"Jestem żoną szejka". Czy historia Leili Shukri to FAKE?



Ktoś z mojej rodziny zainteresował się książką „Jestem żoną szejka” Leili Shukri, to przy okazji sama też postanowiłam ją przeczytać. Uwaga – będą spoilery, ale raczej nie powinny odbierać przyjemności z lektury. Choćby dlatego, że cała historia jest dość przewidywalna i niewiele się tam dzieje. 

Fabuła w skrócie: kilka historii na temat kultury i zwyczajów w krajach arabskich, szokujące reportaże na temat okrucieństw przeplecione z autobiografią kobiety, która poślubiła szejka. Panna Isabell, polka zatrudniona w amerykańskiej firmie, wyjechała na kontrakt do Dubaju, gdzie poznała szejka, w którym się szaleńczo zakochała, oczywiście ze wzajemnością. Ich „płomienny romans” to długie spacery po plaży. Nic o sobie nie wiedzą, nic nie uzgadniają (w sumie musieli by do tego rozmawiać, a to w tej książce się nie zdarza), ale postanawiają wziąć ślub. Wszyscy próbują Isabell nakłonić do zmiany zdania, rodzina się od niej odwraca, ale yolo, jest ślub w Wenecji. A potem Salim każe nosić swojej żonie całkowicie zakrywający ją strój (niespodzianka) i pyta się, kiedy przejdzie na islam. Isabell rozpacza, że została zamknięta w złotej klatce (no cóż za niespodzianka), ale za to jest w szczęśliwa w miłości, więc jakoś specjalnie nie tęskni za innymi ludzmi i za wolnością, choć trochę się nudzi. Ale generalnie szczęście iż zachwyt, bo Salim jest taki romantyczny, kupuje jej prezenty, zabiera ją na wycieczki, kupuje jej prezenty, jest świetny w łóżku i kupuje jej prezenty. Product placement aż pali w oczy, żebyśmy na pewno zrozumieli, że żony szejków kupują perfumy Dior i noszą bieliznę jakiejś tam konkretnej włoskiej marki (ja za biedna na takie rzeczy, więc nawet nie próbowałam zapamiętać, choć autorka dzielnie próbowała wtłoczyć te wszystkie nazwy w tekst). O, jest też product placement wcześniejszych książek autorki. Cały czas jednak ta wielka miłość której to najbardziej mamy zazdraszczać to tylko seks i prezenty, choć oczywiście podkreślane jest, że przede wszystkim zakochali się w swoich wnętrzach. Chyba we wnętrzach jachtów, bo bohaterowie nie prowadzą ze sobą żadnych zbliżających rozmów. No dobra, jest jeszcze romantyczne deklamowanie poezji na pustynnej wydmie, ale dla mnie to się nie kwalifikuje jako rozmowa. A może to po prostu ja już jestem stara i takie romantyczne bezdety jak z hamerykańskich filmów nie robią na mnie wrażenia, bo dla mnie miłość to coś więcej i prawdziwy związek wymaga głębokiego dialogu i zrozumienia. Ale żeby był dialog, to trzeba rozmawiać, tylko po co, skoro zamiast tego można dostawać prezenty i zachwycać się „och Salim, jak Ty mnie kochasz”. W ogóle gdyby sobie przeliczyć wartość prezentu w stosunku do majątku, to tak procentowo to mój Mąż mi lepsze prezenty daje niż te książkowe brylanty od szejka, dla którego to jak waciki. Może to trzeba być innym typem człowieka i mieć inne pragnienia i oczekiwania, ale dla mnie związek z książki choć opisywany jako wielka miłość to jednak jakiś dramat i głupota. Dobrze jest mieć wybór.

