Makijaż z Pikachu, Furminator i fuck logic w Grze o Tron – ulubieńcy sierpnia 2017




W sierpniu dużo czytałam, dużo oglądałam filmów i… dużo wydawałam pieniędzy. Spotkania z popkultura bardzo zacne, a wszystkie zakupowe nowości do teraz napawają mnie radością, więc w „ulubieńcach sierpnia” dużo się dzieje. Miłego czytania i oglądania, mam nadzieję, że coś Was zainspiruje i uprzyjemni Wam nadchodzące jesienne wieczory :)


Poprzekładałam cienie do nowej palety magnetycznej Glam Box


KOSMETYKI

Makijażowymi ulubieńcami są duochromowe cienie Glam Shadows, które niedawno kupiłam. W sierpniu używałam tych jasnych i pastelowych – „Holo”, „Jednorożca”, „Waty Cukrowej” i „Cytrynowej Mgiełki”. Natomiast teraz, na jesień, chętnie sięgam po „Perskie Oko”. Cienie są przepiękne, oryginalne i bardzo, bardzo efektowne! Ostatnio używam ich w prawie każdym makijażu (razem z cieniami z palety „Sweet Peach” ♥) i zbieram dużo miłych komplementów i pytań o cienie :)
Przeczytaj też: Duochromowe i metaliczne cienie Glam Shadows – haul i swatche 
Boski efekt duochromowy cieni Glam Shadows


Sierpniowe zakupy w sklepie eKobieca

Zrobiłam spore zakupy w sklepie internetowym eKobieca. Głównie „uzupełnienie zapasów” – zamówiłam kosmetyki, które mi się kończą. Po pierwsze stylizator do włosów - wybrałam Siberica Oblepica i jestem nim zachwycona, pięknie podkreśla i utrwala moje fale i loki! Nakładany solo trochę przesusza włosy, ale ostatnio wgniatam go razem z odżywką lub olejkiem i efekty są ekstra.
Kupiłam też żel aloesowy – od dawna chciałam jakiś wypróbować, bo bardzo mi służą kosmetyki z aloesem. Wybrałam ten najpopularniejszy – Holika Holika. Ma super fajne opakowanie, podoba mi się! A działanie – u mnie rewelacyjne! Mieszam z kremami lub olejkami i nakładam na twarz, dłonie, włosy, stopy, no wszędzie. Działa supernawilżająco i łagodząco. Nawet mój Mąż chętnie używa tego żelu. Jak to opakowanie się skończy to na pewno kupię następne.
Ostatni żel to kosmetyk pod prysznic. Żeli marki Vianek używam od dawna, ale teraz po raz pierwszy dorwałam tę wersję i o rany, to mój hit! Wariant „łagodzący” pachnie jak bez lilak, a to jeden z moich ukochanych zapachów! Na pewno kupię kolejne opakowania tego żelu pod prysznic, żeby rozkoszować się ulubionym zapachem, tym bardziej, że Vianek ma naprawdę rewelacyjne działanie! Żałuję tylko, że tak ciężko dorwać go stacjonarnie, bo jest świetny i kupowałabym non stop.

Na See Bloggers dostałam peeling skóry głowy Pharmaceris – jest naprawdę dobry i. Teraz używam całego zestawu kosmetyków do włosów Pharmaceris, sprawdzają się naprawdę fajnie, chciałabym za parę tygodni napisać dla Was recenzję.
Przeczytaj też: Pielęgnacja skóry głowy z Pharmaceris na See Bloggers

Nie tylko uroczy, ale też dobrej jakości - azjatycki eyeliner "Pikachu" Cathy Doll x Pokemon

Potrzebowałam nowego czarnego eyelinera, bo poprzedni się zużył. Wcześniej zawsze kupowałam eyelinery Wibo, ale tym razem postanowiłam zaszaleć i zamówiłam na Ebayu eyeliner z Pikachu marki Cathy Doll. Bałam się, że to jakiś szajs będzie – trochę głupio tak kupować kosmetyk tylko ze względu na urocze opakowanie. Ale mam szczęście – eyeliner Pikachu jest rewelacyjny i naprawdę przyjemnie się go używa. Chyba polubiłam azjatyckie eyelinery!


