Moja recenzja nic nie znaczy.

Moja recenzja nic nie znaczy.

To po co ja to piszę?

No dobra, nie że nic zupełnie, ale znaczy bardzo mało. Tak samo zresztą jak Twoja recenzja.

Żeby sensownie i merytorycznie ocenić działanie kosmetyku należało by przeprowadzić badania na dużej grupie osób z odpowiednio zaplanowanymi metodami pomiaru skuteczności oraz próbą kontrolną. Fakty, drogie panie.

Co ja smaruję?

DOWÓD ANEGDOTYCZNY

To co ja tam sobie wypisuję na blogasku to można powiedzieć, że jest warte funta kłaków, bo doświadczenia jednej osoby to żaden dowód. Gadanie w stylu „moja ciotka używała tego kremu i przestała się starzeć” albo „nie używam kremów z filtrem, a i tak nie mam zmarszczek” to tak zwany „dowód anegdotyczny” (przeczytaj na Wikipedii), który co prawda może być prawdziwy, ale ma wiarygodność bliską zeru. I tak zresztą konkluzją każdej recenzji jest "u mnie sprawdza się tak i tak, ale u Ciebie może zupełnie inaczej bo każdy ma inną skórę".


JAK OCENIĆ KOSMETYK?

Mój wieczny „problem” – mam naprawdę ładną cerę. Raczej małe są szanse, że będzie jeszcze bardziej ładna pod wpływem jednego kosmetyku, bo już raczej lepiej być nie może (#skromnaja;)). Ale czy to oznacza, że kosmetyk jest nieskuteczny? A co jeżeli działanie kosmetyku jest długofalowe i będzie zauważalne dopiero po kilku miesiącach, jak mam zapamiętać stan „przed” i porównać go z „po”? A jeżeli działania kosmetyku w ogóle nie da się zaobserwować, ponieważ ma on za zadanie spowolnienie starzenia – jak mam ocenić, że postarzałam się mniej niż powinnam? Mam swój sposób – wybieram kremy ze składnikami, których skuteczność jest potwierdzona naukowo. Ale cały czas nie wiem jak napisać potem recenzję. Mogę ocenić konsystencję, zapach, skład, opakowanie, ale mam problem z opisaniem tego, co najważniejsze, czyli działania.
Oczywiście nowy kosmetyk sprawdzam z zachowaniem zasad rzetelnego testowania: wprowadzam nowe kosmetyki pojedynczo, w kilkutygodniowych odstępach i staram się w tym czasie nie zmieniać innych sposobów pielęgnacji czy diety, trybu życia. Ale to wciąż daleko to idealnej kontroli negatywnej i porównania działania. Tym bardziej, że należałoby też wziąć pod uwagę współdziałanie danego kosmetyku z innymi.


CZY TO OZNACZA, ŻE PISANIE RECENZJI JEST BEZ SENSU?

Oczywiście, że nie! W związku z tym co napisałam powyżej traktujmy wnioski z recenzji jako opinie, nie jako fakty. Opinia jednej osoby nie ma zbyt dużego znaczenia, tym bardziej, że każda z nas jest inna, ma inną skórę i inne potrzeby. Ale już kilka opinii razem tworzy już bardziej wiarygodny obraz danego kosmetyku. Ponieważ w grupie siła! Dlatego piszmy recenzje, dzielmy się swoją opinią, a przed zakupami czytajmy po kilka recenzji u różnych osób. Oczywiście to dotyczy nie tylko kosmetyków, ale też na przykład kredek,  książek, jedzenia, ćwiczeń, wszystkiego.


Działa czy nie działa?

Tak, moja opinia niewiele znaczy. Ale zebranie kilku opinii od różnych blogerek jest już pomocne i ma jakieś znaczenie.

Kierujecie się opiniami w Internecie przed zrobieniem zakupów kosmetycznych? Gdzie najczęściej szukacie sprawdzonych opinii?

Kredki Bruynzeel expression colour – czy polecam?

Kredki Bruynzeel expression colour – czy polecam?




Od dwóch lat mam kredki Bruynzeel „expression colour”. Nie są zbyt popularne i wciąż mało jest ich recenzji, dlatego postanowiłam podzielić się swoją opinią, tym bardziej, że to dość specyficzne kredki i nie każdemu mogą odpowiadać.

Dwa lata temu, gdy nastała moda na kolorowanie, postanowiłam kupić sobie jakiś lepszy zestaw kredek. Wcześniej przez lata używałam kredek Faber Castell (w tym zestawu 12 kolorów Polychromos), ale zdążyły już się w większości zużyć bądź pogubić, dlatego potrzebowałam czegoś nowego. Teraz w Internecie jest tyle opinii na temat kredek, że z grubsza wiadomo które są najlepsze i które warto kupić. Wcześniej jednak, na samym początku szału z kolorowankami, recenzji kredek było dużo mniej, każdy polecał co innego i nie potrafiłam wybrać jednych na podstawie opinii z sieci. Dlatego zdałam się na polecenie pani z pobliskiego sklepu plastycznego i kupiłam wskazane przez nią Bruynzeel „Expression colour”, zestaw 24 sztuk.





