lepiej wygląda bez podkładu niż z nim. Co prawda mało kto nam się przypatruje z tak niewielkiej odległości, żeby zauważyć dobrze nałożony i dobrany podkład, ale mnie w moim własnym wyglądzie ta warstewka podkładu przeszkadza, wolę oglądać swoją „nagą skórę”. I jest wiele osób, które śmiało mogą z podkładu zrezygnować, a mimo to pojawia się on w absolutnie każdym tutorialu makijażowym, nawet jeśli to lekka i minimalistyczna propozycja na dzień.

2. Nie potrzebuję krycia.
Podkład daje krycie i ujednolicenie koloru. A co jeżeli ja nie potrzebuję krycia? Szkoda mi maskować moje piegi, teraz i tak są ledwo, ledwo widoczne. Wystarczające dla mojej cery ujednolicenie koloru daje mi jedna cieniutka warstwa podkładu mineralnego wymieszanego z pudrem, ale ostatnio coraz częściej nakładam sam puder. Jedyne czego potrzebuję to ogarnięcie cieni pod oczami i zaczerwienienia przy nosie (ale do tego najlepszy jest sam korektor) oraz zmatowienie strefy T i zmniejszenie widoczności porów (tu najlepsze są pudry i podkłady mineralne). A klasyczny płynny podkład w ogóle nie jest mi potrzebny. W końcu w makijażu mamy podkreślać to, co mamy najpiękniejsze. No to ja podkreślam naturalnie ładną cerę :D
I jak patrzę na znajome mi osoby to osób o ładnej cerze jest naprawdę dużo! Może nakładamy podkłady z przyzwyczajenia i dlatego, że to punkt numer jeden w każdym tutorialu? Może nie doceniamy tego jak nasza skóra naturalnie pięknie wygląda, bo zewsząd nas otaczają zdjęcia instagramowego makijażu i wyfotoszopowanej skóry?

3. Potrzeba przywrócenia kolorów skórze.
Warto też mieć na uwadze, że przy średnim i dużym kryciu podkładu skóra twarzy ma pięknie ujednolicony koloryt, ale wygląda przy tym nienaturalnie i tak jakby „bezbarwnie”, płasko. Dlatego sam podkład i puder to za mało, konieczne jest dołożenie choć jednego kosmetyku kolorowego – różu lub bronzera, ewentualnie rozświetlacza. W przestrzeni publicznej cały czas widzę dziewczyny, których codzienny makijaż to sam podkład i ekstremalnie wytuszowane rzęsy, co w mojej opinii jest złym rozwiązaniem, bo taki makeup jest bardzo widoczny, niezbalansowany i wygląda nienaturalnie. Przy porannym pośpiechu wolałabym coś lżejszego niż podkład – wtedy nie muszę dodawać jeszcze różu i bronzera.


Na mojej skórze podkład niewiele zmienia - używam go głównie dla przedłużenia trwałości makijażu na jakieś większe imprezy, np. wesele lub bal sylwestrowy :) 


PODKŁADY W MAKIJAŻU INSTAGRAMOWYM 

Chciałabym zwrócić też na uwagę na makijaż fotograficzny – musi być mocniejszy niż zazwyczaj, ponieważ aparat „zjada” część efektu. Podobnie sprawa ma się z działaniem kamery. Lekki codzienny makijaż na zdjęciu wypada zazwyczaj słabo, dlatego cieniowanie i konturowanie musi być mocniejsze, żeby było widoczne. Także ogólny wygląd skóry się zmienia pod wpływem mocnego oświetlenia w studio oraz po przejściu obrazu przez obiektyw. I dlatego w instagramowym makijażu mocny podkład, kryjący korektor, mocne konturowanie i „baking” pudrem wypada tak świetnie, choć w rzeczywistości, na żywo to może być gruba, wyraźna „szpachla”.
Wydaje mi się, że coraz częściej zapominamy o tym efekcie i mylimy obraz na ekranie z rzeczywistością. Sama nie raz malowałam się do zdjęć i nie mam nic przeciwko mocnemu makijażowi – wprost przeciwnie, bardzo mi się podoba taki styl. Ale chciałabym zwrócić uwagę, że większość tutoriali na YouTube pokazuje mocny makijaż fotograficzny i w mojej opinii nie ma sensu wzorować się na nim w codziennym życiu. Nie chodzi o to, żeby odtworzyć to jeden do jednego, ponieważ efekt w lusterku nigdy nie będzie taki sam jak na YouTube, to niemożliwe. Chyba o tym zapominamy, przede wszystkim my, blogerki i youtuberki urodowe, pokazując mocny makijaż jako propozycje dziennego makijażu na dzień. Chciałabym wyłamać się z tego schematu i pokazywać oraz oglądać więcej prawdziwie lekkich i minimalistycznych propozycji. Choć wiem, że na zdjęciach zawsze taki delikatny makijaż wygląda średnio, ale taki styl mnie tak naprawdę najbardziej interesuje. I myślę, że nie tylko mnie.


Nie mówię, że podkłady są złe - to fajne i ważne kosmetyki, ale używajmy ich z pełną wiedzą po co to robimy i świadomością, że można inaczej! :) 


CZY TO OZNACZA, ŻE PODKŁADY SĄ „ZŁE”?

OMG nie, podkłady są super! Ale warto ich używać świadomie i wtedy, kiedy jest taka potrzeba! Nie chcę pod żadnym pozorem Wam teraz pisać, żebyście nie używały podkładów – raczej chcę przedstawić swój, nieco inny punkt widzenia i zaprosić do dyskusji. Bo może warto się zastanowić nam zminimalizowaniem makijażu, może ten podkład nie jest potrzebny albo skorzystamy na zastąpieniu go czymś innym, lżejszym?
Mam świadomość, że moje powyższe rozważania raczej dotyczą osób, które mają szczęście mieć ładną cerę. Choć mi tam nigdy nie przeszkadzały u innych przebarwienia, zaczerwienienia czy pryszcze, nie zwracam na to uwagi i moim zdaniem każdy może chodzić bez podkładu, o ile tylko na to ochotę. To jest ważne – mieć wybór i samemu decydować o makijażu lub jego braku bez względu na wygląd. Jakby jednak nie było u osób z przebarwieniami, cerą naczynkową lub niedoskonałościami widać pozytywne wizualne działanie podkładu i dlatego rozumiem, jeżeli ktoś będzie chciał korzystać z tego kosmetyku na co dzień i dla mnie to jest super.
Nie da się też ukryć, że podkład jest niezastąpiony przy mocnym makijażu, który ma wytrzymać długo (np. ślubnym, weselnym sylwestrowym), do zdjęć (lub na youtuba – w obiektywie kamery nawet gruba szpachla wygląda świetnie). W takiej sytuacji nawet ktoś o pięknej, doskonałej cerze może skorzystać z podkładu i świetnie na tym wyjść. Dlatego od tego roku sięgam po klasyczny podkład. Czasem. To znaczy zrobiłam to jak dotąd pięć razy, na Sylwestra będzie to mój szósty raz :P

Wiem, że nie jestem jedyna i osób nie noszących podkładów jest więcej. Na przykład Jkissa z Youtuba. W poniższym filmiku tłumaczy dlaczego nie nakłada podkładu – jej powody i spojrzenie na sprawę jest nieco inne niż moje, dlatego polecam jej posłuchać, żeby poznać inny punkt widzenia. Tym bardziej, że ma inny typ cery niż ja, więc potrzebuje innego działania kosmetyków. Może jej makijaż w tym video jest dość nietypowy, ale zobaczcie inne jej filmiki – jak pięknie ta dziewczyna wygląda! Full makeup bez podkładu – to jest możliwe!



Podkład Pierre Rene Skin Balance Cover - recenzja poniżej :) 


MÓJ ULUBIONY PODKŁAD? 

Przyznaję – nigdy sama nie kupiłam podkładu. Ale na różnego rodzaju spotkaniach blogerskich czasem trafiały do mnie jakieś podkłady. Czasem z ciekawości je otwierałam, ale praktycznie za każdym razem były dla mnie za ciemne, dlatego przekazywałam je komuś innemu. Aż tu wśród tony kosmetyków na ostatniej konferencji Meet Beauty nie znalazł się podkład Pierre Rene „Skin Balance Cover” w odcieniu „20 Champagne”. Zostawiłam go sobie na wypróbowanie i wiecie co, spodobał mi się. Wreszcie jakiś sensowny dla mnie kolor! To mój pierwszy i jak dotąd jedyny podkład, ale mimo to śmiem nazwać go swoim hitem i ulubieńcem.
Tak jak wspominałam wyżej używałam go zaledwie kilka razy – potrzebuję podkładu tylko na jakieś większe okazje, np. na wesele lub do sesji zdjęciowej. Na co dzień wybieram inne kosmetyki (opisuję to poniżej), ale na imprezę sylwestrową pojutrze sięgnę po właśnie ten podkład.





Podkład Pierre Rene „Skin Balance Cover” – opinia i recenzja: 
Odcień „20 Champagne” jest taki szampańsko-waniliowy, nieco żółty, ale generalnie najbliżej mu do neutralnej tonacji. Podoba mi się i wydaje mi się, że pasuje do mojej skóry. Na pewno jest najjaśniejszy i najlepiej dopasowany ze wszystkich płynnych podkładów, jakie do mnie kiedykolwiek trafiły.
Podkład ma miłą, lejącą konsystencje. Bezproblemowo się rozprowadza (palcami oraz gąbeczką), delikatnie zastyga do ładnego matu. Kryje dobrze i nie robi smug. Lekko wygładza powierzchnię skóry. Jest trwały, dobrze trzymają się na nim inne kosmetyki, a mat jest fajnie trwały (dla mnie wow).
Miły bonus – ten podkład pachnie! Tak jakby waniliowo, jak jakiś deser. Zapach trochę trąci sztucznością, ale mimo to jest bardzo przyjemny i podoba mi się szalenie.
Opakowanie to szklana butelka z wygodną pompką. Pojemność to 30 ml, a PAO (przydatność od otwarcia) wynosi aż 12 miesiecy. I tak pewnie nie zużyję go w tym czasie, ponieważ rzadko po niego sięgam. Ale pewnie kupię wtedy drugie opakowanie, bo przydaje się na ważne wydarzenia (wesele, całonocne imprezy itp.) i chciałabym mieć taki kosmetyk w zapasie.
Kosmetyk można kupić np. w Drogerii Natura, kosztuje ok. 25 złotych.

Podsumowując: Bardzo niska cena, jasny kolor, ładny wygląd na skórze i dobra jakość produktu oraz aż rok ważności po otwarciu sprawiają, że dla mnie i dla moich potrzeb to najlepszy podkład. Hit :) Nie żebym miała duże porównanie i doświadczenie w używaniu podkładów, ale - "Skin Balance Cover" musi być naprawdę spoko, skoro po tylu latach wreszcie zdecydowałam się używać jakiegoś podkładu! W maju kupię ponownie ;)


Mój ulubiony typ opakowania - z wygodną pompką. 

Jasny kolor, prawie nie ciemnieje; całkiem ładnie się rozciera nawet palcami. 

Skład jest bardzo prosty i typowy - silikony, barwniki, emulgatory, wypełniacze i konserwanty. Niby są tam jakieś ekstrakty, ale nie zwracam na nie uwagi. 


JAK NIE PODKŁAD TO CO? 

Tak jak wspominałam nie potrzebuję krycia, a jedynie zmatowienia strefy T, wizualnego wygładzenia porów i jakiejś bazy dla różu czy bronzera (żeby się dobrze rozcierały i utrzymywały cały dzień). Na co dzień albo poprzestaję na samym pudrze albo sięgam po jakiś krem tonujący, serum czy azjatycki krem BB. Hitem są dla mnie podkłady mineralne – co prawda można nimi uzyskać naprawdę niezłe krycie, ale ja nakładam mniej kosmetyku i bardziej się skupiam na matowieniu niż kryciu.
Jak wygląda mój standardowy makijaż? Chwilę po wchłonięciu się kremu na dzień (z filtrem UV oczywiście) wklepuję gąbeczką korektor – pod oczy (głównie przy wewnętrznym kąciuku oka) i na zaczerwienione okolice nosa. Czasami dodaję daję krem BB albo serum tonujące na całą twarz, ale to dla mnie taki dodatkowy, nieobowiązkowy krok.
Gdy wszystko się wchłonie nakładam gąbeczką puder glinkowy na skórę w strefie T. Daję mu chwilę, żeby się ułożył, po czym nakładam jedną lub dwie warstwy matującego podkładu mineralnego wymieszanego z pudrem. Wykonuję stemplujące ruchy, żeby kosmetyk dobrze się stopił ze skórą i żeby nie zetrzeć spodnich warstw. Podkładem mineralnym pokrywam już całą twarz – potem dobrze nakłada się bronzer i róż, łatwo się rozcierają i dobrze trzymają skóry.
Zazwyczaj po kilku godzinach moje czoło znów „się świeci”, ale wtedy wystarczają mi bibułki matujące i puder transparentny (o ile w ogóle zawracam sobie tym głowę). Po użyciu podkładu mineralnego moja skóra wygląda super ładnie, pory są mniej widoczne i cera ma ładny (nie „płaski”) mat w „tłustej strefie T”. I to mi wystarczy, klasyczny podkład na co dzień leży na samym dnie szuflady.
PS. Czy interesowałby Was filmik na YouTube jak robię makijaż bez podkładu?



Makijaż bez klasycznego podkładu - sam korektor i jedna warstwa podkładu mineralnego. 


Lubię łamać zasady w makijażu, eksperymentować i kombinować. To czasem może wyglądać dziwnie, ale taki już mam styl, tak mi się podoba. Poza nieużywaniem podkładów grzechów makijażowych mam więcej – na przykład niedokładnie podkreślone brwi, nie utrwalam korektora pod oczami (baking jest nie dla mnie!), nie maluję dolnej powieki i niestandardowo nakładam róż. Ale uważam, że dopóki wszystko robimy świadomie i wiemy co chcemy dzięki temu osiągnąć, to wszystko nam wolno. Dla mnie makijaż jest nie tylko upiększaniem, ale też wszystkim zabawą i sposobem ekspresji. A ten brak sztywnych reguł i dowolność interpretacji sprawia, że makijaż jest taki fantastyczny!

Jestem ciekawa, jakie macie zdanie w kwestii podkładów. Zastanawiałyście się kiedyś nad makijażem bez tego kosmetyku?
Udanej zabawy sylwestrowej!



Instagramowe sekrety blogerek! Shadowban, hahstagi i porady ze spotkania MayBE Beauty ♥

Instagramowe sekrety blogerek! Shadowban, hahstagi i porady ze spotkania MayBE Beauty ♥




Dzisiejszy post to zestaw porad i wskazówek na temat Instagrama, który zebrałam podczas różnych blogowych konferencji, webinarów i warsztatów. Co to jest shadowban i jak go uniknąć, jak zorganizować legalny konkurs na Instagramie oraz jak zdobyć więcej followersów – o tym wszystkim przeczytacie poniżej.

A ponieważ wpis o Instagramie musi mieć jakieś zdjęcia do uatrakcyjnienia treści, to zdecydowałam się połączyć to z fotorelacją ze spotkania blogerek MayBE Beauty. A mam ku temu istotny powód – jedną z atrakcji spotkania były warsztaty na temat Instagrama prowadzone przez Joannę Gwizdałę z bloga Made by Gigi. Asia jest nie tylko doświadczoną blogerką, ale też specjalistką od spraw blogowo-marketingowych, a z jej prelekcji sporo się dowiedziałam.
Być może Wam spotkania blogerek kojarzą się z darami losów, ale tak na prawdę najważniejsze w tego typu wydarzeniach nie są kosmetyki, ale nowe znajomości i przyjaźnie oraz ogrom wiedzy, jaki przekazujemy sobie nawzajem w dyskusjach. Najczęściej są to rozmowy między blogerkami z poradami i wsparciem, ale nie raz miałam też okazję być na profesjonalnych warsztatach poświęconych Instagramowi. Już dawno temu obiecałam się tym podzielić także z Wami, ale tyle tego jest, że zanim udało mi się wszystko zebrać i spisać minęło mnóstwo czasu. Ciągle też miałam poczucie, że mój tekst nie wyczerpuje tematu, bo co rusz dowiadywałam się czegoś nowego. Czas jednak najwyższy to wszystko spisać i się z Wami podzielić. Zatem życzę Wam miłego czytania oraz sukcesów w Instagramowaniu!


Spotkanie MayBE Beauty odbyło się w gdyńskiej kawiarni Kofeina. Miejsce jest bardzo klimatyczne i przytulne, szczególnie piętro, które udostępniono nam na wyłączność. 


7 SPOSOBÓW NA LEPSZY INSTAGRAM 

1. INSTAGRAMOWE HITY - CO SIĘ KLIKA?

Hot trend – widok z lotu ptaka (tzw. flatlay) na kompozycję przedmiotów ułożonych w stylu artystycznego nieładu. Minimalizm już nie jest w modzie – zamiast tego oprócz głównego tematu zdjęcia króluje mnóstwo dodatków. Mogą wystawać poza kadr (kompozycja otwarta), być ułożone w różnych konfiguracjach, ale warto je dobierać tak, aby razem tworzyły harmonijną całość, np. wszystko szare lub złote.

Modne akcesoria i dodatki to: białe futerko z Ikei, koc z wełny czesankowej (taki zaplatany), marmur (tła z Prineta), świeże kwiaty (szczególnie gipsówka, ale też goździki i tulipany, w Lidlu i Biedronce są dość tanie świeże kwiaty), bibeloty z Pepco, kobiece czasopismo, kubek z kawą, drewniana taca, geometryczny metalowy koszyk. Do tego światełka – cotton balls, gwiazdki.
Kolory: biały, szary, pudrowy róż, rose gold, złoto, trochę srebra i dodatek geometrycznych wzorów w czerni.
Jeżeli Twoje mieszkanie na to pozwala, to popularne są też zdjęcia w kadrze „potretowym”, z białą ścianą lub białą toaletką z Ikei w tle - albo ustaw w tle biały karton.

Uwaga! W tym modnym stylu kryje się pułapka – zdjęcia są zazwyczaj piękne i zdobywają dużo serduszek, ale jednocześnie są strasznie nudne i wtórne. Uważam, że korzystanie z tego szablonowego, typowego stylu to dobry początek do nauki fotografii „instagramowej”, ale po jakimś czasie warto poszukać własnego stylu i rozwijać się dalej. Polecam korzystać z najmodniejszych trendów, ale traktować je raczej jako punkt wyjścia i pomysł na start, który potem można ciekawie zindywidualizować.

2. SPÓJNOŚĆ I STYL.
Ważne są nie tylko ładne, ale i przemyślane zdjęcia. Warto zwrócić uwagę na spójność i własny, ujednolicony styl. On może się zmieniać, wraz z rozwojem umiejętności albo na przykład porami roku, ale warto zadbać, aby ekran Waszego profilu wraz z kilkoma ostatnimi zdjęciami tworzył zgraną całość. Niech zdjęcia coś spina – styl kompozycji, kolorystyka, ulubiony filtr, charakterystyczne kadry lub dodatki.

3. OPIS POD ZDJĘCIEM
Twórz ciekawe i angażujące opisy pod zdjęciami. Zaprzyjaźnij się z techniką storytelling i opowiedz coś o sobie, o tym co pokazujesz. Samo zdjęcie to za mało, ważny jest podpis i historia, jaką opowiadasz. Fotka to podstawa, żeby zwrócić uwagę odbiorcy, ale to tekst często najbardziej angażuje społeczność i zachęca do interakcji oraz do nawiązania bliższego kontaktu.

4. SPRAWY TECHNICZNE
W tym momencie aparaty w telefonach są coraz lepsze i często wystarczają do stworzenia pięknych zdjęć na Instagrama. Choć wciąż dużo osób robi wcześniej zdjęcia aparatem fotograficznym, a potem przerzuca na telefon.
Najlepsze zdjęcia wychodzą w świetle dziennym, przy oknie – na parapecie, na stoliku pod oknem, na balkonie. Ale nie w ostrym, bezpośrednim słońcu, które może tworzyć zbyt ostre cienie. Najlepiej wyłapać moment, gdy światło jest miękkie i rozproszone. Z drugiej strony (naprzeciwko okna) warto ustawić blendę (lub karton z folią aluminiową), która dodatkowo odbija światło i doświetla kadr, niwelując cienie.
Po zdobieniu zdjęcia warto poświęcić chwilę na obróbkę fotki – przede wszystkim rozjaśnić. Jeżeli robicie to na telefonie to polecam aplikację Snapseed, natomiast przy komputerze używam darmowego GIMPa, ale przyznaję, że to dość skomplikowany na początek program.

5. TWÓRZ VIDEO!
Instagram promuje treści video. Widzę to najlepiej na własnym przykładzie – niektóre z moich postów video mają po kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń i przez wiele, wiele dni mogą zbierać serduszka oraz zdobywać nowych obserwatorów.
W video na Instagramie ważna jest skondensowana forma, dynamiczny montaż i pierwsza scena zachęcająca do dalszego oglądania. Filmy kręcę aparatem, montuję na komputerze (Windows Movie Maker – przed aktualizacją był darmowy), eksportuję do średniej jakości i wgrywam na telefon. Video na Instagram może mieć maksymalnie 60 sekund, ale sama zazwyczaj celuję w ok. 30.

6. ANGAŻUJ SIĘ
Odpowiadaj na komentarze, odwiedzaj innych i zostawiaj po sobie ślad. Nie spamuj, bo tym tylko zniechęcisz. Zamiast tego napisz coś wartościowego, czym zainteresujesz innych.