Pozytywne kolory lakierów hybrydowych Evo nails

PAZNOKCIE

W sierpniu na paznokciach nosiłam na zmianę hybrydy i klasyczne, holograficzne lakiery. Jeśli chodzi o hybrydy to testowałam lakiery marki Evo nails. Bardzo spodobały mi się kolory z kolekcji „Queen Rules”, są naprawdę w moim stylu. Oszalałam też na punkcie najnowszego hitu w świecie zdobień paznokci – pyłku crystal mirror (występuje też pod nazwą unicorn). Jest fantastyczny, dodawałam go do wielu zdobień i niebawem pokażę Wam jak to cudo wygląda – panuję cały długi artykuł na temat efektu crystal mirror. Zaglądajcie na cienistość.pl!
Przeczytaj też: Lakiery hybrydowe Evo Nails „Queen Rules” – swatche 

Tajemniczy i elegancki lakier A England "Saint George"

Jeśli chodzi o klasyczne lakiery to latem najbardziej lubię te o wykończeniu holograficznym. Mam już ich pokaźną kolekcję, ale w sierpniu najbardziej zachwycałam się nowym dla mnie A England „Saint George”. To piękna, przepiękna, elegancka ciemna zieleń z subtelnym holograficznym połyskiem. Och, cieszę się, że mam ten lakier!


Jednorożce zdomonowały H&M!

FAJNE RZECZY

Zrobiłam nieplanowane zakupy w H&M i na dziale z akcesoriami kupiłam piórnik w jednorożce, opalizującą (#iredescent #unicorn #crystalmirror) kosmetyczkę i gumki do włosów. W kosmetyczce noszę lakiery do paznokci, jest przecudna i aż się uśmiecham, gdy ją widzę! Gumki do włosów są takie sobie, bo za szybko się rozciągają, ale są takie ładne, że niedługo podjadę do sklepu jeszcze raz kupić kolejne opakowanie na zapas. Najbardziej podoba mi się i przydaje piórnik w jednorożce! Mój stary piórnik już wyglądał strasznie, miałam go od liceum i zaczął się pruć, a zamek zacinać. Był czas na wymianę, ale nie spieszyłam się z zakupem, bo czekałam na coś naprawdę fajnego. Tak sobie oglądałam różne piórniki i „to jest ten!” poczułam, gdy zobaczyłam jednorożce w H&M. Noszę sobie w nim ulubione długopisy, ołówki i brushpeny i bardzo, bardzo się cieszę, gdy wyciągam go z plecaka. Jest super!

Czochram Bułkę Furminatorem!

Słyszeliście o Furminatorze? To specjalne narzędzie do czesania kotów i psów. Wyczesuje wszystkie martwe włosy, także z podszerstka. Działa naprawdę szalenie skutecznie, futerko zwierzaka jest dzięki niemu super milusie i rozsiewa wszędzie mniej włosów. A Bułka aż się wije z radości jak zaczynam ją czesać Furminatorem :D Oryginalny produkt jest bardzo drogi, ceny zaczynają się od kilkudziesięciu złotych, ale wg opinii użytkowników warto tyle wydać, bo Furminator sprawdza się lepiej od tańszych wersji no-name. Ja i Bułka jesteśmy zadowolone :)