W każdym razie jest mega słodko, wiec żebyśmy się nie porzygali z miłości opisy życia bohaterki poprzeplatane są z relacjami jak najstraszliwszych zbrodni, jakie się zdarzają na świecie – gwałty, wyzysk, zabijanie itp. Jak w nędznym reportażu nastawionym na sensację i wyświetlenia, są emocje, jest ludzka tragedia, ludzie czytają, autor tekstu zarabia. Te wstawki budują ogromny kontrast między przebogaconym życiem szejków, a koszmarnym życiem wykorzystywanych ludzi. I poczucie, że musi się dziwnie o tym rozmawiać siedząc w pałacu i popijając kawkę podaną przez służącą. Przyznaję jednak, że dobrze, że porusza się ten temat. Same dyskusje może nikomu nie pomogę, ale od czegoś trzeba zacząć i mam nadzieję, że przyniesie to pozytywne zmiany w życiu pokrzywdzonych.

Sama autorka też bardzo cierpi jako żona szejka. Trochę jakby z głupoty i na własne życzenie, ale nie mam wątpliwości, że cała wina leży po stronie jej męża. W końcu to on podnosi rękę na swoją żoną, którą tak niby kocha. I co najgorsze, różnego rodzaju kary wymierza właściwie bez powodu, bez uprzedzenia, bo coś sobie ubzdura. A na sam koniec swoją ukochaną najdroższą żonę gwałci. Po czym wyjeżdża bez słowa na miesiąc, zabierając dzieci. Ale spoko, bo kilka stron dalej autorka pisze, że ich małżeństwo wróciło do normalności. Jakby nic się nie stało.

Książkę szybko się czyta, mi wystarczyły na to dwa wieczory. Ale nie jest najlepiej napisana warsztatowo. W powieść wplecione jest mnóstwo opowieści na temat kultury i zwyczajów mieszkańców Bliskiego Wschodu. To bardzo, bardzo ciekawe, fascynujące wręcz, chętnie posłuchałabym na ten temat więcej! Szkoda tylko, że w powieści te fragmenty zostało podane w formie opisów rodem z Wikipedii. Dialogi to właściwie bezwstydna ekspozycja i nic więcej. Wszystkie relacje między bohaterami to tylko zapewnienia autorki, bo w rzeczywistości są zupełnie puste, papierowe, tak samo jak emocje. Historia która ma być autobiografią z każdą stroną szalenie traci na autentyczności. A to niestety może rzutować w odbiorze i obniżać wiarygodność reportażowych fragmentów na temat cierpień pokrzywdzonych osób w krajach arabskich, ze szkodą dla sprawy. Książka w żaden sposób jednak nie rozszerza tego, o czym mogliśmy już usłyszeć w mediach. W sumie równie dobrze mógłby to być zlepek różnych tekstów z internetu. A może to tylko ja jestem taka sceptyczna? Liczyłam też, że poznam lepiej samego szajka. Ale w sumie wiem tylko, że jest super przystojny, super bogaty i kocha swoją żonę (jeśli rzeczywiście ją kocha, to ja też kocham mój komputer, może jakiś prezent mu kupię, brylanty na obudowę czy coś). A chętnie zajrzałabym do głowy Salima, jestem ciekawa jego spojrzenia na świat. Musi być dość otwartym człowiekiem, skoro wziął za żonę Polkę i to wbrew swojej rodzinie. Dla niego też zderzenie kultur może być trudne, co on wtedy myślał, co musiał poświęcić? Nic o tym nie wiemy. Ale za to są opisy prezentów, prawdziwych dowodów miłości. Ech. 

Mimo tak słabo napisanego tekstu ciekawość mnie zżera i kuszą mnie pozostałe książki autorki. Obawiam się jednak, że to zainteresowanie to tylko ludzkie poszukiwanie sensacji i emocji i trochę mi z tym wstyd. Dlatego nie wiem, czy przeczytam kolejne powieści.


Czytałyście jakąś książkę Leili Shukri? Interesuje Was ten temat?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Witaj na moim blogu! Dzielę się tutaj swoimi inspiracjami, kreatywnymi pomysłami, wiedzą na temat kosmetyków oraz sposobami na naukę rysowania i malowania akwarelami. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :)