Moje ulubione urodowo-lifestylowe konta na Instagramie ♥

Moje ulubione urodowo-lifestylowe konta na Instagramie ♥



Marmur, cotton balls, komoda i futerko z Ikei, kubek z kawą, białe ściany, dodatki z Pepco, najmodniejsze kosmetyczne nowości... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Piękne? Z pewnością, ale dla mnie to puste i nudne. I do niczego mnie nie inspiruje! Dlatego wyszukałam dla Was coś innego – interesujące i niebanalne konta na Instagramie, które jednak wpisują się w temat kosmetyczny, ale mają w sobie coś więcej, coś intrygującego i ciekawego. I za każdym razem zaskakują czymś nowym! Bardzo też dla mnie ważna jest osobowość autorki - lubię, jak za pięknymi zdjęciami kryje się ktoś interesujący i właśnie takich twórców wyszukuję.
Oczywiście doskonale przyjmuję do wiadomości i nie mam nic przeciwko popularności tych wszystkich klasycznych, typowo Instagramowych zdjęć. Rozumiem, że są naprawdę ładne i możecie mieć ochotę właśnie takie fotki przeglądać wieczorem, gdy potrzebujecie relaksu po całym dniu pracy. Chciałabym tu jedynie przedstawić swoją subiektywną opinię, która w tym pięknym, różnorodnym świecie spokojnie może współistnieć z każdą inną. A ja lubię po prostu inne rzeczy. Może dlatego, ze Instagrama najchętniej przeglądam rano, zanim wstanę z łóżka, żeby się dobudzić i nabrać chęci do działania? ;) 


@BALBINAOGRYZEK
Mój numer jeden, jeśli chodzi o wszystkie kosmetyczno-lifestylowe kompozycje! Każde jej zdjęcie jest tak pięknie i pomysłowo zaaranżowane, że brak mi słów. Jest bardzo oryginalna i kreatywna, nie powiela popularnych schematów tylko tworzy własne rozwiązania.




@AGUBLOG
Niby kolejne konto z kosmetykami, a tu w kadrze miga kocia łapka, w tle widać śpiącego konta, a w kolejnym zdjęciu pojawia się słodki koci pyszczek. Jak mi się to podoba! A sama Agata to mimo niesamowitej (i zasłużonej!) popularności wciąż ta sama zwykła dziewczyna z pasją do kosmetyków. I talentem do pięknych zdjęć :)




@PASJEKAROLINY
Zdjęcia Karoliny są spokojne, minimalistyczne, w jasnej kolorystyce i w pięknym, bardzo kobiecym stylu. Mają w sobie w sobie coś niebanalnego i interesującego, co sprawia, że oglądam je z przyjemnością. Do tego Karolina świetnie pisze i jest super blogerką!




@KOSMEOLOGIKA
Ania to chyba moja ulubiona blogerka urodowa! Pisze bardzo kompetentnie o kosmetykach, jest moim autorytetem w tej dziedzinie. Lubię jej instagram za historie, o których opowiada i za tą spokojną codzienność w prezentowanych ujęciach.




@BOSKEJSZA
Bogusia nie celuje w trend wystudiowanych zdjęć, ale jej migawki z bieżącej chwili i opisy z życia codziennego tworzą przyjazną, otwartą atmosferę spotkania z przyjaciółką – bardzo . I inspirują miliony razy bardziej, niż te wszystkie marmury i dodatki w kolorze rose gold! Dla mnie to influencer numer jeden, podoba mi się jej poukładany i mądry styl życia. A poza tym Bogusia ma w sobie tyle wewnętrznego piękna, że mogę jej selfie oglądać codziennie, bez względu na to czy nosi makijaż czy też nie!




@EWALUCJA
Śledzę ją od lat, czytałam jeszcze jej bloga, a teraz podziwiam jej makijaże na Instagramie. Podoba mi się styl, w jakim się maluje – niebanalny, wykraczający poza utarte schematy, kreatywny i bardzo, bardzo inspirujący! I te boskie włosy i piękny uśmiech!




@CELENHEIM
Piękny i kreatywny makijaż oka, charakteryzacje, kosmetyki i bajkowe „lip-arty”




@ADRIANNAGROTKOWSKA
To teraz moja ulubiona YouTuberka! Normalnie nudzą mnie urodowe filmiki, ale Ady mogę słuchać non stop, nawet jak mówi o podkładach :P Bardzo konkretna, uzdolniona, kreatywna i kompetentna. Nie leje wody, leje strumień przydatnej makijażowi wiedzy i inspiracji. Szczególnie serię o błędach w makijażu Wam polecam - naprawdę można się mnóstwo nauczyć! A jej makeup uwielbiam, za pomysły, precyzję i szalone kolory!




@TRUSTMYSELFPL
Jeśli tak jak ja lubicie kolorowy, oryginalny makijaż, to polecam zdjęcia Marty! Trafiłam na jej konto, gdy robiła tęczowe wyzwanie makijażowe i od tego czasu ją obserwuję.




@PICTURESQUE
To już nie jest makijaż, to jest artystyczna prezentacja i dzieło sztuki! Niesamowite metamorfozy i charakteryzacje – aż ciężko uwierzyć, że na każdym zdjęciu jest ta sama osoba! Obłędnie piękne makijaże, fantastyczne ujęcia. A ostatnie filmiki w Instastories – petarda! Zaczęłam Reginę obserwować od jej serii dedykowanej Sailor Moon (warto obejrzeć) i do teraz jestem zaczarowana jej twórczością.
To w ogóle jedyne nie-polskie konto z tego zestawienia! Chyba muszę nadrobić - co ciekawego polecicie mi na zagranicznym Instagramie?





Przeczytaj też: Moje ulubione konta na Instagramie – polskie lasy i leśne zwierzęta ♥  

Jak być może zauważyłyście, brakuje tutaj kont lakierowo-paznokciowych. Te jednak będą w kolejnej części mojego Instagramowego zestawienia!

Zapraszam też na moje konta na instagramie:
@paulinaweiher - kosmetyki, rysowanie, lifestyle ♥
@thecieniu - zdobienia paznokci i tutoriale ♥ 

A jakie są Wasze ulubione urodowe konta na Instagramie?


Lorigine – nowa marka mineralnych kosmetyków kolorowych w Rossmannie! Przegląd produktów do makijażu

Lorigine – nowa marka mineralnych kosmetyków kolorowych w Rossmannie! Przegląd produktów do makijażu




W drogerii Rossmann niedawno pojawiły się nowa szafa z „kolorówką” Lorigine. To zupełnie nowa marka, na razie niewiele jest blogowych opinii na jej temat, dlatego postanowiłam wszystkim ciekawym opisać co nieco na temat produktów Lorigine. Tym bardziej, że niedawno na spotkaniu MayBE Beauty miałam okazję uczestniczyć w warsztatach makijażowych prowadzonych przez przedstawicieli Lorigine, gdzie mogłam dokładnie obejrzeć większość produktów dostępnych w sprzedaży. To właściwie nie były typowe warsztaty makijażowe pozwalające rozwinąć jakąś konkretną umiejętność, raczej prezentacja filozofii i produktów marki. Ale mimo to nie narzekam, bo bardzo ciekawie było spojrzeć na nowości oczyma makijażystów z zespołu Emerald, dowiedzieć się jak wygląda koncepcja rozwoju marki Lorigine, jakie mają cele i założenia. Oraz oczywiście przetestować wszystkie te fajne kosmetyki! A przemiła i kompetentna pani Dominika odpowiadała szczegółowo i indywidualnie na wszystkie pytania, nie tylko te dotyczące Lorigine, ale także makijażu jako takiego, dzięki czemu dowiedziałam się co nieco nowego. Podczas części praktycznej oprócz przeglądania kosmetyków robiłyśmy sobie makijaż produktami Lorigine, więc mogłam nie tylko swatchować kolory, ale także sprawdzać, jak się sprawują w akcji. Wybrałam kilka swoich typów, które wydają mi się godne polecenia i na które chciałabym zwrócić Waszą uwagę. Jak już się można domyśleć – moje poniższe opinie to raczej opis pierwszego wrażenia, niż dokładna recenzja. Ale z racji tego, że na razie niewiele jest jakichkolwiek opinii w Internecie, ponieważ to są tegoroczne nowości, uznałam, że nawet taki zbiór spontanicznych uwag może być dla Was wartościowy i pozwoli wstępnie zapoznać się produktami marki.





KILKA SŁÓW NA TEMAT MARKI LORIGINE

Nazwa Lorigine ma korzenie francuskie, tak samo jak styl i filozofia marki. Inspiracją jest tutaj styl french chic w wersji na co dzień. Założyciele firmy chcieliby, abyśmy mogły wykonywać nasz codzienny makijaż dobrymi jakościowo, pięknymi kosmetykami, które jednocześnie nie obciążają naszej skóry. Dlatego formuły Lorigine tworzone są w oparciu o naturalne minerały i z dbałością o dobry skład. Zatem jest to jasne, nie są to typowe kosmetyki mineralne, a jedynie oparte o minerały, choć napisy na niektórych opakowaniach mogą wprowadzać w błąd. Jednak przedstawiciele Lorigine nie ukrywają, że to nie są czyste minerały. Zdecydowano się na dodatek innych składników, żeby formuła poszczególnych produktów była bardziej komfortowa w użyciu także dla osób „początkujących”, które jeszcze nie miały styczności z typowymi minerałami i nie czują się pewnie w tej kwestii oraz żeby wygodniej korzystało się z tych produktów na co dzień, w porannym makijażu. Sama uwielbiam kosmetyki mineralne i na co dzień korzystam z pudru glinkowego, podkładu mineralnego oraz cieni mineralnych. Ale nie mam nic przeciwko standardowym kosmetykom kolorowym, tym bardziej, że bazę bezpośrednio stykającą się ze skórą mam dobrej jakości i z wartościowych składników. Zresztą nawet te nie do końca mineralne kosmetyki Lorigine mają często spoko skład – bez parabenów, silikonów itp., do tego nie testowane na zwierzętach i ogólnie samo dobro ;) To nowoczesna, świadoma marka, która dba nie tylko o siebie, ale też dokłada starań, żeby dbać o ziemię i dobro naszej skóry.
No wystarczy, koniec gadania, zabieramy się do testów!


OPAKOWANIA, DOSTĘPNOŚĆ, CENY

Wszystkie opakowania są bardzo ładne i mają piękny design. Widać, że to produkt z wyższej półki. Tworzą wrażenie ekskluzywnych, ale są dosyć łatwo dostępne – szafy Lorigine pojawiły się w sklepach sieci Rossmann, na razie w ok. 200 lokalizacjach, ale marka będzie się rozwijać i zwiększać swój zasięg. Ceny oceniam jako dosyć wysokie (korektor - 40 zł, eyeliner - 50 zł, puder - 80 zł, cień do powiek - 40 zł, podkład - 65 zł, róż - 40 zł; ceny pochodzą ze strony Rossmann i zostały przeze mnie zaokrąglone do pełnych złotówek).
Opakowania są bardzo ładne i eleganckie, ale nie mają żadnego dodatkowego zabezpieczania ani nawet sitka. Korzystanie z tak zapakowanych sypkich pudrów i cieni to jakiś dramat jest, ale pani Dominika zapewniła nas, że dopracowali to i w sprzedaży są już kosmetyki z odpowiednimi zabezpieczeniami wewnątrz słoiczka. Tylko mi po prostu trafiły się takie pierwsze wersje, może po prostu przesypię te kosmetyki do innych opakowań.
Te wszystkie piękne słoiczki zapakowane są w ochronne kartoniki zabezpieczone dodatkowo taśmą - dzięki temu mamy pewność podczas zakupy, że nikt wcześniej nie otwierał danego kosmetyku.


Mineralny róż rozświetlający Lorigine "Be Blushed", odcień numer 320


Wieczko od pudru HD jest jak lusterko ;) 


KOSMETYKI DO MAKIJAŻU TWARZY LORIGINE – PODKŁAD, PUDER, BAZA, KOREKTOR  

- Baza „Sophisticated baza pod makijaż wygładzająco-matująca”

- Podkład mineralne „Magnificent mineralny podkład wygładzająco – kryjący”. Nie testowałam, bo odcienie jakie były dostępne na warsztatach okazały się dla mnie trochę za ciemne :(

- Puder rozświetlający „Glamour charm”
- Puder „Be perfect puder utrwalająco-wygładzający”

- Krem BB „Magnificent bb mineralny krem tunująco-upiększający” (nazwę skopiowałam ze strony, chyba wkradł się błąd i powinno być „tonujący”?). Dostępne są dwa odcienie, ale niestety dla mnie za ciemne :(


BE PERFECT HD MINERALNY PUDER. Ma ładne i eleganckie opakowanie z wieczkiem, które może służyć jako lusterko – fajne, ale jednak dosyć niepraktyczne, bo przecież gdzieś trzeba wysypać porcję pudru. W środku brakuje jakiegoś dodatkowego zabezpieczenia zamykającego, przez co teraz puder ciągle mi się rozsypuje. Jednak ma to być ulepszone w nowych opakowaniach. Może dokupię sobie jakiś puszek wkładany do środka, żeby utrzymać puder pod kratką.
Puder HD jest tak mineralny, że na pierwszym miejscu w składzie ma „Aluminum Starch Octenylsuccinate”, heh. Pełen skład podałam poniżej. Jest bardzo drobniutki i miły w dotyku, transparentny – nie bieli. Tworzy ładne wrażenie gładziutkiej skóry, ale niestety u mnie na naprawdę krótko. Nie radzi sobie z trwałym matowieniem tłustej „strefy T” mojej cery. Może być dobry do sesji fotograficznej nałożony bezpośrednio przed zdjęciami, ale jak na razie u mnie na co dzień się nie sprawdza. Mam go jednak dopiero kilka dni, więc dam mu jeszcze szansę i będę testować. Tym bardziej, że to zachwalany hit marki :)


Lorigine puder HD. Brawo za dobrze zabezpieczone opakowanie. Skład (INCI): Aluminum Starch Octenylsuccinate, Lauroyl Lysine, Dimethicone / Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethylimidazolidinone Rice Starch, Silica. 

