Jesienne liście malowane akwarelami na #zenjowewyzwanie

Jesienne liście malowane akwarelami na #zenjowewyzwanie




Bardzo, bardzo lubię kreatywne wyzwania, choć bardzo często mam trudności, ze znalezieniem czasu na realizacje wszystkich zadań. Ale jesiennego wyzwania u Zenji nie mogłam opuścić, tym bardziej, że to tylko kilka dni. Przy okazji poćwiczyłam też malowanie liści i zrobiłam kilka zdjęć, z których jestem zadowolona 😊
Przeczytaj też: Wpis na blogu Zenja o wyzwaniu ♥ 

Farby Winsor and Newton Cotman Pocket Sketchbook - mój mocno zużyty zestaw i pędzelek z niego 

MALOWANIE AKWARELAMI – PRZYBORY I NAUKA 

Moje przybory:
- farby akwarelowe Winsor&Newton Cotman sketchbook – zestaw 12 półkostek
- pędzelek z powyższego zestawu plus drobniutki pędzelek do zdobień paznokci, żeby namalować detale
- papier akwarelowy Canson Student
- cienkopisy Sakura Micron – grubość 01 i 03
- brushpen Pentel touch oraz Faber Castel Pitt Artist Penn czarny i grafitowy
Przeczytaj też: Farby akwarelowe dla początkujących Winsor&Newton Cotman sketchbook
Przeczytaj też: Brushpeny do hand letteringu Faber Castell ♥ 

Był czas na naukę i ćwiczenie malowania liści, teraz czas na wnioski:
- Na początku, do nauki na rozgrzewkę łatwiej jest malować akwarelami obrazki z czarnym konturem (przykłady - mój grab i liść dębu)
- Jednak lepiej i ładniej mi osobiście wychodzą rośliny bez tych konturów (klon, kasztanowiec, jesion).
- Żeby liście wyglądały w miarę realistycznie nie można używać niezmieszanych barw bezpośrednio z palety, ponieważ kolory akwareli są bardzo nienaturalne. Trzeba zieleń mieszać i dodawać do niej trochę brązu, żółtego, szarego, niebieskiego a nawet czerwonego. Staram się zawsze odwzorować odcienie ze zdjęć. Wydaje mi się, że to nie mieszanie kolorów to najczęstszy błąd u początkujących – i zarazem taki najprostszy do naprawienia :)
- Liście najlepiej wychodzą, jeżeli maluję je na podstawie konkretnego zdjęcia i odwzorowuję też układ cieni z fotografii. Szukam zdjęć na Wikipedii albo na darmowych stockach (ostatnio polubiłam Pixabay), wybieram takie z oświetlonymi liśmi, gdzie układ cieni jest wyraźny.
- Liście wyglądają bardziej realistycznie, jeżeli namaluję na nich jakieś niedoskonałości – brązowe plamki i przebarwienia, dziurki.
- Liście i kwiaty w sumie już mi wychodzą nieźle, jestem z siebie zadowolona, ale zdecydowanie muszę potrenować krajobrazy, bo na razie jest lipa ;)
- Najtrudniejsze w malowaniu jest zacząć. Oraz znaleźć czas na zrobienie zdjęcia przy naturanym świetle w listopadzie!
Mam nadzieję, że ten zbiór moich spostrzeżeń i rad na temat malownaia liści Wam się przyda. A teraz czas na moje prace!
Przeczytaj też: Uczę się rysować i malować rośliny – wyzwanie #project_plant ♥  


AKWARELOWE JESIENNE LIŚCIE – MOJE PRACE

Dzień 1 GRAB - jestem nawet zadowolona z cieniowania 

Dzień 2 DĄB - tu niestety uważam, że mi nie wyszło. Jak widzicie próbowałam dwukrotnie, ale i tak nie jestem zadowolona. 

Dzień 3 KLON - nawet udało mi się znaleść pasujące drzewo! A liść wyszedł bardzo zacnie :) 

Dzień 4 JESION - z tego liścia też jestem zadowolona :) Może nawet przypnę go sobie na ścianę

Dzień 5 KASZTANOWIEC - miałam jeszcze dodać białą kredką odblaski na kasztanach gdy farba wyschnie, ale zapomniałam! Nadrobiłam dopiero wieczorem, już po zrobieniu zdjęcia. Szkoda, bo dzięki tym odblaskom ilustracja dużo lepiej wygląda, choć taka w sumie też jest niezła. 

Zenja przygotowała taki piękny szablon, ale nie mam drukarki, więc po prostu malowałam na papierze akwarelowym, a potem uzupełniłam szablon digitalowo :) 

Robienie zdjęć na tle liści pozytywnie zmusza do spacerów :) 

Przeczytaj też: moje prace z poprzedniego kreatywnego wyzwania u Zenji.  

Kto chciałby też poćwiczyć malowanie liści akwarelami? :)

Magnetyczne palety Glam Box i przenoszenie cieni Sleek

Magnetyczne palety Glam Box i przenoszenie cieni Sleek




Palety cieni Sleek i-Divine są super. Zebrałam ich przez ostatnie lata aż osiem. Tak mi się szalenie podobają wizualnie, że często tak sobie je po prostu wyciągałam z szuflady i rozkładałam na biurku tylko po to, żeby na nie popatrzeć (z lakierami do paznokci robię w sumie podobnie, uwielbiam je oglądać). Cała kolekcja palet ułożona na stole wygląda fantastycznie, ale rozkładanie tego za każdym razem, gdy chcę zrobić makijaż, zaczęło być coraz bardziej irytujące. W każdym makijażu używam zazwyczaj kilku cieni z różnych palet, więc sporo miałam tego wyciągania. Po jakimś czasie zaczęło mnie to na tyle męczyć, że odżałowałam piękny widok palet i postanowiłam wszystkie cienie wyciągnąć i przenieść do jednej, dużej palety magnetycznej. Zresztą przy takiej kolekcji cieni do powiek kupowanie kolejnych palet jest bez sensu, bo za dużo kolorów by mi się dublowało. Lepszym rozwiązaniem jest dokupywanie kolejnych pojedynczych cieni uzupełniających kolekcję, np. wyjątkowych duochromów. A te trzeba gdzieś trzymać – to kolejny powód przemawiający za systemem z manetyczną paletą.
Przeczytaj też: Sleek "Del Mar vol. 2" - kolorowa paleta cieni 


Moja kolekcja palet cieni do powiek Sleek i-Divine. Już ich nie mam w takiej formie! 

Piękna paleta magnetyczna Glam Box ♥ 


MAGNETYCZNA PALETA NA CIENIE GLAM BOX 

Po przeszukaniu Internetów i obejrzeniu różnych palet magnetycznych (Inglot, Nabla, Z-Palette, Vipera) zdecydowałam się na palety GlamBox. Są niedrogie (a to ważne!;)) – duża paleta na 32 standardowej wielkości cienie kosztuje w Glam Shopie 45 złotych, kupiłam dwie. Palety są ładne, lekkie (kartonowe), porządnie wykonane, dobrej jakości, pojemne, a magnes dobrze trzyma cienie. Trochę się ta biała obudowa brudzi, ale da się to łatwo i szybko wyczyścić. Jestem zachwycona i planuję zakup trzeciej! A nawet czwartej, bo na Instastory Hania z Glam Shopu pokazywała cudną holograficzną paletę magnetyczną – chcę!
Przeczytaj też: Wyjątkowe i niepowtarzalne cienie Glam Shadows 

W ogóle kilka lat temu zamówiłam taką szajs niemagnetyczną paletę na Aliexpress czy tam na EBay'u i przenosiłam do wyprasek ulubione pojedyncze cienie - rozkruszając je i pakując na nowo z etanolem. Zresztą większość i tak była pokruszona (te Catrice Liquid Metal były przepiękne, ale cholernie delikatne i łatwo się kruszyły). W sumie przez jakiś czas ta paleta nawet dawała radę, ale była dość słabej jakości i średnio wygodna, więc ostatecznie rzuciłam ją w kąt i dalej używałam pojedynczych cieni. Och jak dobrze, że teraz mam Glam Boxy! ♥

Tak wyglądały moje próby ogarnięcia własnej palety cieni kilka lat temu. 


Tak teraz wyglądają moje palety cieni Sleek :P Poukładane według moich potrzeb, wszystko ładnie i wygodnie :) 

Glam Boxy są takie piękne i praktyczne! Hit, ulubieniec i must have ♥ 


PRZENOSZENIE CIENI SLEEK DO MAGNETYCZNEJ PALETY 

Po otrzymaniu przesyłki z Glam Shopu zabrałam się za realizację projektu „przenoszenie cieni Sleek”. Trudności były dwie – po pierwsze cienie trzeba jakoś wydobyć z oryginalnych palet, a po drugie – „Sleeki” nie trzymają się magnetycznych palet.
Wiem, że można wyciągnąć cienie z opakowania za pomocą ciepła (metoda ze świeczką, prostownicą), ale szybciej było i wygodniej po prostu rozwalić obudowę cieni podważając ją w odpowiednim miejscu. Jak to zrobiłam pokazuję na filmiku na YouTube – zapraszam do oglądania :)
Środek do przymocowania cieni znalazłam w Castoramia w postaci magnetycznej taśmy. Kosztuje 12 złotych i jest z jednej strony pokryta klejem. Wystarczy pociąć ją na kawałki, przykleić do metalowej wkładki i gotowe.


Z palet Sleek zachowałam sobie wieczka - mają bardzo fajne i wygodne lusterka. A do cieni doczepiłam taśmę magnetyczną z Castoramy. 



Przy okazji zrobiłam selekcję mojej kolekcji cieni Sleek stare i zdublowane wyrzuciłam, odłożyłam też te słabo napigmentowane i brzydkie. Większość jednak zachowałam i przeniosłam do nowych palet. Dorzuciłam do tego też cienie z kilku innych paletek (My Secret, Rimmel) oraz kilka pojedynczych (Inglot, Glam Shadows, My Secret). Jak na razie jednak zdecydowanie królują u mnie Sleeki, które wciąż bardzo lubię, ale planuję część z nich sukcesywnie wymieniać na nowe cienie o lepszej jakości i pigmentacji (Glam Shadows, KOBO, Inglot).


Mój pierwszy Glam Box - z bazowymi cieniami w stonowanych kolorach
 
I mój drugi Glam Box - ulubiony, z pstrokatymi cieniami ♥ 


Jestem mega, mega zadowolona z tych palet magnetycznych i z tego, że wreszcie zdecydowałam się przenieść moje cienie Sleek. Teraz jest mi dużo wygodniej, częściej sięgam po różne kolory i przyjemniej mi się robi makijaż. Cały czas też co jakiś czas wykładam sobie wszystkie moje palety na biurko tylko po to, żeby je sobie pooglądać – tak mi się podobają!
W planach mam też wpis ogólnie o mojej kolekcji cieni do powiek – jakie mam palety, czym się kieruję przy zakupach itp. Byłybyście zainteresowane takim postem?

Macie jakieś magnetyczne palety czy raczej trzymacie się tych gotowych? 

Hand lettering z pisakami Faber Castell

Hand lettering z pisakami Faber Castell




Hand letteringiem interesuję się już równo rok! Wszystko zaczęlo się od kreatywnego wyzwania u Zenji, kiedy to po raz pierwszy sprobowałam coś pomysłowo napisać. Wcześniej niezbyt mnie to interesowalo, bo raczej wolę rysowanie i malowanie, niż kreatywne pisanie. Ale takie ładne napisy to fajny dodatek do ilustracji i wpisów w dzienniku, dlatego dałam się przekonać. Od tego czasu ćwiczyłam różne kombinacje hand letteringu, szukałam własnego stylu i coraz częściej wykorzystywałam różne techniki w moim szkicowniku i notatniku.
A niedawno zostalam zaproszona do udzialu w wyzwaniu Faber Castell! Czuję się tym bardzo wyróżniona i chciałabym Wam coś więcej o tym opowiedzieć.
Przeczytaj też: Kreatywne wyzwanie z Zenją – pisanie i rysowanie
Przeczytaj też: Hand lettering – co to jest i jak zacząć? 

Aby wykonać zadanie z wyzwania otrzymałam zestaw niezbędnych przyborów. To różnego rodzaju akcesoria do hand letteringu. Od najprostszych, takich jak olówek, poprzez kolorowe cienkopisy aż po specjalne brushpeny, czyli pisaki z elastyczną, pędzelkową końcowką. Wszystko w trzech pięknych zestawach dla fanów kreatywnego pisania.


Zestaw do hand letteringu Faber Castell 


FABER CASTEL PITT ARTIST PEN HAND LETTERING STARTER SET "ALL YOU NEED FOR HAND LETTERING"

Podstawowy zestaw do ćwiczenia hand letteringu, w którym każdy fan pisania i rysowania znajdzie wszystko, co konieczne, żeby zacząć. To też fajny zestaw do popularnego, październikowego wyzwania „Inktober” – sama używam tych przyborów nie tylko do pisania, ale także do rysowania.
W zestawie znajdują się:
- ołóweki i metalowa ostrzynka
- cienkopis Pitt Artist Pen o grubości „S” – wodoodporny,
- klasyczny pisak Pit Artist Pen „Bullet Nib 1,5”
- sześć pędzelkowych pisakow Pit Artist Pen B (brush) – czarny oraz odcienie szarości

W komplecie jest też książeczka, z podstawowymi lekcjami brush letteringu, przydatnymi wskazowkami oraz kreatywnymi inspiracjami. Całkiem fajna i dobrze przemyślania! Na pewno pomoże początkującym w nauce brush letteringu.

Pisaki Pit Artist Pen zawierają tusz na bazie wody, zatem nie przebijają na drugą stronę kartki w odrożnieniu od alkoholowych Promarkerow. Pędzelkowa końcówka jest elastyczna i da się nią pisać na zmianę cienkie i szersze linie, aczkolwiek różnica w grubości kresek nie jest jakaś ogromna. Ogólnie oceniam ten zestaw bardzo pozytywnie, często sięgam po te pisaki.
Przeczytaj też: Markery alkoholowe dla początkujących – jak zacząć z Promarkerami?  

Pitt Artist Pen w odcieniach szarości: cold grey I, warm grey III, cold grey IV, warm grey V, black.


Pastelowe brushpeny Faber Castell 


FABER CASTELL PIT ARTIST PENS HAND LETTERING SET "BE UNIQUE BE BRAVE BE YOURSELF!"

Szarości są super, ale kolory jeszcze lepsze! W tym zestawie znajdziemy cztery kolorowe brushpeny i dwa cienkopisy – klasyczny czarny i piękny morski. Od dawna chciałam mieć jakieś pastelowe brushpeny i bardzo cieszę się z tego kompletu! Najbardziej podoba mi się używanie ich do gradientowego pisania. To taka Instagramowa sztuszka – stykamy ze sobą pędzelki pisaków i czekamy, aż trochę tuszu spłynie z jednego do drugiego. Potem wystarczy zacząć pisać i powstają piękne cieniowane linie (przyklad niżej). Takie napisy to potem przepiękna ozdoba bullet journala :)
Jest jeszcze drugi wariant kolorystyczny, z odcieniami zieleni i różowym – o rany, cudne kolory, mam charpkę na ten zestaw!





FABER CASTELL PIT ARTIST PENS METALLIC "YOU ARE MY TYPE!"

To metaliczne pisaki ze standardową końcówką. Świetnie kryją i pięknie odbijają światlo! Trudno ładnie uchwycić ten metaliczny efekt na zdjęciu, ale zapewniam, że wyglądają naprawdę fajnie. To takie mile uzupelnienie ilustracji, rewelacyjnie prezentuje się na czerni.