KREDKI BRUYNZEEL „EXPRESSION COLOR 24”

Cena. Wtedy te kredki kosztowały mnie ok. 40-50 złotych, teraz można je kupić parę złotych taniej. Dostępne są np. w sieci sklepów Empik.

Opakowanie. Bardzo fajna, wygodna i solidna metalowa kasetka. Nie ma strachu, że sama z siebie otworzy się w plecaku – przetestowałam, bo często wożę te kredki ze sobą.

Kredki. Świetnie wykonane, dobrej jakości drewno, kolor na lakierowanej końcówce odpowiada kolorowi grafitu. Na początku trochę mi się łamały, ale okazało się, że to kwestia ostrzynki, która była już bardzo stara i strasznie strzępiona. Odkąd kupiłam nową temperówkę kredki trzymają się super i nie mam problemy z łamaniem czy kruszeniem grafitu.

Kolory. Moim zdaniem idealnie dobrane, w zestawie znajdują się wszystkie potrzebne barwy! Jeśli chodzi o dobór odcieni jest to doskonały i wystarczający zestaw na początek. Większość kredek ma żywe, intensywne barwy – w sam raz dla fanów pstrokatych kolorów. Do tego znajdziemy bardzo dobry zestaw brązów, piękny oliwkowy, szarość, a także spoko czarny i biały. Czerń nie jest może super głęboka i nasycona, ale sprawdza się przy dość naturalnym cieniowaniu. Biały też nie jest super napigmentowany, średnio się sprawdza np. przy rysowaniu na kolorowym papierze, ale za to daje radę jako blender. W zestawie znajduje się też doskonały odcień cielisty, a do tego uzupełnia go miły, łososiowy róż. Pod względem spektrum kolorów kredki Bruynzeel „Expression colour 24” są idealne jako pierwszy zestaw dla osoby początkującej i sprawdzą się przy rysowaniu każdego możliwego tematu – natury, pejzaży, portretów, kolorowych kwiatów i zwierząt.

Bruynzeel expression colour - test kolorów (swatche)

Ta metalowa kasetka jest naprawdę bardzo wygodna i praktyczna, ale niezbyt podoba mi się design i obrazek :P 

Kolory są rewelacyjnie dobrane, żadnej kredki mi tu nie brakuje :) 

MOJE OPINIA NA TEMAT KREDEK BRUYNZEEL „EXPRESSION COLOR 24”

To zdecydowanie są twarde kredki. Mają żywe kolory i są naprawdę dobre napigmentowane, ale nie każdemu będzie odpowiadać ich twardość. Dla mnie osobiście są bardzo męczące, muszę je mocniej dociskać niż robię to zazwyczaj, przez co nie rysuje mi się nimi zbyt przyjemnie. Poza tym cieniowanie kredkami Bruynzeel sprawia mi sporą trudność, nie wychodzi tak lekko i prosto jak innymi kredkami. Średnio się mieszają, nie da się tak łatwo nałożyć wiele warstw.

Oczywiście to, twardość tych kredek ma swoje zalety, tym bardziej, że są dobrze napigmentowane. Po pierwsze zaostrzony grafit nie tępi się zbyt szybko. Po drugie rewelacyjnie sprawdzą się w rysowaniu szczegółów oraz linii. Uwielbiam rysować nimi włosy (na podkładzie z markerów), bardzo szybko i łatwo uzyskuję naprawdę super efekt! Muszę jeszcze wypróbować je w rysowaniu futra, bo wydaje mi się, że sprawdzą się doskonale :)


 KREDKI BRUYNZEEL - PRZYKŁADY WYKORZYSTANIA (przez początkującego amatora;))

Dwa obrazki z kolorowanki "Doodle Invasion" pokolorowane tylko kredkami Bruynzeel 

Obrazek Johanny Basford z serii "Lost Ocean", pokolorowany kredkami i cienkopisami 

Moja próba przy portretach, kredki na bazie z markerów alkoholowych 
 
Wianek z polnych kwiatów, kredki na bazie markerów 

Komu polecam kredki Bruynzeel expression colour? 
Przede wszystkim osobom, które mają już jakieś mięciutkie kredki i potrzebują dodatkowo takich twardszych. Kredki „Expression colour” są idealne jako takie uzupełnienie przyborów, ponieważ cudnie sprawdzają się tam, gdzie miękkie kredki mogą sprawiać trudności (drobne szczegóły, linie, włosy, sierść).
Natomiast jako pierwszy i jedyny zestaw kredek – moim zdaniem mogą zniechęcać, choć spotkałam się też z pozytywnymi opiniami.

Zestaw „Bryunzeel” niezbyt odpowiada moim preferencjom, dla mnie te kredki są za twarde i nawet zastanawiałam się, czy by ich nie sprzedać lub oddać. Być może gdybym była bardziej doświadczonym rysownikiem to bym tak narzekała, z pewnością porządny artysta byłby w stanie bardziej docenić te kredki i rysować nimi piękne rzeczy. Jednak jako osoba początkująca, która tak naprawdę dopiero uczy się rysować kredkami, najwyraźniej nie potrafię w pełni cieszyć się możliwościami kredek Bruynezell, cieniowanie nimi i mieszanie kolorów sprawia mi trudność. Choć po jakimś czasie jednak doceniłam ich zastosowanie w niektórych przypadkach (np. rysowanie włosów) i postanowiłam zatrzymać, ale do innych rzeczy planuję dokupić sobie zestaw innych, mięciutkich kredek.