Klasyczny kremowy podkład „Mythique charm mineral luminous smoothness foundation-light diffusing soft focus effect” – wypróbowałam go na warsztatach. Odcień Ivory dobrze wygląda na mojej bladej cerze. Ma lekko chłodny odcień, ale dobrze się wtapia w skórę. Krycie wydaje mi się średnie w stronę lekkiego. Generalnie jednak nie przepadam za kremowymi podkładami i niezbyt mi się podobał na skórze. Może też dlatego, że nakładałam go palcami, a nie na przykład gąbeczką.


Po lewej - podkład „Mythique charm mineral luminous smoothness foundation-light diffusing soft focus effect” w odcieniu Ivory, po prawej - korektor rozświetlający Mythique w odcieniu 01, 02 oraz 03. 

MYTHIQUE KOREKTOR ROZŚWIETLAJĄCY. Moje pierwsze wrażenie – wow, wreszcie coś jaśniejszego od mojej skóry, co nadawałoby się do konturowania! Kolory 01 i 02 są ekstremalnie jasne! 01 jest odrobinkę jaśniejszy i chłodniejszy, wpada w beżowe tony, natomiast 02 jest minimalnie ciemniejszy, ma cieplejszy odcień i wpada w żółte tony. Do wypróbowania w makijażu wybrałam 02. Na początku ładnie odznaczał się delikatnie jaśniejszym kolorem i mogłam popróbować coś wykonturować i rozświetlić, ale po jakimś czasie stopił się z moim kolorem skóry i przestał się w jakikolwiek sposób odznaczać, szkoda. Przetestowałam na ręce – wszystkie korektory wyraźnie ciemnieją po chwili. Kolor 03 jest wyraźnie ciemniejszy od pozostałych już na samym początku, a więcej odcieni nie ma w ofercie Lorigine – moim zdaniem warto byłoby to rozszerzyć o kolejne tony. W każdym razie wszystkie korektory mają lekką, przyjemną konsystencję i nadają się pod oczy. Krycie korektora 02 było przeciętne, ale nie zbierał się w zmarszczkach ani nie ważył, nawet po wielu godzinach (a nie nakładam pudru bezpośrednio pod oczy). Po takim jednorazowym użyciu trudno mi powiedzieć, czy jest fajny, czy nie. Chciałabym wypróbować go w domu, na spokojnie, w naturalnym dziennym świetle i nakładany gąbeczką. Być może kupię go w przyszłości do przetestowania, ponieważ wydaje się godny uwagi, a ja wciąż nie znalazłam swojego korektora idealnego.


Po lewej - rozświetlające róże Lorigine. Po prawej rozświetlacz "Shimmering" w złotym odcieniu - zwróćcie uwagę na ten opalizujący, drobny brokat 

ROZŚWIETLACZ „Shimmering reflection dust” – jest dostępny w dwóch odcieniach, złotym i srebrnym. Ma dość nietypowe wykończenie jak na obecne trendy, ponieważ pełen jest brokatowych drobinek. Moim zdaniem nakładany na twarz jako rozświetlacz nie wygląda dobrze. Ale już w makijażu oka robi świetną robotę! Drobinki pięknie się mienią, są takie opalizująco-holograficzne. Bardzo zwracają uwagę błyskiem, świetny dodatek w makijażu na sylwestra czy imprezę, może nawet na co dzień. Dlatego ten kosmetyk raczej potraktowałabym jako nietypowy cień do powiek, wykańczający makijaż oka, a nie rozświetlacz.

RÓŻ „Be blushed Mineralny róż rozświetlający Light Glow Mineral Blush”. W paczce na koniec warsztatów trafił mi się odcień 320 – delikatny, jasny, zgaszony i neutralny róż. Taki ładny i uniwersalny, na pewno każdemu się spodoba. Pozostałych dwóch kolorów nie testowałam, ale w opakowaniu wyglądają na bardzo intensywne, jeden jest różowo-fioletowy, a drugi czerwonawy (zobaczcie zdjęcie poniżej). Mój odcień 320 ma satynowy, jasny kolor i mnóstwo brokatowych drobinek opalizująco-holograficznych. Iskrzą się bardzo intensywnie i zwracają uwagę, choć na twarzy już nie są tak widoczne jak na swatchu. Róż zresztą da się nałożyć bardzo delikatnie, w sam raz do subtelnego, dziennego makijażu. Na pewno ma piękny odcień i oryginalne wykończenie, ale nie jestem przekonana, czy trafia tymi drobinkami w moje upodobania.
W ofercie Lorigine są jeszcze matowe róże oraz dwa bronzery.


Mineralny róż rozświetlający Lorigine "Be Blushed", odcień numer 320. Swatch jest tutaj zrobiony dużą ilością kosmetyku, żeby widać było odcień - ogólnie róż nie jest aż tak napigmentowany, jest lżejszy. Skład INCI - aby powiększyć zdjęcie otwórz je na nowej karcie. 

Te kolory pomadek Lorigine spodobały mi się najbardziej :) 

KOSMETYKI DO MAKIJAŻU UST LORIGINE

Aksamitna pomadka „Eternity velvet matt lipstick” – ma matowe wykończenie, ale nie jest niekomfortowa w noszeniu. Choć ja i tak dodałam do niej błyszczyk. Jest dosyć trwała, schodzi równomiernie.
Wypróbowałam odcień 723 – bardzo ładny, klasyczny zgaszony róż.

Aquarelle mineralny błyszczyk do ust” – aquarelle to teraz modna nazwa hihi :) Błyszczyki wydają się bardzo fajne, chciałabym, żeby choć jeden znalazł się w mojej kosmetyczce. 

„Glamour charm mineralna pomadka do ust w płynie” – te pomadki też chciałabym wypróbować, lubię takie kosmetyki do ust.


Mineralny cień do powiek Lorigine Cocktail Glow numer 16

KOSMETYKI DO MAKIJAŻU OCZU LORIGINE – CIENIE MINERALNE, BAZA, MASCARA, EYELINER 

„Primer fixing eyeshadow base”. Baza ma lekką, kremową konsystencję. Nie jest taka zbita jak np. Artdeco, dużo łatwiej i przyjemniej się rozprowadza. Ale ogromnie żałuję, że jest w słoiczku, a nie w tubce, szkoda :( Wydaje mi się, że ta baza całkiem zacnie przedłuża trwałość cieni, nic mi się przez resztę dnia nie zrolowało. A jak teraz przedestowałam cień Lorigine bez żadnej bazy, to nie wytrzymał całego dnia, widać baza bardzo mu pomogła. Za to baza niespecjalnie podbija kolor cieni – albo to może same cienie Lorigine nie mają zbyt intensywnych kolorów?