Widzicie tę literowkę?! Heh, za trzecim razem już się udało ;) 


WYZWANIE FABER CASTELL 

Dostałam zadanie – stworzyć napis techniką brush letteringu „Sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż miłość” (wygooglalam, że to parafraza wypowiedzi Prousta „Sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż nicość”). Moją gotową pracę możecie zobaczyć na Facebooku (klik), natomiast tutaj wrzucę Wam wersję roboczą. Najpierw przygotowałam szkic i rozplanowałam napis, a potem zabrałam się za ładne tworzenie napisu. I można się śmiać – udało mi się dopiero za trzecim razem, ponieważ mimo uważnego rysowania zrobiłam w pierwszym słowie literówkę, brawo ja!





Poza tym napisem przygotowalam jeszcze taką ilustrację. Jeny, ale mi się to fajnie rysowało! Zrobiłam cieniowany, tęczowy napis, naszkicowałam w tle rysunkowe wersje słynnych obrazów, które potem pokolorowałam odcieniami szarości. Rozpoznajecie wszystkie ważne dziela wielkich artystów?



A może by tak zrobić z tego kolorowankę? Z napisem czy bez? 



Dziękuję przedstawicielom Faber Castell za zaproszenie do udziału w wyzwaniu i za ten fantastyczny prezent z akcesoriami do brush letteringu. Cieszę się, że miałam wreszcie okazję wprobować popularne pisaki Pitt Artist Pen, są naprawdę fajne i pewnie za jakiś czas kupię ich więcej.

A jak Wam sie podoba takie pisanie z Faber Castell?

Witamina D w pielęgnacji twarzy – krem D-vit Boost OCEANIC

Witamina D w pielęgnacji twarzy – krem D-vit Boost OCEANIC




Czy wiecie, że w naszym klimacie każdy powinien suplementować witaminę D w okresie od września do kwietnia? Pamiętacie o tym? Jak nie to już biec do lekarza lub apteki – to poprawi Waszą odporność i samopoczucie oraz oczywiście zdrowie. A czy wiecie, że witamina D to cenny składnik także w pielęgnacji twarzy? Dzisiaj Wam o tym opowiem, w ramach recenzji kremu „D-vit Boost”.


WITAMINA D W PIELĘGNACJI TWARZY 

Nie udało mi się dokopać jak na razie do publikacji naukowej na ten temat (większość dotyczy suplementacji witaminy D i jest ich tak dużo, że trudno dokopać się do takiej dotyczącej kosmetyków z tym składnikiem). Ale zebrałam tutaj kilka wiadomości z internetów, popartych słowami przedstawicielki marki Oceanic.

- Witamina D najlepiej sprawdzi się u osób z problemami skórnymi (alergie, trądzik, łojotok, łuszczyca itp.), ponieważ łagodzi i zmniejsza stany zapalne.

- Witamina D sprawia, że skóra lepiej wygląda – jest wygładzona, bardziej elastyczna, ma lepszy koloryt.

Ja mam raczej bezproblemową cerę, więc u mnie witamina D nie będzie miała takiej szansy się wykazać jak u kogoś ze stanem zapalnym skóry. Ale postanowiłam przetestować kosmetyk z witaminą D i zobaczyć, czy moja cera będzie wyglądała ładniej.


Dermatologiczny krem do twarzy D-vit boost, wyrób medyczny marki Oceanic - skład i "obietnice producenta" 

Krem D-vit boost - skład INCI 


WYRÓB MEDYCZNY OCEANIC DERMATOLOGICZNY KREM DO TWARZY D-VIT BOOST 

Ten kosmetyk dostałam na spotkaniu Maybe Beauty w kwietniu. Odczekałam trochę, aż skończy mi się używany wtedy krem do twarzy, po czym wprowadziłam do swojej pielęgnacji produkt Oceanic.

Kilka faktów i moich opinii na temat kremu D-Vit Boost:
- Krem ma status wyrobu medycznego
- Opakowanie zawiera 50 g kremu i kosztuje 21-35 złotych
- Wydajność średnia/dobra
- Do stosowania na noc
- Poza witaminą D (cholekalcyferol) zawiera też trochę innych wartościowych składników (np. skwalan, alantoina)
- O przyjemnej konsystencji, raczej lekki
- Nie wpływa negatywnie na tłustą skórę – nie obciąża ani nie zapycha
- Odczuwalne działanie nawilżające

Moje wrażenia?
Moja skóra podczas kuracji kremem D-vit Boost wyglądała bardzo dobrze. Jednak już wcześniej była w dobrym stanie, więc nie miałam szansy zaobserwować jakiejś spektakularnej zmiany, bo mam tak ładną cerę, że nie bardzo jest co poprawiać :P Było dobrze, dalej jest dobrze. Ale myślę, że kupię kiedyś ten krem ponownie, np. gdy moja skóra będzie podrażniona kwasami i retinoidami. Jestem bardzo ciekawa, jak ten krem się sprawdzi u osoby o problematycznej cerze, czy rzeczywiście załagodzi stan zapalny.


Było ładnie, jest ładnie #takaskromna. Oczywiście zdjęcie nomakeup i nofilter ;) 



Testowałyście ten krem lub inne kosmetyki z witaminą D?



Moje jesienne inspiracje – makijaź, paznokcie, ubrania. Ulubieńcy września

Moje jesienne inspiracje – makijaź, paznokcie, ubrania. Ulubieńcy września




Ostatnio trochę u mnie ucichło, musiałam sobie poukładać niektóre sprawy i ogarnąć to, co się działo w mojej głowie. Ogarnęłam, a teraz wracam online. I wiecie co, tęskniłam!
We wrześniu poczułam w pełni jesienny klimat, zaczęłam pić więcej herbaty i siedzieć pod kocem z książką. Pochowałam też wakacyjne ciuszki i przygotowałam szafę na zmianę pogody. O związanych z tym moich jesiennych inspiracjach i ulubieńcach miesiąca opowiem Wam w tym wpisie. Kubek w dłoń i miłego czytania!





MAKIJAŻ NA JESIEŃ 

Gadałam o tym na prawo i lewo, chyba już wszyscy o tym wiedzą – nazbierałam wreszcie hajs i kupiłam wymarzoną paletę cieni Too Faced „Sweet Peach”. Jest cudna, z pewnością trafi do ulubieńców roku! Nie używam tylko i wyłącznie tej palety, bo cały czas ciągnie mnie do bardziej szalonych i pstrokatych kolorów, ale brzoskwinkę wyciągam bardzo często. Wybieram ją awsze, gdy chcę się ładnie umalować na niedzielę lub na randkę. „Sweet Peach” jest doskonała do jesiennych makijaży (i nie tylko), a jej odcienie są naprawdę ciekawe i różnorodne jestem zachwycona. Przekonałam się dzięki niej do ciepłych brązów i pomarańczy w załamaniu powieki. Ostatnio mój ulubiony makijaż to kilka cieni z palety Too Faced przyozdobionych duochromowym Glam Shadows „Perskie Oko”. To taki mój make up na wyłudzanie komplementów hihi bo zawsze gdy go noszę to słyszę dużo miłych słów ♥
Przeczytaj też: Duochromowe cienie Glam Shadows – „Perskie oko”

Jakie pędzle Lovenue są piękne! 

Do ulubieńców trafiają też akcesoria, które wygrałam w konkursie z marką AA. To gąbeczka do makijażu (moja pierwsza!) oraz dwa pędzle marki Lovenue. Wszystkie są OMG tak super i bardzo, ale to bardzo cieszę się, że je mam.
Przeczytaj też: Nowości sierpnia i września 

Moje ulubione kolory z nowej, jesiennej kolekcji lakierów hybrydowych REALAC

LAKIERY HYBRYDOWE NA JESIEŃ 

Ze smuteczkiem pochowałam do szuflady moje ulubione wakacyjne kolory. Ale co zrobić, kiedy mam ochotę tylko na zgaszone, jesienne barwy? Pory roku coraz mocniej wpływają na to, co mam na paznokciach, a ja się temu poddaję. W ostatnich tygodniach testuję nową kolekcję lakierów hybrydowych Realac. Szczególnie podobają mi się trzy odcienie – morski, granatowy oraz szary. Rewelacyjnie wyglądają ze złotym efektem kociego oka, który dodaję dzięki lakierowi „Cats Eye Coat” marki Bluesky. Cudak kilka miesięcy przeczekał w szufladzie i cierpliwie czekał na jesień i teraz nadszedł jego czas! Na pewno jeszcze nie raz dorzucę go do swoich zdobień podczas najbliższych tygodniu, bo efekt złotego kociego oka jest naprawdę ładny i podoba mi się, że teraz mogę go dodać do każdego koloru.




Niedawno trafił też do mnie nowy przezroczysty stempel – marki Konad. Z żółtą obudową wygląda bardzo pozytywnie, do tego jest dosyć wygodny i co najważniejsze, świetnie stempluje. Teraz mój poprzedni przezroczysty stempel rzucam w kąt :P

Realac #19 "Cerulean" i Bluesky "Cats Eye Coat Golden" ♥

Przy okazji wizyty w siedzibie Eurofashion kupiłam sobie lampkę LED do oświetlenia biurka. Przyda się nie tylko jako wspomagacz przy robieniu zdjęć i video na bloga, ale też ogólnie do oświetlenia biurka. Światło daje trochę za zimne, ale nie jest źle. Podoba mi się, że świeci dość mocno i równomiernie. Tylko Bułka jest rozczarowana, bo moja poprzednia lampka była bardzo stara i strasznie się grzała, więc kot mógł się pod nią wygrzewać. A tu nowa lampka LED nic się nie grzeje i skończyło się kocie solarium. Mimo to Bułka z przyzwyczajenia kładzie się bezpośrednio pod światłem w nadziei na trochę dodatkowego ciepła :P

Więcej o lakierach na moich drugim blogu cienistość.pl

Na warsztatach w Eurofashion z lakierami hybrydowymi Realac. Mam na sobie nową holograficzną koszulkę z jednorożcem ♥ 

JESIENNE PORZĄDKI W SZAFIE

Mniej więcej co pół roku robię porządki w szafie – chowam sezonowe ciuchy i wyciągam te dopasowane do nadchodzącej pory roku. Przy okazji robię przegląd stanu zużycia ubrań, sprawdzam, co muszę dokupić lub wymienić na nowe. Wrześniowa lista już gotowa, plany zakupowe na najbliższe pół roku również przygotowane. Część rzeczy już kupiłam – kilka nowych tshirtów, legginsy, jeansy i prostą, czarną sukienkę. Bardzo mi się te nowe ciuchy podobają i daje mi dużo przyjemności ich noszenie.
Trochę sobie przy okazji pochodziłam po sklepach i zauważyłam, że bardzo modne są kiwatowe, wyszywane aplikacje na jeansach. Ale mi się ten trend szalenie podoba! Tak bardzo, że spontanicznie kupiłam jedną parę spodni, choć zupełnie tego nie planowałam. Ale akurat spodni nie mam aż tak dużo, a przydało mi się coś nowego do noszenia podczas przejścia między latem a jesienią.

Nowe ubrania kupuję mniej więcej zgodnie zaplanowaną listą ;) 

POPKULTURA NA JESIEŃ – KSIĄŻKI I FILMY

W wolnych chwilach nadrabiam filmy i jak dotąd najbardziej podobało mi się „Arrival”. Najistotniejszą sprawą poruszaną w tej produkcji jest znalezienie sposobu na komunikację z obcą cywilizacją pozaziemską. Podoba mi się, że wreszcie w jakimś filmie SF zwrócono uwagę na to, jak bardzo odmienni mogą być obcy i jak trudno może być nam znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia. W filmie okazało się, że w tym wszystkim nie był ważny fizyk ani dowódca wojsk, ale językoznawca. Ciekawy pomysł na historię, interesujące zakończenie. Oryginalny, wciągający, inteligentny i przyjemny w odbiorze film. Daję dużo na dziesięć i polecam bardzo.

Jeśli chodzi o książki, to wysłuchałam powieści „Szeptucha” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Tak mi się spodobał pomysł autorki na dodanie słowiańskiej mitologii do alternatywnej wizji naszych czasów współczesnych, że z przyjemnością sięgnęłam także po dwie następne części. Książki nie są pozbawione wad, ale sprawdzają się jako lekkie czytadełko do odpoczynku. Napisałam już dla Was recenzję, w przyszłym tygodniu pojawi się na blogu :)


Tej jesieni delektuję się kawą "sernikową", "orzech w śmietanie" oraz ulubioną "kruche ciasteczko". Sklep Frannys.pl, polecam ♥ 

W przerwach między audiobookami słucham podcastów i ostatnio bardzo interesuję się grupą „Podsłuchane”. To nowa sieć łącząca kilku różnych podcasterów-geeków. Ciekawą inicjatywą jest seria „Sesje na podsłuchu” z audio zapisem sesji RPG i promująca je historia „Rzeźnik z dzielnicy portowej”. W skrócicie sesja RPG to taka gadana zabawa, w której gracze wcielają się w wybrane przez siebie postacie i spontanicznie odgrywają swoją rolę w wyimaginowanym świecie pod okiem reżysera-mistrza gry. Zapewniam Was, że to fajniejsze niż może się wydawać, coś na kształt teatru improwizowanego w którym każdy bierze czynny udział. Fanom sesjowania powiem, że to było fajne doświadczenie posłuchać gry nie jako uczestnik, tylko tak z zewnątrz. Scenariusz „Rzeźnika” jest całkiem miły i wciągający, podobała mi się atmosfera rozwiązywania zagadki, bardzo polubiłam głównych bohaterów, a postaci poboczne są fantastyczne i pełne humoru. Wciągnęłam się niesamowicie i do teraz śmieję się z Igora i Dziadka :D W ogóle brawo dla Pawła Opydo za takie rewelacyjne odgrywanie ról, wow!
A to wszystko do przesłuchania tutaj (klik), polecam :)

Więcej moich popkulturalnych książkowo-filmowych mini recenzji i poleceń zobaczycie w innych odcinkach serii „ulubieńcy” oraz w osobnych postach oznaczonych tagiem „popkultura”



Większość z wrześniowych ulubieńców dopiero czeka na swoją recenzję. O czym mam napisać najpierw? (do wyboru: Sweet Peach, pędzle Lovenue, gąbka LoveBlender, powieść „Szeptucha” oraz na lakierowego bloga hybrydy Realac albo efekt kociego oka). Piszcie w komentarzu, który post ma się pojawić w przyszłym tygodniu!


Epicki haul kosmetyczny – wielkie zakupy z sierpnia i września. Na bogato!

Epicki haul kosmetyczny – wielkie zakupy z sierpnia i września. Na bogato!

Zakupy tak duże, że aby się nie pogubić musiałam zrobić listę paczek. Dla przyjemności postanowiłam ją narysować ;) 

Wiosną i w pierwszej połowie lata nie robiłam zbyt wielu zakupów kosmetycznych. Dużo kosmetyków wtedy dostałam, zebrało mi się sporo zapasów, a te produkty które już miałam okazały się bardzo wydajne. Nie było potrzeby nic kupować. Po jakimś czasie jednak kosmetyki zaczęły się kończyć, ulubione produkty pokazały „denko” i nadszedł czas na zakupy! Co więcej nieco lepszy stan finansów pozwolił mi na zamówienie kilu rzeczy nadprogramowych i nieobowiązkowych. Mogłabym napisać, że uuuu poszalałam! Ale tak naprawdę wszystko było wyliczone i zaplanowane ;) Nie lubię spontanicznych zakupów, bo często kończy się to bublami w kosmetyczce. A dzięki temu, że wcześniej dokładnie przemyślałam co chcę kupić – w tym zestawieniu znalazły się same fantastyczne i godne polecenia kosmetyki :)




ZAKUPY EKOBIECA

Dość standardowe zakupy w internetowej drogerii – uzupełnienie zapasów.
Mascara Rimmel Colourista – co 3-6 miesięcy kupuję mascarę, zazwyczaj jedną z trzech ulubionych. Ten tusz Rimmel już kiedyś miałam i bardzo polubiłam, dlatego z przyjemnością zamówiłam kolejne opakowanie.
Żel aloesoy Holika Holika – o rany, dlaczego dopiero teraz go kupiłam! To mój super hit ♥ A w gratisie dostałam maseczkę w płachcie – spoko, ale bez szału 😉
Żel pod prysznic "łagodzący" Vianek – żeli pod prysznic tej marki używam od dawna, ale nigdzie nie mogłam dostać stacjonarnie tej wersji zapachowej, dlatego zamówiłam ją przez Internet. I nie zawiodłam się, pachnie super, to teraz mój ulubieniec!
Żel do włosów Siberica Oblepikha – skończył się mój wcześniejszy stylizator to dość spontanicznie kupiłam żel polecany na grupie „Curly Girls Polska”. Jestem zadowolona – jest na tyle mocny, że daje radę okiełznać moje włosy i zachowuje skręt na długo.
Mydło w płynie YOPE – uzupełnienie zapasów, kupiłam dwie takie saszetki. Wkurzam się, bo ciężko stacjonarnie dostać takie woreczki z uzupełnieniem, wszędzie są droższe opakowania z pompką. A po co mi potem kolejne puste opakowanie za które muszę dodatkowo płacić, skoro mam w domu dozownik na mydło? (W kształcie Rhinowirusa hihi😉)
Henna do brwi Refectocil - jestem z niej mega zadowolona, lepsza od mojej poprzedniej (Delia) i nie muszę jej mieszać - odcień "3" jest dla mnie w sam raz.

Przeczytaj też wpis „Ulubieńcy sierpnia” gdzie więcej piszę o tych kosmetykach



SKLEP ANWEN – OLEJEK I MASKA

Od samego początku chciałam wypróbować maskę do włosów Anwen, ale musiałam poczekać aż skończy mi się wcześniej używana maska do włosów (Wax Pilomax z Henną). Wreszcie się udało! Wybrałam wariant do włosów średnioporowatych z keratyną, olejem winogronowym i aloesem. Te składniki zawsze służyły moim włosom i byłam pewna, że ten kosmetyk się sprawdzi. Postanowiłam wypróbować też olejek do włosów Anwen. Wcześniej używałam czystego kuchennego oleju winogronowego albo mieszanki olejków Alterra „papaja i migdał” i sprawdzało się to u mnie dobrze, ale bez szału. Byłam ciekawa, czy olejek od Anwen będzie lepszy. Wahałam się między wersją dla włosów wysokoporowatych, a średnioporowatych i ostatecznie wybrałam ten pierwszy – skusił mnie zapach marakui. Myślałam też o zamówieniu sprayu ochronnego, ale zrezygnowałam ze względu na wysoką cenę.
Oba produkty Anwen przedstawię w osobnym wpisie ale jak na razie powiem Wam – są naprawdę tak dobre, jak o nich mówią!






GLAM SHADOWS I GLAM BOX

Duochromowe cienie Glam Shadows i dwie magnetyczne palety – moje zakupy dla przyjemności. Jestem bardzo, bardzo zadowolona z tych produktów!
O cieniach pisałam już na blogu, a post o magnetycznych paletach (i ich zawartości) jest w trakcie przygotowań :)

Przeczytaj też: Duochromowe cienie Glam Shadows - Jednorożec, Holo, Cytrynowa Mgiełka, Wata Cukrowa i Perskie oko 




RZĘSY PERHEAPS I ODŻYWKA NAIL TEK

„Współpracowe” rzeczy – rzęsy Perhaeps i odzywki do paznokci Nail Tek. O rzęsach już pisałam w poście o stylu Pin Up na lakierowym blogu. Są naprawdę fajne, użyję ich w najbliższą sobotę, bo szykuje się duża impreza 😊 Odżywki dopiero zaczęłam testować, ale pierwsze wrażenie jest bardzo dobre.

Przeczytaj też: Styl Pin Up - zdobienia paznokci, fryzura bez lokówki i makijaż z rzęsami Perheaps




EYELINER POKEMON

Czas było kupić nowy czarny eyeliner – te od Wibo już mi się znudziły i chciałam coś innego. Wybrałam szalony eyeliner z Pokemonem – jest ekstra!



PĘDZLE LOVELINESS I LOVEBLENDER

Wygrana w konkursie AA na See Bloggers. O rany, ale bardzo się cieszę! Pędzle są super i gąbeczka jest super! Będzie na bank recenzja, tylko muszę ich dłużej poużywać, sprawdzić jak są wytrzymałe.





ZAKUPY MINTI SHOP

Tak mi się spodobała gąbeczka Loveblender (to moja pierwsza!), że poszalałam i zamówiłam kilka kolejnych na próbę i do porównania. Myślałam o ich zakupie już od dawna. Po pierwsze chciałam sprawdzić, czy specjalna gąbeczka do pokładu mineralnego (Annabelle Minerals) czymś się różni od takiej standardowej. I różnica jest, choć zanim będę gotowa więcej Wam o tym opowiedzieć musi minąć trochę czasu na testy. Kupiłam też zestaw malutkich gąbeczek Blend It. Na co dzień nie używam podkładu, tylko krem BB i korektor na nos i pod oczy – wtedy taka mała gąbka bardziej mi się sprawdza niż ta większa. Z ciekawości kupiłam też słynną standardową gąbeczkę Blend It – chcę ją porównać z innymi gąbkami.
Kupiłam też cień Nabla „Pegasus” – śliczny duochrom w odcieniach złota i ciepłego, pastelowego fioletu. Jak na razie jestem średnio zadowolona – wydaje mi się, że Glam Shadows są lepsze. „Pegasus” jest zaskakująco delikatny – w sumie spoko, ale liczyłam na mocniejszy efekt i wyraźniejszą pigmentajcę. Jeszcze jednak będę kombinować i porównywać dokładniej. Na oku mam też kolejne duochromy Nabli – słynny „Alchemy” oraz być może zielonkawy „Zoe”.
Podoba mi się ten nowy trend na kolorowe i czarne usta. Wiecie, lubię nietypowe makijaże. Zastanawiam się nad paletka kolorowych pomadek od Inglot, a na razie eksperymentuję ze szminkami Makeup Revolution. Żółta niestety solo daje beznadziejny efekt na moich ustach – jej kolor tak zgrywa się z moją skóra, że wyglądam, jakbym nie miała warg. Ale spoko, będzie dobrym produktem do malowania tęczowych ust gdy kupię niebieską pomadkę 😊
Szmina MuR w eleganckim opakowaniu rose gold niestety też się niespecjalnie sprawdza. Kolor ma idealny, doskonały! Tak ciemny fiolet, że aż prawie czarny – idealny na początek eksperymentowania z czarnymi szminkami, bo właśnie jest prawie czarny, ale z drugiej strony to wciąż fiolet. Do tego w dobrej dla mnie ciepłej tonacji, pasuje do mojej cery. Niestety pomadka jest słabo napigmentowana. Ma kosnsystencję masełkowatej pomadki pielęgnującej, nie trzyma konturu, nierówno się rozkłada, na wszystkim zostawia ślady, brzydko schodzi. Przy jasnych kolorach chwaliłabym ją za konsystencję i świetny efekt nawilżenia, ale przy tak ciemnym odcieniu to się totalnie nie sprawdza ☹ Strach wyjść w niej z domu, bo po 15 minutach miałabym tą pomadkę wszędzie, tylko nie na ustach. Smuteczek.




ZIAJA

Standardowe zakupy w sklepie Ziaji – lanomaść i tonik z liścmi manuka.
W ogóle śmieszna sprawa, bo jak weszła do sprzedaży ta seria kosmetyków z liśćmi manuka to tak je chwalono że o rany, a teraz nigdzie ich nie ma. No cóż, ja cały czas regularnie używam tego toniku oraz kremu na dzień z tej serii (właśnie się kończy, w październiku kupię kolejne opakowanie).




MEET BEAUTY I DOVE

Paczka niespodzianka od Meet Beuty i Dove. Normalnie nie używam dezodorantów w sprayu (chyba że latem na ciało gdy jeżdżę rowerem), ale ten Dove pachnie tak fajnie gruszką, że chętnie po niego sięgam. Widziałam, że jest odpowiednik w sztyfcie – kupię! 




TOO FACED SWEET PEACH

OMG mój zakup miesiąca. Ba, zakup roku! Tyle czasu na nią odkładałam pieniądze i wreszcie ją mam – moja wymarzona paleta cieni Too Faced „Sweet Peach”. Wow, tak się cieszę :D


NA ZDJĘCIA NIE ZAŁAPAŁY SIĘ:

Kredka khol Inglot w kolorze cielistym. Ostatnio coś z używanych przeze mnie kosmetyków zaczęło mnie podrażniać i uczulać. Podejrzewałam o to cienie Glam Shadows oraz kredki, które nakładałam na linię wodną. Dla sprawdzenia postanowiłam kupić polecaną kredkę na linię wodną, a te stare wyrzucić. Jak na razie Inglot sprawdza się doskonale, używam też tej kredki przy makijażu brwi i na ruchomą powiekę pod cienie. Polecam :)
Pędzel Hebe. Syntetyczny, płaski pędzel do cieni. Te które mam są do kitu, a ten z Hebe, o rany, jaki jest supermilusi, sprężysty i fajny! Kupię jeszcze jedną-dwie sztuki. Będzie o nim post na pewno!




Co planuję kupić w najbliższym czasie? Po pierwsze początek jesieni to dla mnie czas na zamówienie w sklepie Biochemia Urody – kupię serum z retinolem, serum z witaminą C i jakiś produkt z kwasami. Wybieram się też na targi kosmetyczne w Gdańsku – chciałabym kupić trzeci Glam Box, może jakieś cienie i uzupełnić zapasy mydeł i żeli pod prysznic na stoisku Yope i Vianek. Myślę też o zakupach na stoisku Golden Rose (czarna szminka, spray fixujący, bezbarwna konturówka), ale nie wiem jeszcze, czy się na to zdecyduję. Rozważam też zakup paru pędzli, ale zobaczymy jak to będzie.

Który kosmetyk najbardziej Was zainteresował? :)