7. TWÓRZ INSTASTORIES
Tutaj nie ma tylu jasnych wystycznych, co w przypadku standardowych zdjęć. Na Instastory jest większy luz i dowolność. Publikuj regularnie, ale nie za długo. Bądź sobą, pokaż backstage, pokaż siebie, swoją osobowość, opowiedz coś. Ale przede wszystkim – niest stories też będzie ciekawe i z pomysłem!


W Kofeinie był nawet "kominek" z mnóstwem świeczek ;) 

We wnętrzu było dosyć ciemno - takie rozproszone oświetlenie tworzy miłą atmosferę, ale niestety nie mam przez to modnych i jasnych zdjęć ;) 


WSZYSTKO O HASHTAGACH

Pod każdym zdjęciem można dodać maksymalnie 30 hashtagów. I warto tą liczbę wykorzystać i wkleić tych hashtagów na ile tylko pozwala limit.To darmowy sposób na reklamę nowych treści i sposób na przyciągnięcie użytkowników.  Ale uwaga, jak hahstagów jest wiecej, to opis się nie publikuje - dlatego sama na wszelki wypadek przed kliknięcem "publikuj" kopiuję sobie opis.

Ważne! Kiedyś polecane było dodawanie hashtagów w komentarzu – dzięki temu opis ładniej wyglądał. Obawiam się jednak, że teraz trzeba wrócić do normalnego dodawania hashtagów w opisie, ponieważ te w komentarzu są blokowane i coraz częściej nie działają.

Przy wyborze hashtagów warto też brać pod uwagę ich „wielkość”, czyli liczbę zdjęć jakie oznacza dany hashtag. Najważniejszy jest jak zawsze złoty środek – ogromne hashtagi mogą wygenerować duży ruch i szybkie serduszka, ale to te mniejsze hashtagi (najlepiej z dwoma słowami) przynoszą zaangażowaną społeczność i potencjalnych nowych obserwujących o podobnych zainteresowaniach. Najlepiej używać kilka dużych (2 miliony,), większość średnich (kilkaset tysięcy) i kilka specjalistycznych (kilka-kilkadziesiąt tysięcy zdjęć).

Dla każdego hahstaga na ekranie wyszukiwania wyświetla się na górze „TOP 9”. Jeżeli nasze zdjęcie „się wybije” i pojawi się w tych najlepszych, to może tam zostać przez jakiś czas i przyciągać nowych odbiorców. Im mniejszy hashtag, tym łatwiej dostać się do „top 9”, ponieważ konkurencja jest mniejsza, ale też mniej osób zobaczy to zdjęcie, bo mniejsza jest społeczność danego hahstaga.
Warto wyszukiwać i używać hahstagi nie tylko określające prosto dane przedmioty i zjawiska, ale też gromadzące zaangażowaną społeczność. Przykład: #flatlay to po prostu hashtag ze zdjęciami robionymi „z lotu ptaka”, ale już #fromabove zbiera zaangażowanych fatów takich fotek.

Szukaj też hashtagów kont, które udostępniają zdjęcia – po takim repoście można dostać naprawdę wielu nowych wartościowych followersów, z których większość z reguły zostaje na dłużej, na przykład #lasypanstwowe dla konta @lasy_panstwowe albo #nailsclip dla konta @nailsclip udostępniającego videotutoriale ze zdobieniami paznokci. Jak mnie ostatnio ktoś duży udostępnił, to przybyło mi kilkadziesiąt nowych osób!
Przeczytaj też: Lista lakierowych i paznokciowych hahstagów na Instagrama ♥ 

Zaczeliśmy spotkanie od zabawy na rozgrzewkę - błyskawiczny test ze znajomości blogów towarzyszy oraz konkurs kreatywny. Na koniec zebrane odpowiedzi uczestników utworzyły przemiłą pamiątkę ♥ 


JAK ZORGANIZOWAĆ LEGALNY KONKURS NA INSTAGRAMIE?

Jeszcze do niedawna na Instagramie panowała pełna dowolność w kwestii organizacji konkursów, ale teraz coraz częściej pilnuje się, aby tego typu akcje były legalne i zgodne z regulaminem aplikacji. Może jeszcze Wam się „upiecze”, ale mimo wszystko nie zalecam kombinować, bo można oberwać shadowbanem lub zostać zablokowanym.

Najważniejsze zasady konkursów na Instagramie i Facebooku:
1. Nie można wymagać repostowania! Dozwolone jest ewentualnie udostępnianie na Instastory, ale chyba tylko dobrowolne. Możesz do udostępniania zachęcać, ale to nie może być punkt obowiązkowy.
2. Nie można LOSOWAĆ zwycięscy – musi być wybrany na przykład na podstawie odpowiedzi na kreatywne pytanie (chyba, że zgłosi się konkurs jako loterię do jakiegośtam urzędu – wchodzi tu ustawa o grach hazardowych!).
3. Konkurs musi mieć regulamin! (w opisie lub podany link do regulaminu na stronie internetowej), a w nim m. in. wskazanie organizatora, daty rozpoczęcia i zakończenia itp. oraz formułkę zwalniającą Instagram z wszelkiej odpowiedzialności.
Bardzo zachęcam do wcześniejszego wyszukania aktualnych zasad i wzorów regulaminów przed zorganizowaniem konkursu! Bo to właściwie pomysł na długi osobny post i tutaj nie mam miejsca, żeby wyczerpać temat. W razie pytań – piszcie w komentarzach!

Przy okazji wspomnę też, że do aplikacji wchodzi opcja oznaczania płatnych współprac. Na razie nie jest to powszechnie dostępna opcja, ale już teraz zaleca się dodawanie do postów sponsorowanych np. hahstaga #ad na końcu opisu.


Rzutnik "śnieżył brokatem", ale mimo to prezentacja na temat Instagrama była bardzo udana! 


LIMITY I ZASADY NA INSTAGRAMIE 

Czy wiecie, jakie są limity i zasady na Instagramie? Panuje tu reguła „nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania” i Instagram bezwzględnie i bez ostrzeżenia (!) karze tych, który nie trzymają się zasad. Niestety wiele reguł nie jest nawet oficjalnie wymieniona, więc nawet przeczytanie regulaminu nie da Wam pełnej wiedzy (ktoś to w ogóle czytał??).
To fragment regulaminu: „Zastrzegamy sobie prawo do wprowadzania zmian w serwisie, zakończenia świadczenia usług bądź zablokowania dostępu użytkownika do serwisu z dowolnego powodu, bez uprzedniego powiadomienia, w dowolnym momencie i bez żadnych zobowiązań z tego tytułu.” Czyli w wypadku złamania zasad mogą Wam zamknąć konto, nawet takie budowane latami ze społecznością liczoną w dziesiątkach tysięcy.

Reguły na Instagramie:

Zabronione jest "używanie nazw domen lub adresów URL witryn w nazwie użytkownika" - przykładowo nazwa "paulinaweiher_pl" byłaby niedozwolona.
Nie wolno też tworzyć nazw z przedrostkiem „insta”, który jest znakiem zastrzeżonym. Na przykład „instawarszawa” jest niedozwolone – dlatego powstał „igerswarszawa”.

Nie wolno dawać dostępu do swojego konta zewnętrznym aplikacjom – wyjątkiem jest tutaj Iconsquare i Boomerang. Wszystkie inne, jeżeli wymagają logowania się danymi z IG są zabronione a korzystanie z nich grozi banem, np. Gramblr. Jeżeli aplikacja działa bez logowania i bezpośredniego dostępu do konta, to jest ok., np. Later. Nawet nie próbujcie z botami do lajkowania!

Nie można oznaczać na zdjęciach osób, których tam nie ma.

Nie spamuj i nie oszukuj. Nie kupuj obserwatorów ani lajków, nie korzystaj z botów, nie rób za często follow-unfollow, nie zostawiaj spamerskich komentarzy (nie zostawiaj komentarzy z samymi emotkami!). Jest limit lajków i komentarzy na godzinę – po przekroczeniu możesz dostać blokadę np. na godzinę lub dzień lub shadowbana!

Nie publikuj treści pornograficznych, pełnych agresji itp oraz nie używaj hashtagów z nimi związanymi np. #cycki. Wszystko jasne i oczywiste, ale tego typu treści kojarzone jest też z pozornie niewinnymi hahstagami, które w rezultacie też są zabronione np. #eggplant. Lista zakazanych hashtagów ciągle się zmienia, te podawane na różnych stronach mogą być już nieaktualne. Jak zatem sprawdzić, czy dany hashtag jest ok? Wpisz go w okienko wyszukiwania i poscrolluj w dół. Zakazany hashtag ma tylko kilka linijek zdjęć w sekcji “top posts”, a nie ma już najnowszych zdjęć “most recent”, zamiast tego pojawia się hasło „Recent posts from [#beautyblogger] are currently hidden because the community has reported some content that may not meet Instagram's community guidelines. Learn more”. I tu ciekawe, #beautyblogger jest zakazany, ale już #beautybloger jest ok! Trzeba być ostrożnym, bo blokowane potrafią być naprawdę „normalne” hasła! Można oczywiście zajrzeć na listy blokowanych hashtagów, ale to się ciągle zmienia, więc dla pewności zalecam sprawdzać każdy z osobna. Do kitu, wiem.

Nie używaj ciągle jednego tego samego hahstaga lub zestawu hashtagów, ponieważ możesz zostać posądzona o spamerstwo. Zmieniaj hahstagi pod każdym zdjęciem.


Główną atrakcją były warsztaty makijażowe z prezentacją kosmetyków marki Lorigine Minerals. O tych produktach napisałam już post przeglądowy [klik]


SHADOWBAN NA INSTAGRAMIE

Za złamanie powyższych zasad grozi shadowban! Czyli taki ukryty ban, że Tobie wydaje się, że wszystko w porządku, ale Instagram obcina Twoje zasięgi i nie wyświetla innym Twoich postów pod hahstagrami.

Jak to sprawdzić czy mam shadowbana? Z konta, które nie jest Twoim followersem sprawdź, czy Twoje zdjęcie wyświetla się pod dodanymi hahstagrami. Możesz też wykorzystać do tego stronę sprawdzającą, ale ostatnio słyszałam, że korzystanie z tego jest ryzykowne i może tylko pogorszyć sprawę (ktoś potwierdzi?). http://shadowban.azurewebsites.net/

Co zrobić, jak wyjść z shadowbana?
Zgłaszaj błąd Instagramowi, że widzisz spadek lajków, wyświetleń itp. – dzięki temu Instagram wie, że jesteś prawdziwym użytkownikiem, a nie botem.
Natychmiast zaprzestać wszystkich zakazanych działań – odłącz zewnętrze aplikacje, nie kupuj lajków ani followersów, publikuj trochę mniej, nie rób tylu follow/unfollow,