Cienie do powiek Lorigine mają sypką formę i skład w sumie podobny do innych cieni od typowo mineralnych marek. Te które oglądałam są superbłyszczące dzięki dodatkowi opalizujących, lekko brokatowych drobinek. Daje to całkiem ładny efekt rozświetlenia, zwraca uwagę na oczy. Na zdjęciach produktowych na stronie Lorigine w ogóle tych drobinek nie widać i można odnieść mylne wrażenie, że cienie są matowe, choć w rzeczywistości są satynowe i połyskujące. Cienie cechują się dobrą trwałością, dobrze pobiera się je pędzlem i nieźle przyczepiają się do powieki – nic mi się nie osypało. Kolory niestety na powiece nie są zbyt wyraźne, szczególnie po roztarciu. To dobra opcja do dziennego, łagodnego makijażu z subtelnym akcentem kolorystycznym, ale ja lubię pstrokate powieki i dlatego byłam rozczarowana tymi zgaszonymi, delikatnymi barwami. Może to kwestia niezbyt mocnej pigmentacji, która sprawdza się w codziennym pośpiechu – pozwala na tworzenie szybkiego, porannego makijażu bez plam i nierówności. Jednak żeby uzyskać mocniejszy, wieczorowy efekt trzeba się napracować.

Wśród cieni jest też specjalna linia do makijażu brwi, ale tyle się działo, że ostatecznie żadnego z nich nie wypróbowałam.


Zwróćcie uwagę na te opalizujace drobinki! Są prawie jak holograficzne! ♥ 

Cień Lorigine "Cocktail Satin" numer 20 - jasny, lawendowy fiolet z turkusowymi drobinkami. Bardzo mi się podoba! 

Mineralny cień do powiek Lorigine Cocktail Glow numer 16 - swatch oraz skład INCI (aby powiększyć otwórz zdjęcie na nowej karcie). 


Makijaż oczu, jaki zrobiłam sobie podczas warsztatów:

- Nałożyłam bazę pod cienie i przypudrowałam pudrem HD, żeby lepiej blendować kolory
- W załamaniu roztarłam cień „Cocktail Satin 20” – lawendowy z pięknymi, turkusowymi drobinkami (bardzo, bardzo mi się ten kolor podoba, jest taki jednorożcowy!)
- W zewnętrzny kącik nałożyłam ciemnofioletowy, lekko śliwkowy cień (to chyba „Jewel cocktail satin numer 19”?) i roztarłam go w całym zewnętrznym kąciku, a także w załamaniu powieki, aby dodatkowo je podkreślić. Niestety na powiece nie udało mi się uzyskać tak głębokiego i nasyconego, ciemnego koloru jak w opakowaniu, mimo że kilkukrotnie dokładałam cień na powiekę.
- Na ruchoma powiekę nałożyłam różowy błyszczący cień „Cocktail glow 16”
- W wewnętrzny kącik oka nałożyłam cień w kolorze żółtawego złota (to chyba „Cocktail glow 17”?) – dawał bardzo ładny efekt rozświetlenia
- Na dolną powiekę nałożyłam ciemnofioletowy, lawendowy i złoty cień.

Oprócz wspomnianych wyżej cieni użyłam też: bazy pod makijaż, palcami nałożyłam kremowy podkład w najjaśniejszym odcieniu oraz korektor pod oczy w odcieniu 02, a następnie przypudrowałam wszystko pudrem HD. Na sam koniec gotowy makijaż spryskałam płynem fixującym.
Makijaż ten nosiłam około 8 godzin. Skóra strefy T zaczęła mi się bardzo szybko błyszczeć niestety – puder HD ani baza nie dały mi wystarczającego zmatowienia. Cienie lekko zbladły, nie widać było tak bardzo pojedynczych kolorów, ale od samego początku wyglądały jak jednorodny, błyszczący fioletowo-różowy gradient. Jednak nic się nie zrolowało, tusz się nie odbił ani nie osypał, a eyeliner był na miejscu. Dla mnie to spoko trwałość. Pomadka z błyszczykiem trochę się „zjadła”, ale kolor schodził równomiernie i nawet po kilku godzinach wyglądał dobrze.

Niezbyt dobre zdjęcia mojego sobotniego makijażu - robione iPodem, bez dodatkowego oświetlenia, wybaczcie średnią jakość jak z kalkulatora. Fotki pokazywałam wcześniej na Instastory :) 

Na warsztatach mogłyśmy przetestować eyelinery „Chic contour liquid liner”. Są trzy warianty kolorystyczne – czarny, fioletowy oraz niebieski. Wybrałam fiolet – w opakowaniu wydawał się mieć piękny, intensywny kolor i metaliczne wykończenie. Na powiece kolor okazał się być bardziej zgaszony, taki w sam raz do codziennego i dosyć stonowanego makijażu. Jeżeli dopiero zaczynacie z wprowadzaniem koloru do swojego stylu to ten eyeliner może być dobrą opcją na początek. Dla mnie jednak kolor był za słaby. Eyeliner średnio się nakładał (taka przeciętna konsysntencja i pigmentacja), ale za to szybko wysychał do lekko błyszczącego wykończenia. Odniosłam wrażenie, że jest supertrwały, nic się nie ścierał ani nie rozmazał, super! Jednocześnie nie miałam też problemów z jego zmyciem wieczorem.

W ofercie Lorigine są cztery różne mascary. Na warsztatach przetestowałam „Amazing instant ultra volume pogrubiający tusz do rzęs”. Niestety nie umiałam go ładnie nałożyć, strasznie sklejał mi rzęsy – może był zbyt „świeży” i jego rzadka formuła wymagała, żeby lekko podsechł? Czasem tak mam z niektórymi tuszami, że na początku są straszne, jakby zbyt mokre, zlepiają rzęsy, ale jak dam kosmetykowi odleżeć to potem efekt jest świetny. Niestety po takim jednorazowym użyciu nie przekonam się, czy to dobry tusz. Na plus – nic mi się w ciągu dnia nie rozmazało ani nie pokruszyło, nie miałam też problemów ze zmyciem makijażu zwykłym, łagodnym żelem do twarzy.





AKCESORIA MARKI LORIGINE – PĘDZLE, GĄBECZKA, PŁYNY

Pędzle Lorigine wykonane są przede wszystkim z syntetycznego włosia. Przedstawicielka marki opowiadała, że ich włókna są tak skonstruowane, że świetnie chwytają wszelkie produkty sypkie. Kilka z nich miałam okazję dotykać – są super milutkie i miękkie! Wydają się być bardzo dobrej jakości, solidnie wykonane i trwałe. Chętnie kupiłabym jeden z nich, np. do pudru lub do różu. Pani Dominika bardzo mocno zachwalała też ścięty pędzel do brwi – być może warto mu się przyjrzeć.
W ofercie marki jest też gąbeczka do makijażu „Gąbka do podkładu beauty blender”. Wydawało mi się, że nazwa „beauty blender” jest zastrzeżona, ale takie właśnie słowa są na stronie Lorigine. Ich gąbka jest bardzo zbita i twarda, o niewielkich porach – przypomina mi bardzo gąbeczkę Annabelle Minerals.
Lorigine oferuje też płyn do dezynfekcji pędzli – bardzo ładnie pachnie, alkoholu praktycznie w nim nie czuć. Ten produkt też bardzo chciałabym wypróbować! Piękny zapach, taki trochę kwiatowo-różany ma też fixer do makijażu Lorigine.