Jakie są Wasze ulubione kredki?


Dlaczego lubię aloesowe maski do włosów? Pilomax i Naturvital

Dlaczego lubię aloesowe maski do włosów? Pilomax i Naturvital



Jak dotąd przetestowałam dwie aloesowe maski do włosów i z obu jestem równie zadowolona. Wnioskując po składzie nieco się od siebie różnią, ale ja w obu przypadkach obserwuję identyczne efekty na włosach i nie jestem w stanie stwierdzić, która lepsza.
Wiecie zatem, że polecam maski aloesowe i jakie lubię. Zaraz napiszę też – dlaczego? :)

Krótka charakterystyka moich włosów – aby nadać kontekst tej recenzji. Ponieważ różne włosy mają różne wymagania :)
Skóra głowy: przetłuszczająca się, skłonna do podrażnień (ale raczej bez łupieżu) i czasem przesuszona.
Włosy na długości: kręcone, średnioporowate w kierunku wysokiej porowatości. Końcówki rozjaśnianie i ze skłonnością do przesuszenia, ale raczej w dobrym stanie. 

DLACZEGO MASKI ALOESOWE? 

Zawsze po użyciu maski aloesowej mam „awesome hair day”. Śliczne, ładnie zdefiniowane i błyszczące loki! Ale muszę uważać, żeby nie sięgać po nią zbyt często. Tak intensywne nawilżanie od czasu do czasu ma świetny wpływ na moje włosy, ale tylko jeśli zachowam w tym umiar. Gdy przesadzę, moje włosy pokazują całemu światu, że brakuje im natłuszczenia oraz protein i przestają wyglądać dobrze.

Ładne loczki to jedno – aloesowe maski rewelacyjnie się sprawdzają do skóry głowy. Łagodzą objawy przesuszenia i podrażnienia skalpu, skutecznie nawilżają. Dla mnie to naprawdę bardzo ważne, dlatego mimo problemów z przetłuszczaniem regularnie nakładam aloesową maskę na skórę głowy. Na dłuższą metę pozwala to opanować nadmierne wydzielanie sebum, a włosy rosną, pięknie, szybko i zdrowo.


JAK UŻYWAM MASEK ALOESOWYCH?

Po maskę aloesową sięgam od czasu do czasu – zazwyczaj co dwa-trzy tygodnie. Czasem częściej, jeżeli czuję, że jest taka potrzeba. Nakładam maskę po myciu głowy, na całe włosy oraz skórę. Szczotką dokładnie rozprowadzając maskę na całej długości i przenoszę jej więcej na skalp, robię delikatny masaż skóry głowy. Zawijam głowę w ręcznik z mikrofibry i czekam 30-45 minut, po czym zmywam maskę letnią wodą.




MASKA ALOESOWA NATURVITAL
Sensitive Hair Mask Aloe Vera Juniper Zimbro (maska dla wrażliwej skóry głowy)

Charakterystyka maski – informacje na opakowaniu:
Aloes i jałowiec. Wystarczy nakładać na zaledwie 3 minuty. Odbudowa, i nawilżenie. Organiczna, hipoalergiczna. Bez barwników, parabenów, silikonów ani olei mineralnych.
300 ml. Kosztuje 20-25 złotych. Można ją kupić w Drogerii Natura, ale szybko znika z półek i czasem ciężko ją dostać.

Bardzo atrakcyjny skład, aloes (Aloe barbadensis leaf juice) na wysokiej pozycji. Plus za dodatek jałowca (Juniper zimbro) – w sam raz na przetłuszczającą się skórę głowy.

Maska aloesowa NaturVital 

Maska aloesowa NaturVital, skład INCI: water, cetearyl alcohol, aloe barbadensis leaf juice, etyl esters, glycerin, juniper communis fruit extract, behentrimonium chloride, panthenol, cetrimonium chloride, parfum, phenoxyethanol, benzoic acid, dehydroacetic acid, ci 77891.  


MASKA ALOESOWA PILOMAX Aloes Wax NaturClassic (nawilżająca i regenerująca maska)

Charakterystyka maski – informacje na opakowaniu:
Objętość, sprężystość, moc i blask. Regeneracja. Nawilża, reguluje wydzielanie sebum, zmniejsza wypadanie włosów. Używać porcji wielkości orzecha włoskiego. Nakładać na 15-45 minut. Opakowanie 240 lub 480 ml (teraz ok. 30 zł za większe opakowanie).

Aloesu jest tutaj najprawdopodobniej mniej niż w masce NaturVital (znajduje się dalej w składzie). Ale efekty nawilżenia oceniam jako zbliżone, prawdopodobnie w masce Pilomax mniejszą ilość aloesu rekompensuje większy dodatek nawilżającej gliceryny.
Maska Pilomax ma dodatek extraktu z henny (Lawsonia Inermis extract). Podejrzewam, że to ten składnik ma zapewniać obiecywane regenerujące działanie.

Podoba mi się, że na opakowaniu podano jaką ilość nakładać na włosy, podobne instrukcje podano również dla innych kosmetykach Pilomax, które miałam okazję wypróbować. Zawsze miałam z tym problem i niepotrzebnie zużywałam za dużo. Teraz trzymam się wytycznych Pilomax, dzięki czemu kosmetyki są bardziej wydajne, a działanie na włosy jest praktycznie takie samo.

Pilomax Aloes 

Zauważyłam, że są różne wersje składu. Podaję ten, który jest na moim opakowaniu.
Skład INCI: aqua, stearyl alcohol, glycerin, cetyl alcohol, aloe barbadensis leaf juice, lawsonia inermis extract, ceteareth-20, cetrimonium chloride, pheoxyethanol, ethylhexylglycerin, parfum, DMDM hydantoin, diethyl phthalate, potassium sorbate, sodium benzoate, disodium EDTA, hexyl cinnamal, limonene, ci 42090, ci 19140. 



Obie maski są bardzo gęste i mają charakterystyczny zapach – dla mnie przyjemny, choć nie utrzymuje się zbytnio na włosach.

Gdybym miała wybrać jedną maskę, to kupiłabym ponownie NaturVital. Wygrywa lepszym składem, mogę ją kupić w Drogerii Natura. Ale jeżeli nie mogłabym jej dostać, to nie rozpaczałabym bardzo, bo dla mnie Aloes Wax też jest spoko, tym bardziej, że jest nieco tańszy w przeliczeniu na ml.

Jaka jest Wasza ulubiona maska do włosów? Używacie też takich typowo nawilżających?


Tęczowy rozświetlacz Sensique – oddam w dobre ręce

Tęczowy rozświetlacz Sensique – oddam w dobre ręce



Głupio napaliłam się na tęczowy rozświetlacz Sensique, ale teraz sama sobie przyznaję „karną tiarę za przepierdalanie pieniędzy na głupoty”, bo kupiłam, a nigdy tego rozświetlacza nie użyję.

Tęczowy rozświetlacz to super trend, który szalenie mi się podoba. Coraz więcej firm wypuszcza swoje wersje takiego kosmetyku, tego lata do tęczowej gromadki dołączył Sensique ze swoim „Rainbow Highlighter Powder”. No i kurczę, ja nie kupię? Mam już co prawda boski i cudowny PRISM od Bitter Lace Beauty, ale strasznie się kruszy i boję się go zabierać w podróż, dlatego chciałam mieć drugi rozświetlacz na wyjazdy.
Przeczytaj też: Najlepszy tęczowy rozświetlacz – „PRISM” marki Bitter Lace Beauty

Tęczowy rozświetlacz nakładam pędzlem z "Trio do konturowiania" Shiseido 



SENSIQUE RAINBOW HIGLIGHTER POWDER 301 " Rainbow Magical" 

Sześć kolorowych pasków, ułożonych w trochę dziwnej kolejności (czemu niebieski jest w środku?). Po zmieszaniu dają chłodny, perłowy rozświetlacz, który całkiem ładnie odbija światło i nadaje się do codziennego makijażu. Mi niestety nie pasuje, jest zbyt chłodny, wolę szampańskie lub złote rozświetlacze.

Po rozmieszaniu kolorów rozświetlacz daje całkiem ładną, chłodną, perłową taflę. Jeżeli szukacie takiego efektu to ten kosmetyk może się u Was sprawdzić. 

Rozświetlacz Sensique nakładany szerokim pędzlem, z wyodrębnieniem kolorów… dla mnie to wygląda słabo. I pokazuje, że wyprodukowanie porządnego, tęczowego rozświetlacza to nie jest taka łatwa sprawa. Żeby to dobrze wyglądało kolory muszą być zbalansowane, każdy odcień o tej samej intensyności. Tutaj niestety wybija się czerwony i niebieski, a pozostałe barwy gdzieś giną. Zamiast efektu tęczy tworzy się czerwonawa i sino-niebieska plama, która na twarzy wygląda strasznie. Niby wszystkie kolory ładnie nabierają się na pędzel, ale po nałożeniu na skórę wyglądają po prostu źle. Jakbym była nieumiejętnie umalowana, zrobiła sobie plamy, pobrudziła się albo zarwała noc na ostrym chlaniu. Może to tylko do mojej twarzy tak nie pasuje i u innych będzie wyglądał ładnie, ale ja jestem na nie. Próbowałam już kilka razy pędzlem, palcem i zawsze to samo, aż mi głupio było wyjść z domu.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z tęczowym rozświetlaczem PRISM Bitter Lace Beauty. Tak kolory są zrównoważone, tworzą piękną, opalizującą i dość dyskretną tęczę. Przy PRISM efekt jest śliczny, lekki, pozytywny, a rozświetlacz Sensique wygląda jak smutna plama.

Gdy próbuję uzyskać na skórze efekt tęczy kończę z kolorowymi plamami. Na pierwszy plan wybija się czerwony, żółty stapia się z moją skórą, a niebiesko-zielony na twarzy daje efekt zasinienia. 

