Mój szkicownik z 2016 – sketchbook tour. Kiedy zaczęłam rysować?

Mój szkicownik z 2016 – sketchbook tour. Kiedy zaczęłam rysować?

  

Z każdym miesiącem coraz bardziej wciągam się w rysowanie i malowanie. Dlatego też będę coraz więcej tutaj pisać na ten temat. Dzisiaj przedstawiam Wam mój szkicownik z 2016 roku i opowiem Wam jak to się stało, że tyle rysuję.


Lubię kota Simona :) 

Kiedyś bardzo lubiłam rysować, ale jakoś w liceum z braku czasu zarzuciłam to hobby na ładne parę lat. Po studiach, gdy miałam trochę więcej wolnego, wróciłam do malowania, ale tylko na paznokciach ;) Jednak na początku 2016 roku, zainspirowana jednak m. in. wyzwaniem „draw all year” Olsikowej, postanowiłam na powrót hobbistycznie zająć się rysunkiem. Wkrótce kupiłam swój pierwszy szkicownik, który to teraz Wam pokazuję.


Takie tam szkice z wydrami :)

Pierwszy raz z Promarkerami, miłość od pierwszego użycia!

I pierwszy obrazek z porządniejszymi akwarelami :)

Ćwiczenia z lekcji na YouTube


W moim szkicowniku:
- randomowe bazgroły
- inspiracje filmami, książkami, dziełami ulubionych ilustratorów
- szkice z lekcji na YouTube
- pierwsze próby z akwarelami
- Promarkery

  

Wszystkie rysunki możecie zobaczyć w filmiku na YouTube.
Zaglądajcie też na mojego Instagrama @paulinaweiher, gdzie regularnie pokazuję swoje obrazki.

 Liczę na to, że zachowując ten szkicownik po jakimś czasie będę mogła zaobserwować swoje postępy w rysowaniu. Pierwszy sukces juz jest - moja ręka już się tak nie trzęsie i pewniej stawiam kreski :D
W ogóle śmieszna sprawa, bo gdy wreszcie skończyłam przygotowywać ten wpis (zajęło mi to "tylko" pół roku, heh;)) to ukończyłam drugi szkicownik i teraz jestem już w 1/4 trzeciego. Nno, to za jakiś czas spodziewajcie się kolejnego wpisu z serii "sketchbook tour" :) 

Macie swoje szkicowniki? :) 
3 powody, dlaczego nie chcę kupować kolorówki podczas promocji -49%

3 powody, dlaczego nie chcę kupować kolorówki podczas promocji -49%




Przełom kwietnia i maja to od paru lat szaleństwo zakupowe wszystkich kosmetykomaniaczek. W tym czasie wszystkie popularne drogerie (Rossmann, Natura, Superpharm oraz Hebe) organizują mega promocje na kosmetyki do makijażu oraz stylizacji paznokci. Obniżka cen jest zazwyczaj na tyle duża, że warto zaplanować zakupy w tym okresie.

Tytuł wpisu jest jak każdy widzi - 3 powody, które zniechęcają mnie do zakupów podczas promocji w Rossmannie. Ale nie uważam, że super zakupy podczas tej promocji to zły pomysł. Sama wielokrotnie korzystałam z tej okazji i nie wykluczam, że i tym razem się skuszę. Dlatego wpis ilustrują moje propozycje kosmetyków, które warto kupić podczas promocji :)


Moje ulubione mascary to: Maybelline "2000 calorie", Rimmel "Colourist" oraz L'Oreal "Milion Lashes So couture".
A jeżeli szukacie dobrej palety nude do dziennych makijaży, to polecam Wam Rimmel Magnif'eyes 


Harmonogram promocji w Rossmannie
-49% zniżki na kosmetyki do makijażu:
20-25.05 - twarzy
26.04-03.05 - oczu
04-10.05 - ust oraz paznokci
(-55% przy zapisaniu do klubu Rossmanna).


Przed kilka lat ze wszystkimi swoimi kolorowymi zakupami wstrzymywałam się do czasu promocji w Rossmannie. Taka wyprzedaż organizowana jest średnio co pół roku, kupowałam więc w tym czasie tyle kosmetyków, ile było mi potrzebne na te 6 miesiecy. Zazwyczaj na listę wpisywałam dwie mascary, jeden korektor pod oczy, topcoat do paznokci, dwie-trzy pomadki do ust i okazjonalnie jakieś „chciejsta”, niekoniecznie potrzebne, ale ładne i fajne (zazwyczaj coś z nowości Wibo/Lovely).


 
„Zdenkowane” kosmetyki: mascary, baza pod cienie, kredka do brwi BrowSatin, pomadka do ust.


W tym miesiącu również mam przygotowaną "listę zakupów":

- nowa kredka z cieniem do brwi Maybelline Browsatin (stara niedawno się zużyła). Ale może wezmę jej odpowiednik z Wibo?

- dwie mascary – waham się między “Maybelline 2000 calorie”, Rimmel “Wonder’full Volume Colourist” a L’Oreal “Million Lashes So Couture”

- dobra baza pod cienie, choć tu nie wiem, czy nie zamówię jakiejś przez internet

- „Czekoladowy” bronzer Lovely, bo mój KOBO już pokazał dno, a te nowości Lovely strasznie mnie kuszą ;) Choć z drugiej strony mój "Sahara Sand" jeszcze pewnie na dość długo mi starczy zanim się zupełnie zużyje

- Topcoat Sally Hansen „Insta dry” – mój ulubiony! Potrzebne mi będą ze dwa opakowania. Zastanawiam się też, czy by nie wypróbować „Diamond flash”

- Chcicałabym też obczaić nowe lakiery Wibo Strobing - jestem ciekawa, co to będzie. Jak coś fajnego i oryginalnego, to może jakiś kupię?

- Golden Rose holograficzne lakiery!

- Kusi mnie kredka z eyelinerem Rimmel Magnif’eyes, mam jedną i jest taka boska!

- Marzy mi się kolorowa mascara, ale chyba w tym roku nikt takiej nie wprowadził do sprzedaży na sezon wakacyjny, a przynajmniej ja nigdzie nie widziałam :( 

Jak eyelinery, to przede wszystkim Wibo i Lovely oraz Eveline. Uwielbiam je!
Ostatnio jestem też zauroczona cieniami w kredce. Mój nr 1 to fantastyczne Rimmel Magnif'eyes, ale cień Miss Sporty też jest fajny. 

Jeżeli szukasz inspiracji do własnej listy zakupów przeczytaj też:
>> 4 najlepsze produkty Sally Hansen
>> Rewelacyjna paleta cieni nude na co dzień – Rimmel Magnif’eyes
>> Róż Wibo Esctasy 1 i Lovely Oh oh blusher - recenzja i porównanie
>> Drogeryjne lakiery holograficzne i metaliczne
>> Lakiery do paznokci Miss Sporty 

Moja lista wygląda fajnie, kilka rzeczy mi się skończyło i rzeczywiście przydałoby się coś nowego. Kupując podczas promocji mam szansę sporo zaoszczędzić. Mimo to na pewno nie kupię wszystkiego, co tutaj wypisałam. Bardzo prawdopodobne jest, że w ogóle nic nie kupię. 
Dlaczego tak się wstrzymuję?


Takie rzeczy kupiłam podczas poprzedniej promocji. Trochę mi głupio, że kupiłam po dwa rozświetlacze i róże, bo różnice pomiędzy nimi są niewielkie. Ale ze wszystkich chętnie korzystam i bardzo lubię :) Szczególnie Wibo Ecstasy nr 1

  
1. To wcale nie jest tak tanio.

Nie wiem, czy plotki o sztucznym podwyższeniu cen przed promocją są prawdziwe, nawet nie chce mi się sprawdzać. W każdym razie wydaje mi się to niestety dość prawdopodobne. Jakby jednak nie było, marże w drogeriach stacjonarnych są na tyle duże, że nawet po uwzględnieniu 50% zniżki bardziej opłaca się kupić to wszystko w sklepie internetowym. I to wliczając koszt wysyłki. To ja już chyba wolę kliknąć sobie koszyk siedząc w domu z kubkiem herbaty, niż przepychać się przez zatłoczoną drogerię i szukać brakujących kosmetyków. 


2. Nie chcę używanych kosmetyków

Miałam w zwyczaju podczas promocji kupować zapas tuszu do rzęs na pół roku. Niestety wielokrotnie widziałam, jak opakowania są otwierane i odkładane z powrotem na półkę przez niezdecydowanych i bezmyślnych klientów drogerii. Nie mam żadnej gwarancji, że mascara jaką kupię nie będzie zaschnięta, brudna czy pełna bakterii. Zresztą dotyczy to wielu kosmetyków – „macanie” wszystkiego jak leci przez niektóre klientki to jakaś plaga, fuj! Nawet obecność testerów nie pomaga i szminki, cienie, pudry, wszystko jest otwierane i wypróbowane. Argh, jak tak można! Dlatego mascarę wolę kupić w sprawdzonym sklepie internetowym. 


3. Ile można kupować, szkoda na to hajsu ;)

W sumie jestem dzielna i w miarę panuję nad wydatkami na kosmetyki, nawet nie muszę za często nosić "karnej tiary za przepierdalanie pieniędzy na głupoty" ;) Fajnie byłoby dalej być dzielnym, oszczędnym i gospodarnym, dlatego rozważnie planuję nawet mój budżet "na przyjemności". Marzy mi się zaoszczędzić na paletę cieni Too Faced "Sweet Peach" i parę innych rzeczy, dlatego wolę odpuścić sobie niektóre zakupy i zamiast tego odłożyć pieniądze, aby kupić coś droższego z mojej wishlisty. 


Mi właściwie wystarczą 3 szminki na krzyż, dlatego kolejnych raczej nie kupuję. Całe szczęście podczas promocji obniżka zazwyczaj dotyczy też pomadek pielęgnacyjnych, dlatego wtedy kupuję zapas na pół roku. Na lato zawsze Carmex, a oprócz tego lubię pomadki Body Club, mają spoko skład.
Rewelacyjna baza pod tusz do rzęs Eveline znalazła się tutaj, bo mi nie pasowała kolorystycznie do innych zdjęć, a nie mogłam jej nie pokazać wcale, bo jest świetna. 

Być może zdecyduję się, żeby wybrane kosmetyki Wibo/Lovely zamówić na stronie Rossmanna z darmowym odbiorem osobistym w drogerii (polecam taki sposób zakupów podczas promocji!), ale jeszcze tego nie przemyślałam. Natomiast pozostałe rzeczy (a przynajmniej część) zamówię sobie na spokojnie w czerwcu przez internet :) O ile w ogóle postanowię cokolwiek w najbliższym czasie kupić, wciąż się waham i liczę złotóweczki :P 


I cóż ze mnie za lakieromaniaczka, że tak mało tu o rzeczach do paznokci? :P
Jak co roku polecam 4 moje ulubione produkty Sally Hansen, których używam od dawna :) Najlepszy biały lakier, topcoat, odżywka i żel do skórek! 


Jakie są Wasze plany zakupowe? Dacie się skusić promocji?

Zaglądajcie do mnie na Facebooka i Instagrama @paulinaweiher - tam będę dawać znać co (i czy cokolwiek) kupiłam :) 


Rysuję i maluję kwiaty. Wyzwanie #project_plant, część 1.

Rysuję i maluję kwiaty. Wyzwanie #project_plant, część 1.



Dwa tygodnie temu zgłosiłam się do instagramowego wyzwania #project_plant organizowanego przez Atogrzywa (szczegóły tutaj). Od tego czasu codziennie (no, prawie codziennie;)) rysuję lub maluję jakąś roślinę, a swoje prace pokazuję na bieżąco na Instagramie. Całkiem nieźle mi idzie, sporo się nauczyłam dzięki temu wyzwaniu i cała zabawa sprawia mi dużą przyjemność. Dzisiaj chciałabym pokazać Wam mini galerię moich obrazków :)





Dzień 1 - Monstera
Absolutny hit tego roku, najmodniejsza roślina! Ale nie ma się co dziwić, bo jest szalenie ładna :) Tutaj pokolorowałam ilustrację najpierw markerami, a potem dodałam kredki - takie połączenie daje ciekawy, fajny efekt, a do tego nie zajmuje tyle czasu, co kolorowanie samymi kredkami. 

Dzień 2 - Hoya kerri
Niepozorna roślinka o grubych liściach o ciekawym kształcie. Jej sadzonki mają kształt słitaśnych serduszek, bardzo mi się takie malutkie doniczki z sadzonkami Hoya kerri podobają :) 


Dzień 3 - Piwonia
Długo się do tej ilustracji zbierałam, bo piwonia wydawała mi się szalenie pracochłonna. I rzeczywiście taka była, ale wysiłek się opłacił. Po raz pierwszy tutaj połączyłam wyraźny lineart i cieniowanie cienkopisami z akwarelą, wg tutorialu Watercolor Misfit. Podoba mi się efekt. 

Dzień 4 - Zantendeschia aethiopica
Szkic na szybko - promarkery i copiki plus kredki, a kontur zielonym cienkopisem. Wyszło lepiej niż się spodziewałam!

Dzień 5 - Hortensja
Kolejny pracochłonny kwiatek. Całe szczęście poszło dość sprawnie - malowałam kwiatki farbami akrylowymi i techniką "one-stroke" zaczerpniętą ze zdobień paznokci :) 

Dzień 6 - rozmaryn
Fajnie tak malować z natury, a nie ze zdjęć! Cienkopis i farby akwarelowe - to teraz moje ulubione połączenie! Szkoda, że zazwyczaj w środku tygodnia nie mam czasu na zabawę w malowanie i mogę co najwyżej bawić się markerami. 

Dzień 7 - Koper ogrodowy
Szybka, prosta akwarelka. Najpierw zrobiłam szkic zieloną i żółtopomarańczową kredką wodorozpuszczalną, a potem pociągnęłam linie pędzelkiem, dodając trochę kolorów. 

Dzień 8 - Czapętka pachnąca
Co tam kwiatki będę malować, zamiast tego wybrałam za modela przyprawę, jaką robi się z czapętki pachnącej. Chociaż tak naprawdę nawet nie lubię goździków, przeszkadza mi ich smak i zapach. 

Dzień 9 - Robinia
Fajnie mi się malowało te strąki z nasionkami. I coraz bardziej zachwycam się markerami Copic, ta ich pędzelkowa końcówka dużo bardziej mi odpowiada niż standardowa końcówka Promarkerów. 

Dzień 10 - Aksamitka
Dla mnie te kwiatki to są turki i koniec ;) 

Wszystkie moje inspiracje i zdjęcia poglądowe z jakich korzystałam przy rysowaniu zebrałam na poświęconej temu wyzwaniu tablicy na Pintereście (klik).


Wyzwanie cały czas trwa (i cały czas można dołączyć!), dlatego zachęcam Was do zajrzenia na mojego Instagrama @paulinaweiher oraz śledzenia hashtagu #project_plant. Drugą część moich prac pokażę w zbiorczym poście tutaj za jakieś dwa tygodnie, gdy zabawa się skończy.

Jeżeli macie jakieś pytanie lub sugestie odnośnie malowania i rysowania to piszcie, czekam na Wasze komentarze!


Mam tęczowy rozświetlacz! Bitter Lace Beauty PRISM, pierwsze wrażenie

Mam tęczowy rozświetlacz! Bitter Lace Beauty PRISM, pierwsze wrażenie

 

O rany, mam! Wymarzony tęczowy rozświetlacz! Po tylu miesiącach oszczędzania i oczekiwania na restock! Wreszcie trafił w moje łapki, oryginalny rainbow highlighter PRISM od Bitter Lace Beauty! Ale jestem podekscytowana!


MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA. Gdzie kupić tęczowy rozświetlacz?

Jesienią go zobaczyłam. Gdzieś na czyjejś wishliscie (albo anty wishliście?). Wyszperałam więcej zdjęć na Instagramie i o rany, z miejsca się zakochałam. To jest idealny kosmetyk dla mnie! A potem kolejne wyszukiwania – gdzie to cudo kupić?




Tęczowe rozświetlacze dostępne na rynku:

- Pierwszy i oryginalny tęczowy rozświetlacz to PRISM od Bitter Lace Beauty. Wy już wiecie, że to ten wybrałam :)
- „podróbki” i inspirowane produkty na Aliexpress. Najczęściej widziałam spoko opinie o „Miss Yifi”
- odpowiednik Wet’nWild lub Forever 21
- Essence – czterokolorowa wersja podstawowa i pastelowa z edycji limotowanej Blossom Dreams (niedostępnej w PL)
- Unicorn Heart, serduszko od Make Up Revolution, w sprzedaży od niedawna. Ale jest zbyt chłodne i srebrne i obawiałam się, że niezbyt by mi to pasowało. 
I pewnie jeszcze parę innych się znajdzie, teraz to hit :)

Pozostaje też opcja DIY i mieszanie rozświetlacza oraz kolorowych cieni, ale mi nie chciało się tak kombinować. Tym bardziej, że może być trudno zbalansować pigmentację cieni, tak aby każdy kolor miał taką samą intensywność na skórze. 

Szukałam opinii, oglądałam swatche i żaden nie wyglądał tak pięknie i epicko jak PRISM. Dlatego przebolałam te miliony monet i upiorny czas oczekiwania i wybrałam produkt Bitter Lace Beauty.

EDIT: "Unicorn Heart" od Make up revolution opisała Kleopatre (klik), polecam zajrzeć, jeśli jesteście zainteresowani tym kosmetykiem. Ten rozświetlacz daje zupełnie inny efekt, bez wyraźnej tęczy, w srebrnej tonacji. 




DANE TECHNICZNE

PRISM to ręcznie robiony tęczowy rozświetlacz małej, niezależnej firmy Bitter Lace Beauty z USA. Znika ze sklepu jak szalony, dlatego trzeba śledzić Instagram marki i czatować na restock. W ofercie BLB jest też mnóstwo innych rozświetlaczy, naprawdę pięknych (marzy mi się Slay, holograficzny i ten turkusowy *.*).

PRISM kosztuje 22 dolary. Ma masę 6 g i średnicę 44 mm. Można go umieścić w dowolnej magnetycznej palecie lub dokupić pasujący, magnetyczny kompakt BLB za 6 dolarów.

Przesyłka do Polski kosztuje 20 dolarów (masakra! dla mnie to strasznie drogo). Miała być bez opcji śledzenia poza granicami USA, ale ostatecznie wszystko działało i mogłam na całej trasie obczajać, jak paczka do mnie podróżuje.

Swoje zamówienie złożyłam 18 marca, zaraz po planowanym uzupełnieniu magazynu w sklepie Bitter Lace Beauty. Przesyłkę wysłano 23 marca – dość szybko się uwinęli, biorąc pod uwagę ogrom zamówień w tym czasie. Nastawiałam się na miesiąc oczekiwania, ale szczęśliwie paczka była u mnie już 29 marca. Całkiem szybciutko, super :) Ale i tak będę narzekać na wysoki koszt przesyłki.






KOMPAKT BITTER LACE BEAUTY

Kupiłam wspomniany wyżej magnetyczny kompakt. Jest wykonany z plastiku, nie wygląda super solidnie, ale daje radę. Wieczko jest przezroczyste z piękną, metaliczną obwódką w odcieniu rose gold. Śliczne! Wkładka z roświetlaczem jest idealnie dopasowana do kompaktu, mocno się trzyma, ale da się też bez problemu wyciągnąć. Za jakiś czas dodam recenzję rozświetlacza (teraz to tylko pierwsze wrażenie) i dam znać, czy opakowanie jest wytrzymałe i czy się nie rysuje. W każdym razie całość wygląda bardzo ładnie i elegancko, a ja cieszę się, że mam też oryginalny kompakt BLB.





PRISM – BITTER LACE BEAUTY ORIGINAL RAINBOW HISHLIGHTER

Rozświetlacz ma wzór tęczowych pasków w 6 kolorach – różowy, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski i fiolet. Na wierzchu wytłoczony jest piękny wzór róży.

Rozświetlacz daje efekt tafli, ale z mnóstwem dodatkowych, iskrzących drobinek. Prawie efekt holograficzny, bo widać całą tęczę, ale to nie jest naprawdę holo. Pigmentacja jest idealnie zbalansowana – wszystkie kolory są równie intensywne. Choć ze względu na kontrast z naturalnym kolorem skóry niebiesko-fioletowe tony będą się bardziej wybijać.
Pigment bardzo opalizuje, przez co kolor jest widoczny tylko pod pewnym kątem. Daje to świetny, eteryczny efekt, bardzo mi się podoba. Dzięki temu można mieć jednocześnie wyraźną tęczę na policzkach i zachować w makijażu pewną lekkość. Choć nie ma co się oszukiwać – nie każdy będzie się dobrze czuł z takim rozświetlaczem na co dzień. To cały czas jest jednak tęcza i nie wygląda to ani elegancko ani poważnie :P Ale za to zachwycająco pięknie i interesująco.






JAK NAKŁADAĆ TĘCZOWY ROZŚWIETLACZ?

Rozświetlacz można nakładać palcem lub odpowiednim spłaszczonym pędzlem. Ja mam całe szczęście pasujący pędzel z trio do konturowania Shiseido. To jeden z moich ulubionych pędzli, zresztą kupiłam wspomniany kosmetyk właśnie ze względu na pędzel. Sprawdza się bardzo dobrze przy nakładaniu rozświetlacza.
Próbowałam też palcem, ale kosmetyk nie jest tak jakby zapełniony do całej wysokości metalowej wkładki, dlatego gdy jest umieszczony w kompakcie ciężko mi nabrać palcem jeden kolor na brzegu. Skoro mam odpowiedni pędzel nie widzę trochę sensu w kombinowaniu z palcem, ale być może różne opcje nakładania dadzą różny efekt i mam zamiar to przetestować i przedstawić we właściwej recenzji za jakiś czas. Widziałam też, że sprawdza się nakładanie gąbką w stylu Beauty Blender, ale nie mam takiego akcesorium, więc nawet nie miałam jak spróbować.
Można też oczywiście zmieszać wszystkie kolory, ale po co? ;) Od tego mam inne rozświetlacze ;)
Za to chętnie wypróbuję PRISM jako cieni do powiek!





VIDEO - SWATCH I TEST W MAKIJAŻU 
Zobacz na żywo!





Podsumowując: jestem zachwycona. Jest wart tych wszystkich dolarów. Czuję się fantastycznie z taką tęczą na policzkach! To było moje takie małe marzenie i cieszę się, że udało mi się je spełnić :)
Ten wpis to tylko moje pierwsze wrażenia, ponieważ PRISM jest w moich łapkach od niedawna. Ale na pewno za jakiś czas przygotuję pełną, porządną recenzję.




Kusi mnie też, żeby kupić tęczowy rozświetlacz Essence (da się go w ogóle dorwać w Polsce?) lub z Aliexpress (ale trochę jednak mam obawy względem kosmetyków stamtąd) lub ewentualnie Make Up Revolution i zrobić porównanie, ale jeszcze nie wiem, czy się na to zdecyduję.
  
Co myślicie o tęczowym rozświetlaczu? Nosiłybyście?


Szwecja - spacer po Uppsali. Katedra, muzeum Linneusza i ogrody botaniczne

Szwecja - spacer po Uppsali. Katedra, muzeum Linneusza i ogrody botaniczne

 

Uppsala to ważne miasto ze względu na swoja historię. To pierwsza stolica i miejsce chrztu Szwecji oraz pierwsze biskupstwo (można to porównać do polskiego Gniezna). A uniwersytet w Uppsali założony w XV w. jest najstarszą uczelnią wyższą w Skandynawii. Jak się można domyślać – jest co zwiedzać :)

Przed wyjazdem do Uppsali z długiej listy atrakcji tego miasta wybrałam kilka miejsc, które najbardziej mnie zaciekawiły. Totalny must see to oczywiście Katedra, ale odwiedziłam też muzea związane z moimi przyrodniczo-naukowymi zainteresowaniami.

Wnętrze Katedry w Uppsali


KATEDRA (Uppsala domkyrka)

Historia może nie leży w centrum moich zainteresowań, nie przepadam też za zwiedzaniem miast i kościołów. Ale nawet marudnej mnie miło oglądało się Katedrę w Uppsali. Okolica centrum miasta jest urocza, przyjemnie było tam spacerować, a widok na katedrę robi wrażenie. Wnętrze budynku również ciekawie się prezentuje, z zainteresowaniem przyglądałam się detalom zdobień oraz przepięknym malowidłom na ścianach i suficie. Zajrzeliśmy też do katedralnego skarbca z ekspozycją różnego rodzaju szat i kosztowności.
Ciekawostką na temat Katedry jest fakt, że nie jest to oryginalny budynek, ponieważ ten pierwotnie stał 3 km dalej. Ale o tym opowiem więcej we wpisie o Gamla Uppsala.


Wnętrze Katedry w Uppsali

W Muzeum Linneusza


OGRODY LINNEUSZA (Linneanska trädgårdar)

Czy wiecie, że słynny naukowiec Linneusz żył i pracował właśnie w Uppsali? Tym, którzy nie są zainteresowani biologią przypominam, że to Linneuszowi zawdzięczamy podstawy systematyki i dwuczłonowe łacińskie nazewnictwo gatunków.
W miejscu, gdzie znajduje się dawny dom Linneusza powstało upamiętniające naukowca muzeum. W środku można zobaczyć, jak takie mieszkanie wyglądało za jego życia, jak wyglądał jego pokój, biurko, sala w której uczył oraz pokój jego żony. Całkiem niezły i wygodny dom miał! Natomiast wokół budynku zrekonstruowano ogród botaniczny Linneusza. Och, chętnie poszłabym na zajęcia z botaniki do takiego ogrodu!

Ogród Linneusza. Fajne miejsca na zajęcia praktyczne z botaniki :)

Porcelana, którą sprowadził sobie do domu Linneusz (na bogato!). Wzór nieprzypadkowy - ta roślinka to Linnaea borealis, nazwana tak na cześć naukowca 
Takie tam z Linneuszem ;)

Ogrodów botanicznych w Uppsali jest jeszcze kilka. Ze wzgórza pałacowego rozciąga się widok na elegancki park, ze stylowo przyciętymi roślinami. Na ścieżce spotkaliśmy tam zająca! W klasycznym budynku z kolumnami znajduje się niewielka oranżeria z sukulentami oraz pomnik Linneusza. Dalej przechodzimy do typowego ogrodu botanicznego. W jego obrębie umiejscowiony jest kompleks szklarni z roślinami tropikalnymi. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie ogromne liście wiktorii amazońskiej!
Migawki ze wszystkich ogrodów znajdziecie na poniższym filmiku :)



Piękny park w Uppsali, widok od strony wzgórza

Ogród tropikalny i wiktoria amazońska. Liście takie fajne i aż kuszą, żeby na nie wleźć ;)


MUZEUM Z DINOZAURAMI (Evolutionsmuseet)

Uniwersytecką kolekcję historii naturalnej można oglądać w Evolutionsmuseet. Muzeum to ma trzy części, my zwiedzaliśmy jedynie tą poświęconą paleontologii. Marzeniem mojego dzieciństwa było odwiedzenie takiego muzeum ze szkieletami dinozaurów i niezmiernie się cieszę, że udało mi się je spełnić! Muzeum nie jest duże, ale zbiory robią wrażenie. Podziwianie na żywo szkieletów prehistorycznych gadów to było dla mnie coś niezapomnianego!

O rany, o rany! Dinozaury!


Ostatnie i chyba najważniejsze miejsce to tzw. Gamla Uppsala, położona poza centrum miasta. Ale ma na tyle ciekawą historię, że zasługuje na osobny wpis. Materiały do niego już zebrałam, co nieco możecie podejrzeć na pierwszym video, a tekst i zdjęcia zaprezentuję Wam już za parę dni :) 

Kamień runiczny to szpanerskie tło do selfie ;)

Czy ktoś z Was był w Uppsali? 
Copyright © 2016 paulinaweiher.pl , Blogger