Na sam koniec chciałabym wspomnieć, że dostępne są również kosmetyki pielęgnacyjne „Evoia by Lorigine”, jak na przykład płyn micelarny. Wydają się całkiem spoko, ale nie miałam okazji ich wypróbować.


Podsumowując – produkty, które zwróciły moją uwagę i które najbardziej chciałabym wypróbować:
- korektor 02;
- kosmetyki do ust;
- lawendowy cień „Cocktail satin 20”;
- płyn do dezynfekcji pędzli;
- pędzle;
- może tusz do rzęs.


Swatche - po lewej mineralny cień do powiek Lorigine Cocktail Glow numer 16, po prawej mineralny róż rozświetlający Lorigine "Be Blushed", odcień numer 320. 
 




Które produkty Lorigine Was najbardziej zaciekawiły? Czy miałyście już okazję testować jakiś kosmetyk tej marki? 




Moja wishlista na rok 2018 ♥

Moja wishlista na rok 2018 ♥



Jak co roku przed świętami Bożego Narodzenia i przed Nowym Rokiem publikuję swoją zakupową listę życzeń, która niejako jest dla mnie planem i wytyczną, jeśli chodzi o planowanie moich wydatków na przyjemności. Zazwyczaj nie udaje mi się jej w pełni zrealizować, co w sumie nie jest dziwne, bo lista jest naprawdę długa! Ale mimo wszystko jest dla mnie motywacją do planowania finansów, bo dzięki temu kupuję tylko te naprawdę upragnione i przydatne rzeczy, z których potem jestem ogromnie zadowolona.
Nie wiem, czy mój model trzymania wishlisty (na bieżąco aktualizuję ją na Pintereście – klik) będzie Wam odpowiadał i też pomagał w ogarnieciu wydatków i zakupów. Ale jestem przekonana, że może być dla Was ciekawą inspiracją przy szukaniu pomysłów na świąteczne prezenty dla siebie (bo czemu nie :P) i najbliższuch. To zaczynamy!

Przeczytaj też: Moja wishlista na rok 2017 ♥ 





MAKIJAŻ 

Zacznę od najdłuższej listy w tym zestawieniu. O ile w kwestii lakierów do paznokci mniej-więcej jestem usatysfakcjonowana i mam względnie krótką listę zachcianek, tak przy makijażu trochę poszaleję!

1. GLAM SHOP – na ilustracji jest tylko kilka rzeczy, ale w rzeczywistości mam na wishliście całe mnóstwo rzeczy z Glam Shopu ♥
Paleta cieni „Blask i cienie” – rany, czy widzieliście już swatche? Wow, wow! Są tam nawet holograficzne cienie! Inne palety też mi się w sumie podobają, na przykład „Totalny Mat” – cudne kolory!
Pędzel T13 (spłaszczony), T103 (tulipan – nr 7 na ilustracji) oraz jakiś pędzel do nakładania cieni na ruchomą i dolną powiekę.
GlamShadows: Mokry beton, Miękki tynk, Limonka, Kolorowy dym, Rabarbar, Dominikana, Mokry Bąbelek, Ołówkowy, Różowy szampan, Disco i wiele, wiele innych.
Pigment: Venus, Luna, Konfetti, Cukier puder, Szampański.
Glam Glue (albo Glitter Primer z NYX).
Holograficzna paleta magnetyczna, Glam Box.

2. Kat von D "Alchemist" – bo moja miłość do nietypowych, kolorowych i opalizujących rozświetlaczy wciąż trwa! Przeglądałam swatche wielu różnych kolorowych rozświetlaczy i Kat von D ma moim zdaniem najpiękniejsze. Na razie zadowalam się tańszymi zamiennikami, ale mam nadzieję, że kiedyś kupię też paletę Alchemist.

3. Juvia's Place "Zulu". Słyszeliście już o tej firmie? To teraz hit YouTuba i Instagrama! Pigmentacja i ogólna jakość cieni marki Juvia’s Place jest boska, a kolory, och kolory są fantastyczne! Bardzo w moim stylu! Chętnie cieniami z palety „Zulu” zastąpiłabym kilka moich starych cieni, które są średniej jakości.

4. Makeup Addiction "Flaming Love" – gdybym mogła mieć tylko jedną, jedyną paletę (i nie dowolnie komponowaną w magnetycznym boxie) to byałby to właśnie ta. Miks podstawowych kolorów (brązy) oraz kilka przepięknych metalicznych cieni na co dzień i na imprezy (czyli dla mnie też na co dzień;)). Pigmentacja cieni Makeup Addiction jest świetna, dużo lepsza niż tych, które mam teraz, dlatego tak mnie kusi, żeby kliknąć „kupuj”.

5. Nabla "Alchemy" – kultowy, duochromowy cień. Taki must have dla fanki takich nietypowych cieni.

6. theBalm "Mary Lou-manizer" jest na mojej wishliście od dawna, ale wciąż nie udało mi się go kupić. A szkoda, bo cały czas mi się szalenie podoba!

7-8. Pędzle do makijażu. O kilku z nich wspominałam już w punkcie pierwszym. Generalnie chciałabym o parę sztuk więcej pędzli do makijażu oka (w tym coś do nakładania i rozcierania cieni na dolnej powiece jak zaprezentowany tutaj pędzel Zoeva 226 Smudger) oraz pędzle do makijażu twarzy z naturalnego włosia.

9. Brzoskwiniowy róż. Najbardziej chciałabym ten Too faced "Papa don't peach" albo z palety "Glow Kit", ale generalnie chodzi mi przede wszystkim o konkretny odcień oraz błyszczące wykończenie. Może poradzicie mi jakiś fajny zamiennik?

10. Pigmenty Inglot - przede wszystkim duochromowy miedziano-różowy (to chyba nr 86?).

11. Paletka Inglot Freedom System (czwórka z lusterkiem) i ich kolorowe pomadki (limonkowa, niebieska i fioletowa ♥), plus jakiś dobry pędzelek do makijażu ust. Tak, chcę nosić takie kolorowe, gradientowe usta!

12. Podróżna wersja szczotki Tangle Teezer. Choć bardziej bym chyba chciała szczotkę Michel Mercier Travel, do włosów normalnych lub cienkich.

13. Czarna szminka, np. Golden Rose Matte.

14. Baza pod cienie – bardzo jestem ciekawa chwalonej naturalnej bazy Lavera, ale nie wiem, gdzie ją dorwać stacjonarnie, a szkoda mi płacić za wysyłkę tej jednej rzeczy. Myślę też o zakupie bazy Inglot, ale ta z kolei jest dość droga.





LAKIERY 

1. Książka o lakierach i paznokciach. Chcę bardzo, ale rany, jest taka droga! :(

2. A England "Spirit of the moors". Inny lakier tej marki "Saint George" jest moim ulubieńcem roku 2017, jestem nim zachwycona, dlatego tym bardziej napalam się na wiecej lakierów tej marki.