Drugie ujęcie tęczy. Mi ten efekt w ogóle się nie podoba :(  

ROZDANIE?
Na pewno nie będę używać tego rozświetlacza, dlatego chętnie go komuś oddam, może inna osoba będzie z niego bardziej zadowolona? Za kilka dni opublikuję na Facebooku  post o treści „oddam rozświetlacz” i pierwsza osoba która się zgłosi w komentarzy dostanie ode mnie ten tu rozświetlacz.
[Uwagi: roświetlacz nie jest nowy – został kilka razy użyty do testów i swatchy, stan jak na zdjęciu; wysyłka tylko na terenie Polski; musisz lubić fanpage „Paulina Weiher blog”]. 


Bardzo, bardzo lubię kosmetyki Sensique, ale niestety dla mnie tęczowy rozświetlacz to niewypał. Przykro mi :( Ale może komuś o innej karnacji będzie bardziej pasował? Co myślicie o tym rozświetlaczu?
Moje ulubione konta na Instagramie – polskie lasy i zwierzęta

Moje ulubione konta na Instagramie – polskie lasy i zwierzęta



Przyznaję się (choć trochę ze wstydem) – nudzą mnie kosmetyczne konta na Instagramie. Regularnie zaglądam na mnóstwo blogów urodowych, które uwielbiam i z przyjemnością czytam, ale na Instagramie wolę inne treści. Jeżeli też tęsknicie za odmianą i szukacie czegoś pięknego do obserwowania, to serdecznie zapraszam na fantastyczne konta ze zdjęciami z polskich lasów. Nic mnie tak nie relaksuje na Instagramie i nie zachwyca, jak fotografie dzikich zwierząt.

Malowanie na podstawie pięknych zdjęć Arkadiusza Listkiewicza to sama przyjemność :) 

@ArkadiuszListkiewicz 
Pierwsze konto tego typu, które zaczęłam obserwować, nawet nie pamiętam, jak trafiłam na pana Arkadiusza. Robi fenomenalne zdjęcia w rejonie Rokita. Parę z nich nawet wykorzystałam jako wzór do moich ćwiczeń malowania przyrody, bo długie przyglądanie się tym fotografiom to sama przyjemność :) Ach, te wszystkie piękne widoki opatrzone ciekawymi opisami z leśnymi ciekawostkami ♥



@RafalPajestka
Rafał zwrócił moją uwagę serią pięknych ujęć zimorodków, dlatego właśnie tą fotografię tu udostępniam. Ale fantastycznych zdjęć zwierząt na tym profilu jest całe bogactwo, jestem zachwycona!

Musiałem. Musiałem dodać dzisiaj jeszcze jedną fotkę bo wiąże się z nią ciekawe zdarzenie. To chyba pierwszy zimorodek którego sfotografowałem. Nie znałem zachowań tych ptaków, a z przekazów mojego ,,nauczyciela,, fotografii @arkadiuszlistkiewicz usłyszałem, iż nie niepokojone potrafią zaskoczyć fotogafującego swoim wdzięcznym usposobieniem. Po 2-3 godzinnej obserwacji leśnego źródliska wiedziałem gdzie siądzie przygotowując się do polowania. Położyłem się ok. 3-4 metrów od wystających z wody korzeni olchowych i czekałem na przylot zimka. Przyleciał po ok. 2 minutach w momencie kiedy nakrywałem się siatką maskującą ponadto usiadł na patyku ok. 1,5 metra od obiektywu. Jeszcze nigdy tak blisko i nigdy po tym zdarzeniu zimorodek nie był tak blisko mnie. Kręciłem się, łapałem ostrość, kadrowałem, a on jak posąg siedział i obserwował. Udało mi się wykonać jedną serię z której 1 fotka była w miarę ostra i zbytnio nie obcięta. Nie przyleciał już potem. Po kilku dniach kiedy chciałem powtórzyć sesję, bobry zabrały się za prace melioracyjne zmieniając całkowicie miejsce polowań zimorodków. Wspomnienia warte spamu. #ptaki #birds #birdsofinstagram #nikonphoto #vogel #aves #birdstagram #photograph #photo #photographer #forests #foto #fotonatural #poland #lasypaństwowe #water #kingfisher #beaver #igers_szczecin #igerspoland #super_polska #zachodniopomorskie #beauty #pocztowkazpolski #300mm #wildlifephotography #nationalgeografic #nature #summer #ornitologia
Post udostępniony przez Rafał Pajestka (@rafalpajestka)


@AdamFichna 
Zwierzęta w obiektywie Adama wręcz tańczą. Piękne ptaki, lisy, sarny i małe jenoty ♥ Zachwycające ujęcia, niesamowite wręcz wyczucie chwili.

Post udostępniony przez Adam Fichna (@adamfichna)


@p7matys 
Mateusz Matysiak robi chyba najbardziej niesamowite zdjęcia zwierząt, jakie widziałam. Wyjątkowe ujęcia, tak blisko, tak niepowtarzalnie. Zawsze gdy je oglądam czuję się, jakbym była w środku lasu i stała oko w oko z przyrodą. Wow!