Jaki z tego wniosek? Trzymajmy się zasad i trzymajmy rękę na pulsie jeśli chodzi o nowości dotyczące Instagrama. Trzeba jednak mieć świadomość ryzyka, ponieważ w każdej chwili mogą nasze konto zbanować lub całkowicie zamknąć, bez uzasadnionego powodu (bo np. ktoś nas po złości zgłosi).
Wiem, że wiele blogerek porzuciło swoje strony www i tworzy tylko na Instagramie albo nawet nie zaczynało z blogiem, tylko postawiło wyłącznie na IG. Moim zdaniem to błąd, ponieważ takie konto w każdej chwili można utracić. Lata pracy i budowania społeczności można naprawdę stracić bez powodu. Nie mamy wpływu na zasady panujące w social media, nie jesteśmy tam „u siebie”, tylko tworzymy jako gość, któremu udostępniono serwis. Nic nie poradzimy na zmiany algorytów (Instagram), obcinanie zasięgów (Facebook), przypadkowe wyłączanie monetyzacji (YouTube), a nawet zamykanie całych serwisów (Vine) lub spadek ich popularności (Snapchat). Udostępnianie magicznego kodu „U$UN@( Ś|EdZ!k@” (ktoś to jeszcze w ogóle pamięta?;)) lub dramatycznych apeli jak banery „przywrócić chronologiczną kolejność postów” naprawdę nic nie zmieni. Dlatego budowanie swojej marki internetowej wyłącznie w oparciu o jeden kanał social media choć kuszące, jest bardzo ryzykowne. I dlatego osią moich działań jest i pozostanie blog (i planuję przeprowadzkę na własny hosting).


Jest i obowiązkowe selfie :) Nomakeup!


PRZYDATNE LINKI 

Żeby nie było, że z moimi skromnymi zasięgami jestem tylko mocna w gębie (w klawiaturze?) i taka ze mnie Instagramerka, że najwięcej lajków zbiera moj kot, to dla poparcia mojego tekstu mam dla Was kilka linków ze świetnymi tekstami na temat Instagrama. Mi możecie nie wierzyć, bo żadna ze mnie Instagirl, ale odwołam się do moich autorytetów w dziedzinie Instagrama i gorąco zachęcam do przeczytania ich porad.

Grupa na Facebooku „Instagram dla wymagających” – jak na razie kameralna grupa, ale bardzo wartościowa, sporo można się dowiedzieć i zawsze można poprosić o wsparcie.

Alabasterfox o Instagramie i shadowbanie.

Mazgoo o shadowbanie.

Agu blog poleca najlepsze dodatki do zdjeć na Instagrama.

Jest rudo, spec od fotografii, poleca jak robić zdjęcia smartfonem.

Agwer poleca jak robić ładne zdjęcia na Instagrama.


Prezenty dla blogerek to nie tylko rózga i ziemniaki! 
 
A jak Wam się podobają moje zdjęcia ze spotkania blogerek MayBE Beauty? Nadawały by się na Instagrama? :P A jeżeli jesteście ciekawi kosmetycznych atrakcji ze spotkania to zajrzyjcie do moich poprzednich wpisów – przygotowałam tam coś ciekawego!

Przeczytaj też: Przegląd kosmetyków Lorigine Minerals – nowa marka w drogeriach Rossmann!
Przeczytaj też: Rysuję kosmetyki ze spot0kania MayBE Beauty!


Dziękuję Kasi Sklerotyczce i Monice Mixoflife za zaproszenie! ♥
Uczestnicy spotkania: Magda  Curly Madeleine ♥ Monika Mama z różową torebką ♥ Karolina Pasje Karoliny ♥ Michał Twoje Żródło Urody ♥ Ania Kosmeologika ♥ Asia Made by Gigi ♥ Ania Kobieta nieidealna ♥ Dominika Czerwona Filiżanka ♥ Dorota Codzienność Kobiety ♥ Magda Tematycznie kosmetycznie ♥♥♥


Uff, ale się naklepałam w klawiaturę z tym artykułem. Mam nadzieję, że będzie dla Was pomocny! Dowiedziałyście się czegoś nowego? Jak macie jakieś pytania lub znacie jeszcze jakieś warte uwagi porady i artykuły, to bardzo proszę piszcie w komentarzach! Będę wdzięczna za wszelkie udostępnienia tego wpisu!


♥♥♥
Rysuję kosmetyki ze spotkania blogerek MayBE Beauty!

Rysuję kosmetyki ze spotkania blogerek MayBE Beauty!



Czasem towarzyszy mi taki nastój – chciałabym coś sobie porysować, ale w sumie nie wiem co. Prawdopodobnie nie jestem w tym odczuciu odosobniona. Pomysłów na bazgroły albo za dużo na raz, albo zupełnie brak. Rozwiązaniem jest proste ćwiczenie – malowanie i rysowanie przedmiotów, które towarzyszą nam każdego dnia i które obserwujemy obok siebie. Taka martwa natura, ale w wersji codziennej – kubek, telefon, torebka, kwiatek… a może by tak narysować kosmetyki? Niektóre z nich mają bardzo inspirujące opakowania – z atrakcyjnymi połączeniami kolorów czy pięknymi motywami roślinnymi. Postanowiłam wpleść do mojego szkicownika kilka prostych ilustracji z kosmetykami. Nic wyszukanego, po prostu rysunki tworzone wieczorami dla relaksu. Pomyślałam, że to przy okazji może być też ciekawy sposób na uatrakcyjnienie moich blogowych wpisów. I tak powstała seria obrazków inspirowana kosmetykami, które dostałam w prezencie na spotkaniu blogerek MayBE Beauty w Gdyni. Połączenie jak najbardziej uzasadnione, ponieważ w ramach mikołajkowej wymiany prezentów dostałam właśnie przybory do rysowania. Jak widzicie od razu poszły w ruch!

W tym wpisie pokażę Wam kilka moich kosmetycznych rysunków oraz zaprezentuję przegląd kosmetyków od sponsorów spotkania MayBE Beauty. Nie wszystkie zdążyły doczekać się swojej ilustrowanej wersji, ale mimo to chciałabym choć słowem wspomnieć o wszystkim, co przywiozłam. A dokładniejszą relację ze spotkania zobaczycie w następnym wpisie – pracuję nad nim już od jakiegoś czasu i myślę, że będzie bardzo ciekawy i przydatny dla Was!
Miłego oglądania!


Zacznę od pudła z kosmetykami od Tołpa - wow, wow, ile cudowności! 




Zestaw kosmetyków dla mężczyzn podarowałam mojemu Mężowi - bardzo się ucieszył i teraz z przyjemnością używa :) 

Zestaw dla Męża lub ukochanego - balsam do twarzy z zarostem, żel do mycia twarzy i żel pod prysznic :) 
W pudle znalazłam też zestaw ołówków i cudny szkicownik! Będę w nim rysować ♥ 

Czyż te ołówki nie są czadowe? Fajne, zabawne podpisy :) Nosiłabym "ołówek do upinania włosów", a Wy?

Krem do rąk już wypróbowałam - jest dość lekki, ale skuteczny. Ma przyjemny, delikatny zapach. To chyba będzie mój ulubieniec w kategorii "krem do torebki", jest naprawdę fajny!

Seria tołpa specialist. Jak na razie wypróbowałam peeling - jest bardzo delikatny, ale jak cudnie pachnie! Tak lekko i owocowo, trochę jak kompot, trochę jak wakacyjne owoce ♥ 

Czyż to opakowanie nie jest prześliczne? Sam olejek też jest fajny, będę chwalić za nawilżające, natłuszczające i ochronne działanie. Ale opakowanie szybko się brudzi, no i zapach bez szału, trochę szkoda. Ma parafinę w składzie, więc to nie taki naturalny olejek jak by się wydawało, ale ta parafina dobrze zabezpiecza przed przesuszeniem ust, więc jest ok. 

Bardzo jestem ciekawa kosmetyków AA Wings! Tusz jednak jeszcze poczeka, bo nie chcę otwierać kilku na raz :) 

Kosmetyki Oillan na razie czekają na swoją kolej w "zapasach" :) 

Kamień pilingujący - słyszałyście o czymś takim? Dla mnie to nowość! Jestem ciekawa jak się sprawdzi, ale na razie odłożyłam go do szuflady, ponieważ chcę go wypróbować w nowej łazience, jak już się skończy remont :) 

Zestaw wakacyjny zimą od Bielendy :) 

Kosmetyki do makijażu Lorigine - trochę się pomyliłam i dałam złoty marker zamiast srebrnego xD Więcej nie napiszę, bo o Lorigine jest już cały post :) 



Kilka perełek od Pierre Rene. Mascarę "Ecologist" będę chwalić - jest bardzo dobra! Ma niewielką i bardzo wygodną silikonową szoteczkę i cudownie rozdziela rzęsy! 

Róż Pierre Rene ma piękny, uniwersalny kolor i satynowe wykończenie - dlatego na rysunku są te błyszczące na złoto kropki ;) 

Nie przepadam za pomadkami w płynie, ale ta ma taki fajny kolor, że postanowiłam ją sobie zostawić :) 

Balsam do ciała Resibo - jeszcze czeka "na swoją kolej", ale już teraz zachwycam się designem opakowania :) 

Zestaw do pielęgnacji stóp - najbardziej jestem ciekawa "skarpetek" ;) 

Sól do stóp i sól do kąpieli - pachną pięknie! 

Świeca ze spersonalizowaną etykietą - fajny pomysł :) 

Sponsorzy spotkania: Tołpa - Lorigine - Sól Bocheńska - BielendaPierre De Plaisir -SheFoot - ManFoot - Kosmetyki AA - Pierre Rene Professional - Resibo - Oillan - Crazyshop.pl - MakeMeBio ♥ 

I bonus - prezent od Karoliny ♥ Zachwycam się! Paleta opalizujących cieni-rozświetlaczy i holograficzna pomadka, petarda! 


Kulisy sesji zdjęciowej - znaleźć w grudniu na wszystko czas to trudne zadanie! Bez kawy ani rusz!

Moja wersja logo spotkania - rysunek z kwietnia :) 

Przeczytaj też: kosmetyki ze spotkania blogerek MayBE Beauty - edycja kwietniowa ♥ 

A to całe rysowanie to też dzięki Curly Madeleine, od której w ramach mikołajek dostałam Brushmarkery do kolorowania ♥ 

Który kosmetyk Was zainteresował? Jeżeli o czymś chciałybyście więcej poczytać to dajcie znać w komentarzach, z chęcią odpowiem na wszelkie pytania lub przygotuje krótką recenzję :) Na pewno będę pisać coś więcej w social media - śledźcie Instagram @paulinaweiher i Facebook @paulinaweiherblog

Jak Wam się podoba takie rysowanie kosmetyków? Marzy mi się, żeby tworzyć takie obrazki do każdego blogowego wpisu, ale niestety jest to na tyle czasochłonne, że na razie się wstrzymywałam. Mam nadzieję jednak, że w 2018 roku będę miała na to więcej czasu :)

♥♥♥