3. Lakiery od Simplynailogical - "Menchie the Cat", "Black Holo Witch" oraz "How deep is your holo" ♥

4. Płytka do stempli B. Loves Plates "Beauty of Simplicity". Oraz całe mnóstwo płytek MoYou London!

5. Frezarka oraz kurs manicure kombinowanego. W ogóle kursy paznokciowe - chodziłabym!

6. Całe mnóstwo lakierów do stempli Colour Alike: B. a Sweetheart, B. a Lavender, B. a Lemonade, B a. Mysterious Fog, B a. Cozy Blanket, B. a Milk Chocolate, Boo, Shadow Grey, Blue in Green, Atlantic Blue…

7. Picture Polish "Salt Water" - jest taki piękny! (Widzę, że niebieski kolor zdominował moją wishlistę;))

Przeczytaj też: Wishlista lakieromaniaczki - wpis z zeszłego roku




RYSOWANIE

1. Markery alkoholowe Kuretake Kurecolor fine & brush for manga - zestaw "flesh & neutral tones".

2. Nowe pióro, bo w moim starym Parkerze pękła obudowa, smuteczek. Na razie upatrzyłam sobie Lamy "AL-star charged green 052" i oczywiście kolorowe wkłady lub tusz.

3. Porządny pędzel do akwareli, taki lepszej jakości, z naturalnego włosia, okrągły i elastyczny.

4. Markery alkoholowe!
Markery Copic Sketch: V20 Wisteria, YR30 Macademia nuts, B02 Robin's Egg, B39 Prussian Blue. Oraz w dalszej kolejności: E74, E71, E59, W1, W2, W3, C1, C3, C5, B01, B12, B24, B45, BG34, BG32.
I Promarkery: Lip red, Salmon, Pebble blue, Meadow Green, Lush Greenm Sandstone, Praline, Cinnamon.

5. Kredki Faber Castel Polychromos (w metalowym pudełku)

6. Kredki Dervent Drawing 24 w metalowym pudełku

I o rany, całe mnóstwo inncyh przyborów - akwarele Gansai Tambi, brushpeny w odcieniach zieleni do hand letteringu, kredki Polycolor Portrait, kolorowe wklady do ołówków Faber Castell, kilka książek o rysowaniu...




UBRANIA 

Co pół roku robię przegląd szafy i wypisuję sobie, co będzie mi potrzebne, głównie na zastępstwo zużytych i zniszczonych ciuchów. Jesienne zakupy już zrobiłam, a tutaj przedstawiam moją listę na przyszły rok. Pewnie jeszcze jakąś sukienkę do tego dopiszę i może zielony bawełniany sweterek.

1. Legginsy Brzozowska Fashion z lisami. I jakieś jeszcze jedne bawełniane legginsy do chodzenia po domu.

2. Kozaki na słupku, skórzane

3. Nowy plecak - bo w starym już zamek nie działa

4. Koszulka "Magentowe" z kocią gwiazdą śmierci - czyż ten wzór nie jest epicki?!

5. Flanelowa koszula - niedługo przyda mi się nowa, bo te które mam teraz już się robią sprane

6. Koszula w kaszubskie kwiaty - na niedzielę z rodziną ;)

7. Skórzana ramoneska. Ogólnie potrzebuję nowej kurtki na sezon wiosenno-letni, bo ta, którą teraz mam w szafie jest już znoszona i podniszczona.

8. Lekkie buty trekkingowe, najchętniej szare, firmy Salomon. Mam już takie, od paru lat, ale spodziewam się, że w przeciągu roku będę musiala je wymienić na nowe.

9. Nowa bielizna.Skarpetki już kupiłam (z lisami!), ale przyda mi się jeszcze co najmniej jeden nowy biustonosz.

10. Jakiś zwykły strój na basen. Teoretycznie już jakiś strój kąpielowy mam, ale jest taki ładny, że szkoda mi go zabierać na basen, wolę go zostawić sobie na plażę. A poza tym na basen chyba przyda mi się coś z mniejszym dekoltem.




CZASOUMILACZE

1. Remington Keratin therapy - suszarka i lokówka 19-28 mm. Teoretycznie moje włosy same się kręcą, więc nie potrzebuję lokówki, ale to zazwyczaj taki nijaki, chaotyczny skręt. A po lokówce wyglądają super, a fale i loki trzymają się pięknie aż do następnego mycia włosów. Dlatego chciałabym bardzo taką lokówkę. A suszarki nie mam teraz żadnej!

2. Canon 700D i jakiś obiektyw "do paznokci". Na wishliście od lat, nie wiem, czy w najbliższym czasie uda mi się na niego nazbierać.

3. Książka Frannerd "A Punto de partir". Fran to moja ulubiona ilustratorka!

4. Czytnik PocketBook 615 Basic Lux Brązowy. Chcę bardzo, bo czytam coraz więcej ebooków, ale na telefonie (iPodzie) to niewygodne. Kiedyś chciałam kupić Kindle Paperwhite, prawie mi się to w tym roku udało, ale ostatecznie nie wyszło. I dobrze! Bo teraz stwierdzam, że PocketBook jest dużo lepszy!

5. "Szklarnia" z Ikei - na moje roślinki owadożerne. Przynajmniej mi Bułka nie będzie podżerać liści kapturnicy. No i przydałoby się też całe mnóstwo innych drobiazgów z Ikei - pojemniki na długopisy, pudełka, nowa patelnia, ech.. ;)

6. Świece zapachowe! Wcześniej przede wszystkim stawiałam na woski, ale teraz stwierdzam, że świece są wygodniejsze. Chciałabym mieć zestów kilku moich ulubionych zapachów:
Yankee Candle "Salted Caramel"
Yankee Candle "Fluffy Towels"
Country Candle "Pine & Pomelo"
Kringle Candle "Balsam Fir"
Tuscany Candle "Lilac"
oraz w drugiej kolejności kilka innych zapachów Yankee Candle, które lubię: Sicilian lemon, Fresh cut roses, Mango peach salsa, Under the palms, Vanilla lime…




KUCHNIA I INNE RZECZY DO DOMU 

Jesteśmy z Mężem w trakcie remontu i przeprowadzki. Większość wyposażenia mamy z poprzedniego mieszkania, ale sporo trzeba będzie kupić. Łazienka już się robi, czas zacząć zbierać na kuchnię.

1. Kuchenka. Najlepiej gazowa, tradycyjna albo Solgaz.

2. Piekarnik

3. Spieniacz do mleka - taki sprytny, elektryczny dzbanuszek, który podgrzewa i ubija mleko do kawy.

4. Szczelny kubek termiczny.

5. Ekspres do kawy - taki najprostszy, wystarczy mi sama opcja robienia espresso.

6. "Niedzielna" zastawa - Lubiana w kaszubskie kwiaty! I dzbanek do hebraty, bo żadnego nie mam!

7. Zmywarka!

Tak teraz myślę, że powinnam jeszcze tu nowy komputer dopisać ;)



Moją wishlistę i bieżące aktualizacje możecie śledzić na Pintereście – „TABLICA WISHLIST” ♥. Mam też jej drugą skróconą wersję, którą traktuję właśnie jako plan na najbliższy czas – „tablica wishlist shopping plan”.
Pewnie jednak najbardziej Was interesują pomysły na prezenty świąteczne – te najciekawsze zebrałam na „TABLICY PREZENTY – GIFT IDEAS


A CO KUPIŁAM W 2017? 