@Lasy_panstwowe 
Oficjalne konto, pełne edukacyjnych tekstów opowiadających o funkcjonowaniu lasów i życiu zwierząt. Do tego w ramach konkursu „zdjęcie miesiąca” udostępniają najpiękniejsze fotografie z polskich lasów, dzięki czemu można poznać nowe osoby z zachwycającymi galeriami zdjęć. Naprawdę warto obserwować, także kanał na YouTube "Echa Leśne".

Młoda samica bączka zwyczajnego, najmniejszej europejskiej czapli trafiła do Leśnego Pogotowia działającego przy Nadleśnictwie Katowice. Ptak został znaleziony 25 maja w Koniakowie, na terenie Nadleśnictwa Wisła (RDLP w Katowicach). Po wstępnych oględzinach okazało się, że samica ma uszkodzone skrzydło. Po dalszych badaniach wyjaśniło się, że ptak ma złamaną kość przedramienia. Na szczęście, uraz ten nie eliminuje pensjonariuszki Leśnego Pogotowia do wypuszczenia na wolność, oczywiście po przebytej rehabilitacji. Obecnie, trudno jest powiedzieć jak długo potrwa rehabilitacja bączka. Ptak ma unieruchomione skrzydło, a jego próby pozbycia się opatrunku mogą wydłużyć czas leczenia. W Leśnym Pogotowiu oprócz czapli przebywa ok. 400 pensjonariuszy. Szczególnym okresem jest wiosna, kiedy do ośrodka trafia najwięcej poszkodowanych zwierząt, często są to młode osobniki, zagubione lub osierocone. Więcej na stronie: http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/nowy-pensjonariusz-lesnego-pogotowia Fot. Sławomir Forystek Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach, Lasy Państwowe #LasyPanstwowe #LasyPaństwowe #las #lasy #lesnictwo #przyroda #natura #forest #wood #forestry #nature #igerspoland #lovespoland #lubiepolske #super_polska #pocztowkazpolski #przyrodapolska #naszapolska #Polska #Poland
Post udostępniony przez Lasy Państwowe (@lasy_panstwowe)


Na moich paznokciach cudny lakier Sense&Body "Świetliki nocą" z kolekcji "Polish Forest" 

Z każdego profilu udostępniłam tutaj tylko po jednym zdjęciu, ale obiecajcie mi, że odwiedzicie przedstawione tu osoby na Instagramie i obejrzycie więcej fotografii. Wszystkie zdjęcia, jakie u nich się pojawiają są fenomenalne! Scrollowanie Instagrama z takimi wspaniałymi widokami, pięknymi zwierzętami i majestatyczną przyrodą to sama przyjemność i czysty relaks. Polskie lasy są takie cudowne!

Jakie są Wasze ulubione konta na Instagramie?

Sukienka vintage, Wonder Woman i pierogi – ulubieńcy czerwca

Sukienka vintage, Wonder Woman i pierogi – ulubieńcy czerwca



To dwunasty miesiąc, w którym rysuję „ulubieńców” – mój art. journal prowadzę już rok! Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na tworzenie tych ilustracji bo to nie tylko super pamiątka, ale też świetnie pokazuje moje postępy w rysowaniu.


Kocham lato ze względu na obfitość świeżych warzyw i owoców oraz ładną pogodę na jeżdżenie do pracy rowerem :) 

JEDZENIE – KAPUSTA I PIEROGI 

To chyba będzie stała rubryka „ulubieńców miesiąca”, uwielbiam jeść i gotować. Zacznę od kapusty, bo ja tam lubię cebulę i kapustę. Jestem pełna szczęśliwości, ponieważ trwa sezon na świeże warzywa i owoce w tym pyszną, młodą kapustę. I z tej młodej kapusty robię bigos wg przepisu Kwestii Smaku. Jest przepyszna, bardzo sycącą i szybko się ją przygotowuje. Oprócz tego pożeram mnóstwo młodej marchewki, na surowo oraz pieczone (zawiane w plasterki boczku i na 20 minut do piekarnika). A na deser – truskawki ♥


Dobry Mąż wie, gdzie mnie zabrać na randkę ;) 

Jeśli chodzi o jedzenie na mieście to mój wspaniały Mąż zabrał mnie na randkę do popularnej pierogarni Mandu w Gdańsku Oliwie. Zamówiłam tam lemoniadę jagodową i sezonowe pierogi ze szparagami, były przepyszne! A na „deser” wypróbowaliśmy też pierogów w stylu orientalnym. Mandu to super miejsce, na pewno wybiorę się tam jeszcze raz.


Piękna sukienka w stylu lat 50 w kwiaty, jestem z niej bardzo zadowolona ♥ 

SUKIENKA VINTAGE NA WESELE 

W czerwcu wybraliśmy się na ślub i wesele. Para młoda prosiła o strój w stylu retro/vintage, dlatego postanowiłam kupić sobie nową sukienkę. W sieciówkach nie znalazłam nic ciekawego, odnoszę wrażenie, że sukienki popularnych marek to głównie luźne szmatki, które łatwo się szyje masowo, trudno znaleźć coś ładnego w stylu vintage. Dlatego zdecydowałam się na zakupy internetowe. Był z tym niezły dramat, bo najpierw zamówiłam śliczną sukienkę ze sklepu lejdi.pl. Miało być pięknie, ale okazało się, że kiecka za prawie dwie stówy zamiast z bawełny jest zrobiona ze 100% poliestru, a do tego uszyta w Chinach. Kilka razy sprawdzałam dla pewności opis na stronie sklepu – jest napisane „bawełna z domieszką elastanu”, a dostałam poliester, masakra. Odesłałam i całe szczęście dostałam zwrot pieniędzy, ale straciłam koszty przesyłki i czas. Nie polecam zakupów w sklepie Lejdi.pl, ponieważ nie wiadomo, czy nie ma przekłamań w opisach ubrań.
Do wesela zostało już mało czasu, dlatego musiałam szybko znaleźć inny sklep z sukienkami retro i błyskawiczną wysyłką. Zdecydowałam się na sklep Brit Style, kontakt z obsługą sklepu jest tam bardzo dobry, a sukienka naprawdę jest z bawełny. Wybrałam ostatecznie model „Royal Ballet” i jestem naprawdę zadowolona, sukienka jest śliczna i ma świetny krój, który idealnie pasuje do mojej figury. Moja teściowa pomogła mi z drobnymi poprawkami (m. in. wszyła dodatkową halkę) i byłam gotowa na wesele. Zdjęcia zrobiłam co prawda innego dnia, więc nie mam już tu ładnego makijażu ani fryzury, ale chciałam przede wszystkim pokazać, jak piękna jest ta sukienka


Zestaw na lato z kokosowymi kosmetykami Palmer's ♥ 

KOSMETYKI 

Największym „urodowym” hitem miesiąca są dla mnie kosmetyki Palmers. Mają takie śliczne zapachy! Balsam do ciała pachnie jak słodka, kokosowa Princessa, podobnie świetna pomadka do ust. Polecam bardzo, jak mi się ta pomadka skończy to na bank kupuję nową :)


Wystarczy pół godziny aby mieć miękkie, gładkie stópki ;) 

Spodobały mi się też „skarpetki” regenerujące Lirene. Nie spodziewałam się takiego super działania – używałam ich miesiąc temu, a skóra stóp jest wciąż wyraźnie gładsza i bardziej miękka niż zwykle. To nie są intensywnie złuszczające skarpetki, dlatego można spokojnie ich użyć także teraz, latem, polecam. Więcej na ten temat napisałam we wpisie na temat pielęgnacji stóp:
Przeczytaj też: Moje sposoby na domowy pedicure i zadbane stopy na lato 

Który kolor podoba Wam się najbardziej? 

Ulubionymi lakierami miesiąca tym razem nie są hybrydy, tylko klasyczne lakiery Miss Sporty z serii „Precious Pearl”. To naprawdę śliczna, ciekawa i oryginalna kolekcja na lato, warto przyjrzeć im się z bliska.
Przeczytaj też: Lakiery Miss Sporty „Precious Pearl” – swatche 


Jednym z hitów czerwca jest widok z mojego okna na polanę, na której regularnie pasą się sarny i biegają dziki. Lubię podczas pracy zerkać przez okno na zielone drzewa, żeby dać odpocząć oczom. Ostatnio jest podwójnie pięknie, bo często obserwuję dzikie zwierzęta. A jak mam chwilę wolnego to mogę wybiec z domu i podkraść się naprawdę blisko sarny, wspaniałe doświadczenie!

Dzisiejsze polowanie z aparatem uważam za udane!  Mieszkam w cudownym, cudownym miejscu i widok z okna mam na polanę i las. Polana jest ogrodzona, ale gdzieś musi być dziura w płocie, bo regularnie pojawiają się tu dzikie zwierzęta - sarny i dziki, nieraz całymi stadkami. Zwierzak tutaj to w sumie nie wiem czy sarna (koza) czy łania, w sumie dzikie jelenie widziałam tylko raz w życiu, ale raczej sarna, bo taka nie za duża. Może ktoś bardziej doświadczony mi podpowie? Wiem, ze mój aparat niezbyt się nadaje do takiej fotografii w terenie więc zdjęcia kijowej jakości, ale za to jaka radość! Może w weekend albo inny wieczór się gdzieś zasadzę z aparatem w pobliżu, żeby więcej zwierzaków pooglądać :) xoxo #sarna czy #łania ? #zwierzęta #zwierzeta #dzikiezwierz#natura #lasypanstwowe #lasy_panstwowe #LasyPaństwowe #wlesie #polana #las #lasy #lesnictwo #przyroda #instaforest  #lato #keepitwilde #gdańsk #gdansk #gdanskoliwa #ilovegdansk #igersgdansk #gdansk_official #ilovegdn #photosinbetween
Post udostępniony przez Paulina Weiher @theCieniu (@paulinaweiher)


To miała być Gal Gadot. Z podobieństwa w ogóle nie jestem zachwycona, ale za to cieszę się z postępów w kolorowaniu i cieniowaniu skóry kredkami :) 

POPKULTURA 

Ekscytuję się "Wonder Woman"! Sam film jest przeciętny, choć wciąż lepszy niż większość produkcji superbohaterskich. Dało się jednak oglądać bez cierpień, momentami było nawet zabawnie i ciekawie. A Gal Gadot, o jeny, jaka ona jest zachwycająco piękna! Jestem nią zauroczona ♥ Charyzmatyczna, śliczna, pozytywna, interesująca. Przeczytałam kilka artykułów na jej temat, obserwuję ją na Instagramie i z każdym zdjęciem coraz bardziej mi się podoba. Nawet próbowałam ją narysować, ale niezbyt udało mi się uchwycić podobieństwo (choć kilka osób poznało, że to Gal Gadot, wow, dziękuję!).