Zaczęłam też poza wishlistą robić takie podsumowania tego, co kupiłam w minionym roku. To daje mi dużo satysfakcji – fajnie, że udaje mi się spełnić choć część moich malutkich marzeń i zachcianek. Widzę też mnóstwo tych rzeczy wokół siebie na co dzień, korzystam z nich, a to daje mi naprawdę mnóstwo frajdy. Dlatego też tworzę wishlisty – żeby nie kupować przypadkowych, byle jakich rzeczy, ale wybierać tylko te, które potem będą mnie długo cieszyć i mi służyć.



1. Matowy topcoat hybrydowy
2. Lakiery "akwarelowe" - NeoNail Aquarelle
3. Lakiery magnetyczne - wym cudny "Cat eye topcoat" Bluesky
4. Płytki do stempli MoYou London Scandi - 05 i 13
5. Lakiery Colour Alike - dwa flejksy multichrome oraz lakiery do stempli
6. Więcej ulubionych lakierów hybrydowych Victoria Vynn Pure - w tym np. czarny i biały
7. Płytkę Curali 013
8. Fantastyczne pyłki do hybryd - metalmanix chameleon, crystal mirror, holograficzny itp.
9. Dwa lakiery Foxy Paws - "Lambada" oraz "Let's have a Kiki"
10. A England "Saint George" - ulubieniec 2017!
11. B. Loves Plates "Rainbows and Unicorns"
12-14 Mnóstwo lakierów Sense&Body - serie Polish Forest, Polish Folk oraz Polish Flowers
15. Lateks do skórek "Simply Peel" - to już moja druga buteleczka!


 

1. Najlepszy tęczowy rozświetlacz - Bitter Lace Beauty "Prism"
2. Skarpetki w cebule
3. Brushpen Pentel pocket brush
4. Biały żelopis
5. Markery Copic
6. Palety cieni - Galaxy Chic, Too Faced oraz kilka cieni Glam Shadows wraz z magnetycznymi Glam Boxami 
7. Komin-kaptur z lisimi uszami od Joanki Z



Jeżeli podobają Wam się kolorowe numerki w tym wpisie, to w poprzednim poście udostępniam do pobrania taki zestaw "punkcików" w kolorze niebieskim i różowym :) KLIKNIJ TUTAJ ABY POBRAĆ NUMERKI ♥ 


O rany, mam wrażenie, że ta lista nie ma końca! Kto to widział, taki konsumpcjonizm! Heh, cóż poradzić, wszystko mam dokładnie przemyślane i nad każdą rzeczą długo się zastanawiałam – „czy naprawdę tego chcę”? Ale spoko, wszystkiego i tak nie kupię, a na pewno nie w tym roku.
A jak wygląda Wasza wishlista i plany zakupowe na najbliższe kilka miesięcy?



Jesienne liście malowane akwarelami na #zenjowewyzwanie

Jesienne liście malowane akwarelami na #zenjowewyzwanie




Bardzo, bardzo lubię kreatywne wyzwania, choć bardzo często mam trudności, ze znalezieniem czasu na realizacje wszystkich zadań. Ale jesiennego wyzwania u Zenji nie mogłam opuścić, tym bardziej, że to tylko kilka dni. Przy okazji poćwiczyłam też malowanie liści i zrobiłam kilka zdjęć, z których jestem zadowolona 😊
Przeczytaj też: Wpis na blogu Zenja o wyzwaniu ♥ 

Farby Winsor and Newton Cotman Pocket Sketchbook - mój mocno zużyty zestaw i pędzelek z niego 

MALOWANIE AKWARELAMI – PRZYBORY I NAUKA 

Moje przybory:
- farby akwarelowe Winsor&Newton Cotman sketchbook – zestaw 12 półkostek
- pędzelek z powyższego zestawu plus drobniutki pędzelek do zdobień paznokci, żeby namalować detale
- papier akwarelowy Canson Student
- cienkopisy Sakura Micron – grubość 01 i 03
- brushpen Pentel touch oraz Faber Castel Pitt Artist Penn czarny i grafitowy
Przeczytaj też: Farby akwarelowe dla początkujących Winsor&Newton Cotman sketchbook
Przeczytaj też: Brushpeny do hand letteringu Faber Castell ♥ 

Był czas na naukę i ćwiczenie malowania liści, teraz czas na wnioski:
- Na początku, do nauki na rozgrzewkę łatwiej jest malować akwarelami obrazki z czarnym konturem (przykłady - mój grab i liść dębu)
- Jednak lepiej i ładniej mi osobiście wychodzą rośliny bez tych konturów (klon, kasztanowiec, jesion).
- Żeby liście wyglądały w miarę realistycznie nie można używać niezmieszanych barw bezpośrednio z palety, ponieważ kolory akwareli są bardzo nienaturalne. Trzeba zieleń mieszać i dodawać do niej trochę brązu, żółtego, szarego, niebieskiego a nawet czerwonego. Staram się zawsze odwzorować odcienie ze zdjęć. Wydaje mi się, że to nie mieszanie kolorów to najczęstszy błąd u początkujących – i zarazem taki najprostszy do naprawienia :)
- Liście najlepiej wychodzą, jeżeli maluję je na podstawie konkretnego zdjęcia i odwzorowuję też układ cieni z fotografii. Szukam zdjęć na Wikipedii albo na darmowych stockach (ostatnio polubiłam Pixabay), wybieram takie z oświetlonymi liśmi, gdzie układ cieni jest wyraźny.
- Liście wyglądają bardziej realistycznie, jeżeli namaluję na nich jakieś niedoskonałości – brązowe plamki i przebarwienia, dziurki.
- Liście i kwiaty w sumie już mi wychodzą nieźle, jestem z siebie zadowolona, ale zdecydowanie muszę potrenować krajobrazy, bo na razie jest lipa ;)
- Najtrudniejsze w malowaniu jest zacząć. Oraz znaleźć czas na zrobienie zdjęcia przy naturanym świetle w listopadzie!
Mam nadzieję, że ten zbiór moich spostrzeżeń i rad na temat malownaia liści Wam się przyda. A teraz czas na moje prace!
Przeczytaj też: Uczę się rysować i malować rośliny – wyzwanie #project_plant ♥  


AKWARELOWE JESIENNE LIŚCIE – MOJE PRACE

Dzień 1 GRAB - jestem nawet zadowolona z cieniowania 

Dzień 2 DĄB - tu niestety uważam, że mi nie wyszło. Jak widzicie próbowałam dwukrotnie, ale i tak nie jestem zadowolona. 

Dzień 3 KLON - nawet udało mi się znaleść pasujące drzewo! A liść wyszedł bardzo zacnie :) 

Dzień 4 JESION - z tego liścia też jestem zadowolona :) Może nawet przypnę go sobie na ścianę

Dzień 5 KASZTANOWIEC - miałam jeszcze dodać białą kredką odblaski na kasztanach gdy farba wyschnie, ale zapomniałam! Nadrobiłam dopiero wieczorem, już po zrobieniu zdjęcia. Szkoda, bo dzięki tym odblaskom ilustracja dużo lepiej wygląda, choć taka w sumie też jest niezła. 

Zenja przygotowała taki piękny szablon, ale nie mam drukarki, więc po prostu malowałam na papierze akwarelowym, a potem uzupełniłam szablon digitalowo :) 

Robienie zdjęć na tle liści pozytywnie zmusza do spacerów :) 

Przeczytaj też: moje prace z poprzedniego kreatywnego wyzwania u Zenji.  

Kto chciałby też poćwiczyć malowanie liści akwarelami? :)

Magnetyczne palety Glam Box i przenoszenie cieni Sleek

Magnetyczne palety Glam Box i przenoszenie cieni Sleek




Palety cieni Sleek i-Divine są super. Zebrałam ich przez ostatnie lata aż osiem. Tak mi się szalenie podobają wizualnie, że często tak sobie je po prostu wyciągałam z szuflady i rozkładałam na biurku tylko po to, żeby na nie popatrzeć (z lakierami do paznokci robię w sumie podobnie, uwielbiam je oglądać). Cała kolekcja palet ułożona na stole wygląda fantastycznie, ale rozkładanie tego za każdym razem, gdy chcę zrobić makijaż, zaczęło być coraz bardziej irytujące. W każdym makijażu używam zazwyczaj kilku cieni z różnych palet, więc sporo miałam tego wyciągania. Po jakimś czasie zaczęło mnie to na tyle męczyć, że odżałowałam piękny widok palet i postanowiłam wszystkie cienie wyciągnąć i przenieść do jednej, dużej palety magnetycznej. Zresztą przy takiej kolekcji cieni do powiek kupowanie kolejnych palet jest bez sensu, bo za dużo kolorów by mi się dublowało. Lepszym rozwiązaniem jest dokupywanie kolejnych pojedynczych cieni uzupełniających kolekcję, np. wyjątkowych duochromów. A te trzeba gdzieś trzymać – to kolejny powód przemawiający za systemem z manetyczną paletą.
Przeczytaj też: Sleek "Del Mar vol. 2" - kolorowa paleta cieni 


Moja kolekcja palet cieni do powiek Sleek i-Divine. Już ich nie mam w takiej formie! 

Piękna paleta magnetyczna Glam Box ♥ 


MAGNETYCZNA PALETA NA CIENIE GLAM BOX 

Po przeszukaniu Internetów i obejrzeniu różnych palet magnetycznych (Inglot, Nabla, Z-Palette, Vipera) zdecydowałam się na palety GlamBox. Są niedrogie (a to ważne!;)) – duża paleta na 32 standardowej wielkości cienie kosztuje w Glam Shopie 45 złotych, kupiłam dwie. Palety są ładne, lekkie (kartonowe), porządnie wykonane, dobrej jakości, pojemne, a magnes dobrze trzyma cienie. Trochę się ta biała obudowa brudzi, ale da się to łatwo i szybko wyczyścić. Jestem zachwycona i planuję zakup trzeciej! A nawet czwartej, bo na Instastory Hania z Glam Shopu pokazywała cudną holograficzną paletę magnetyczną – chcę!
Przeczytaj też: Wyjątkowe i niepowtarzalne cienie Glam Shadows 

W ogóle kilka lat temu zamówiłam taką szajs niemagnetyczną paletę na Aliexpress czy tam na EBay'u i przenosiłam do wyprasek ulubione pojedyncze cienie - rozkruszając je i pakując na nowo z etanolem. Zresztą większość i tak była pokruszona (te Catrice Liquid Metal były przepiękne, ale cholernie delikatne i łatwo się kruszyły). W sumie przez jakiś czas ta paleta nawet dawała radę, ale była dość słabej jakości i średnio wygodna, więc ostatecznie rzuciłam ją w kąt i dalej używałam pojedynczych cieni. Och jak dobrze, że teraz mam Glam Boxy! ♥

Tak wyglądały moje próby ogarnięcia własnej palety cieni kilka lat temu. 


Tak teraz wyglądają moje palety cieni Sleek :P Poukładane według moich potrzeb, wszystko ładnie i wygodnie :) 

Glam Boxy są takie piękne i praktyczne! Hit, ulubieniec i must have ♥ 


PRZENOSZENIE CIENI SLEEK DO MAGNETYCZNEJ PALETY 

Po otrzymaniu przesyłki z Glam Shopu zabrałam się za realizację projektu „przenoszenie cieni Sleek”. Trudności były dwie – po pierwsze cienie trzeba jakoś wydobyć z oryginalnych palet, a po drugie – „Sleeki” nie trzymają się magnetycznych palet.
Wiem, że można wyciągnąć cienie z opakowania za pomocą ciepła (metoda ze świeczką, prostownicą), ale szybciej było i wygodniej po prostu rozwalić obudowę cieni podważając ją w odpowiednim miejscu. Jak to zrobiłam pokazuję na filmiku na YouTube – zapraszam do oglądania :)
Środek do przymocowania cieni znalazłam w Castoramia w postaci magnetycznej taśmy. Kosztuje 12 złotych i jest z jednej strony pokryta klejem. Wystarczy pociąć ją na kawałki, przykleić do metalowej wkładki i gotowe.


Z palet Sleek zachowałam sobie wieczka - mają bardzo fajne i wygodne lusterka. A do cieni doczepiłam taśmę magnetyczną z Castoramy. 



Przy okazji zrobiłam selekcję mojej kolekcji cieni Sleek stare i zdublowane wyrzuciłam, odłożyłam też te słabo napigmentowane i brzydkie. Większość jednak zachowałam i przeniosłam do nowych palet. Dorzuciłam do tego też cienie z kilku innych paletek (My Secret, Rimmel) oraz kilka pojedynczych (Inglot, Glam Shadows, My Secret). Jak na razie jednak zdecydowanie królują u mnie Sleeki, które wciąż bardzo lubię, ale planuję część z nich sukcesywnie wymieniać na nowe cienie o lepszej jakości i pigmentacji (Glam Shadows, KOBO, Inglot).


Mój pierwszy Glam Box - z bazowymi cieniami w stonowanych kolorach
 
I mój drugi Glam Box - ulubiony, z pstrokatymi cieniami ♥ 


Jestem mega, mega zadowolona z tych palet magnetycznych i z tego, że wreszcie zdecydowałam się przenieść moje cienie Sleek. Teraz jest mi dużo wygodniej, częściej sięgam po różne kolory i przyjemniej mi się robi makijaż. Cały czas też co jakiś czas wykładam sobie wszystkie moje palety na biurko tylko po to, żeby je sobie pooglądać – tak mi się podobają!
W planach mam też wpis ogólnie o mojej kolekcji cieni do powiek – jakie mam palety, czym się kieruję przy zakupach itp. Byłybyście zainteresowane takim postem?

Macie jakieś magnetyczne palety czy raczej trzymacie się tych gotowych?