W czerwcu byłam chora i przez jakiś czas nie miałam na nic siły poza spaniem i leżeniem. Aby jakoś sobie uprzyjemnić ten okres nadrobiłam serialowe zaległości i obejrzałam drugi oraz trzeci sezon iZombie. To miły, odmóżdżający (hehe;)) serial typu procedural z bohaterami zombie. Zazwyczaj typowe seriale z zagadkami mnie strasznie nudzą, ale tutaj motyw zombie jest pomysłowy (szczególnie przejęcie osobowości wraz ze zjadanym mózgiem) i ciekawy, a bohaterowie (choć nie wszyscy) są interesujący i budzą sympatię. Ravi najlepszy, ale główna bohaterka Liv też jest fajna. Oglądaliście? Jak wrażenia?

Jeśli chodzi o książki, to jestem w trakcie kilkutomowej serii „Chłopców”, o której napiszę w następnym miesiącu :)


Przeczytaj też: wpisy z serii "Ulubieńcy miesiąca" 

Jak Wam minął czerwiec? Co Was najbardziej zainteresowało? :)

Uczę się malować rośliny – wyzwanie #project_plant część 2/2

Uczę się malować rośliny – wyzwanie #project_plant część 2/2

W ramach rozgrzewki zrobiłam ponad 30 szkiców różnych roślin na podstawie filmików na YouTube "The House that Larse built", polecam :) 

Pamiętacie jeszcze o kwietniowym wyzwaniu #project_plant? Nie ogarnęłam ostatnich paru dni (kurczę, a tak dobrze mi szło!;)) i dopiero teraz pozbierałam wszystkie zdjęcia prac i złożyłam w gotową fotogalerię. Muszę przyznać, że nawet dobrze mi poszło to wyzwanie, nauczyłam się łączyć kredki z promarkerami, uważniej cieniować i lepiej malować rośliny farbami akwarelowymi. Nie jestem zadowolona ze wszystkich prac, niektóre są słabe, ale inne z kolei oglądam z dumą (na pewno za rok będę się wstydzić, ale teraz jestem zadowolona z postępów;)). Przedstawiam Wam 10 interesujących roślin zilustrowanych w ramach wyzwania #project_plant

Przeczytaj też: Rysuję i maluję kwiaty, wyzwanie Project Plant część 1 




11. Eucalyptus cinerea - eukaliptus popielaty, akwarela. Cieszę się, że zdecydowałam się dodać te plamki, dzięki temu ilustracja ciekawiej wygląda 

12. Gerbera, promarkery ze wsparciem czarnego cienkopisu i białego żelopisu. Trochę mi ten czerwony za ciemny wyszedł, ale generalnie jestem zadowolona :) 

13. Opuncja w trzech odsłonach - akwarela, kredki i markery. Chyba malowana farbami podoba mi się najbardziej

14. Eryngium planum - mikołajek płaskolistny. Eksperyment z niebieskim żelopisem

15. Cynara - karczoch, akwarela z czarnym cienkopisem. Cieszę się, że ten temat pojawił się w wyzwaniu, od dawna chciałam namalować karczocha :) 

16. Hemerocallis - liliowiec, kredki i promarkery. Z całej dziesiątki ten rysunek podoba mi się najbardziej, jestem bardzo zadowolona z tego jak udało mi się uchwycić cienie i kolory. I od tego rysunku zaczęły się też moje szaleństwa z łączeniem kredek i promarkerów, teraz to moja ulubiona technika! 

17. Viscum - jemioła, akwarela. Takie proste i minimalistyczne, a wyszło całkiem ładnie, cieszę się :) 

18. Anthurium - anturium, makery i kredki. Trochę mi zabrakło cierpliwości przy cieniowaniu czerwonej części, ale i tak wyszło całkiem fajnie.


I na koniec 19. Pteridium aquilinum - orlica pospolita oraz 20. Taraxacum - mniszek, akwarele. Jako ostatnie niestety zostały prace z których w ogóle nie jestem zadowolona, chyba na koniec wyzwania miałam za mało czasu i nie włożyłam w te ilustracje wystarczająco dużo serca. Może w przyszłości namaluję to na nowo? 


Przeczytaj też: Markery alkoholowe, promarkery – jak zacząć?
Przeczytaj też: Farby akwarelowe dla początkujących – jakie kupić? 


Który obrazek podoba Wam się najbardziej? :)
Moje próby w malowaniu i rysowaniu publikuję na bieżąco na Instagramie @paulinaweiher pod hashtagiem #theCieniuART, zapraszam!