Ostatnio mało czytam papierowych książek. Dominują ebooki i audiobooki

POPKULTURALNE PODSUMOWANIE SIERPNIA

Siódmy sezon „Gry o tron” to chyba będzie mój popkulturalny ulubieniec roku! Ile emocji, o rany! Nie chcę spoilerować, więc nie będę tu komentować samej fabuły, ale mam kilka luźnych refleksji.
Po pierwsze – stwierdzam, że jednak wolę, gdy serial jest emitowany w tradycyjny sposób, jeden odcinek na tydzień. Co prawda czekanie na ciąg dalszy to tortura, ale wolę umierać z niecierpliwości, niż wciągać sezon w jeden weekend tylko po to, żeby kilka dni później o nim zapomnieć. Takie oglądanie stopniowo, odcinek po odcinku to większe przeżycie, więcej przy tym ciekawych emocji, dyskusji, jakoś wszystko wtedy jest bardziej.
Druga sprawa – jedną z największych zalet „Gry o tron” z mojego punktu widzenia to logika zachowania bohaterów. Postacie podejmują decyzje zgodne ze swoim charakterem, a nie bo tak im nakazuje fabuła. Są dzięki temu mniej papierowe i sztuczne, a bardziej żywe. Postępują jak prawdziwi ludzie, a ich historia w moich oczach przestaje być fikcją, a jest jakby realnym zapisem ich życia. I tak było przez większość sezonów serialu, jednak odkąd pracę nad fabułą „Gry o Tron” przejęli w większym stopniu scenarzyści, bo bohaterowie kierują się zasadą „Fuck logic”. To wciąż są świetnie napisane postacie, których charakter został rewelacyjnie zbudowany przez Martina i wyraźnie ukształtowany przez ostatnie lata, ale teraz to wszystko się strasznie rozmywa, a ja najnowsze sceny coraz częściej oglądam z jednym, wielkim facepalmem. Trochę smuteczkuję, ale i tak kocham ten serial i jego bohaterów, nie mogę się doczekać kolejnego sezonu.
Choć najbardziej nie mogę się doczekać kolejnej powieści z cyklu. Mam nadzieję, że nie dostanę „karnej tiary za przepierdalanie pieniędzy na głupoty”, jeżeli kupię książkę w dniu premiery. Może już zacznę odkładać?


Z serii „czytam literaturę young adult” – w sierpniu wysłuchałam audiobooków z serii „Niezgodna” (Divergent). Wciągające, szybko się czyta, jak zawsze zresztą książki z tego gatunku. To dystopijna powieść o młodej Beatrice, która staje przed wyborem do której frakcji należeć. Trochę może przypominać „Igrzyska śmierci”, wyjściowy schemat jest dość podobny, ale rozwiązania fabularne już są inne. Kilka pomysłów jest naprawdę ciekawych i bardzo polubiłam postać Cztery. Obejrzałam ekranizacje, ale na razie tylko dwie z trzech, bo o ile powieści są fajne, to wersje filmowe historii męczą. Podobał mi się dobór aktorów, ale generalnie filmy raczej zniechęcają. Byłam w stanie oglądać je tylko gdy leciały w tle do rysowania lub malowania paznokci. Książkę polecam dla fanów gatunku, filmy odradzam.

Poza tym na przełomie sierpnia i września przeczytałam kilka powieści Laili Shukri. O „Jestem żoną szejka” napisałam osobny artykuł, bardzo mi się ta książka nie podobała. „Byłam służącą w arabskich pałacach” jest trochę lepsze i bardziej się trzyma kupy, ale to wciąż literatura niskich lotów. Dwie inne książki tylko przekartkowałam (a raczej przeklikałam), bo czytać się tego nie da.
Przeczytaj też: „Jestem żoną szejka” – czy ta historia to fake? 

Valerian - komiks lepszy od filmu

Filmy wojenne to chyba jeden z ulubionych gatunków mojego męża. Siłą rzeczy obejrzałam takich produkcji dużo i powoli też zaczynam coraz bardziej je lubić, choć jeszcze niedawno na hasło „obejrzymy film wojenny?” reagowałam jękami i zawodzeniem „tylko nie toooo!”. Może dlatego, że starsze produkcje niezbyt przypadły mi do gustu. Nie odpowiada mi wizja pokazywania wojny jako czegoś chwalebnego, pożądanej przygody dla prawdziwych bohaterów. Nie lubię też czarno-białego podziału na dobrych i złych, w końcu po obu stronach są tacy sami ludzie, którzy po prostu dzielą się potem na wygranych i przegranych. Bardziej utożsamiam się ze współczesnym trendem przedstawiania wojny jako zjawiska przerażającego, niszczycielskiego i beznadziejnego. I taka właśnie jest wojna w najnowszym filmie „Dunkierka” (Dunkirk) – beznadziejna. Jest bohaterstwo, ale raczej ma postać rozpaczliwej walki o życie. Przeciwnika praktycznie nie widać, a pełną napięcia i oczekiwania walkę bohaterowie toczą z morzem. Nie ma rozbryzgów krwi, ale „bitwa” jest ogromnie emocjonująca i robi wrażenie. I za to ten film cenię – wyważony nastrój, subtelność, zjawiskowe i klimatyczne ujęcia, oszczędne dialogi, emocjonalną grę aktorów. Polecam bardzo.

Byłam też w kinie na „Valerianie”, ale trochę mnie rozczarował, dlatego do ulubieńców nie trafia. Piszę na temat tego filmu (i komiksu!) osobny wpis, pojawi się niedługo.


Nie mam czym zilustrować sekcji popkulturalnej to wstawiam zdjęcie Bułki, która robi rozpiernicz na najwyższej półce na książki. 


Jakie macie skojarzenia z półdzikimi kotami? Mi na myśl przychodzą zabiedzone, schorowane, niechciane zwierzęta. Dlatego trochę obawiałam się klimatu filmu „Kedi”, opowiadającego o kotach żyjących na ulicach Stambułu. Jednak to co zobaczyłam było niesamowite i naprawdę piękne. To nie tylko zachwycające widoku tureckiego miasta i rewelacyjnie nakręcone sceny życia kotów. „Kedi” to także zupełnie inne myślenie o kotach i inne podejście do nich. Tam koty na ulicy nie są niczyje, tak jak w Polsce. W Stambule koty są wolne, nie należą do nikogo na stałe, ale zarazem są otaczane niesamowitą opieką przez wszystkich mieszkańców miasta. To zaangażowanie i troska ludzi oraz oparta na niezależności niesamowita więź jaka się tworzy między człowiekiem a kotem to coś zachwycającego. Film jest zabawny, lekki, wzruszający, niesamowicie interesujący. Polecam bardzo! Sama na pewno za jakiś czas chciałabym obejrzeć tę produkcję ponownie.
Nie mogę jednak przestać myśleć o różnym traktowaniu kotów i różnych opiniach na temat ich trybu życia. Gdzie jest miejsce kota – w mieszkaniu czy na podwórku? Zamknięty w domu czy na wolności? Czy kot w mieszkaniu jest szczęśliwy? Czy może lepiej, gdy może biegać po okolicy nawet za cenę życia? Miałam kilka kotów, które swobodnie wychodziły na zewnątrz. Wszystkie po paru latach po prostu zniknęły. Były w pełni sił i zdrowia, gdy je widziałam po raz ostatni, długo ich szukałam, ale nie wiem co się stało, po prostu zaginęły. Teraz moją Bułkę trzymam zamkniętą w mieszkanku, wychodzi tylko na smyczy. Wiem, że czasem się nudzi i ćwierka do ptaków za oknem, ale z drugiej strony nie chciałabym jej stracić.

Jeśli jesteś ciekawy co jeszcze fajnego czytałam i oglądałam w ostatnich miesiącach to zajrzyj do pozostałych wpisów z serii ulubieńcy [klik]

Rysunkowi ulubieńcy sierpnia w moim art journal :) 

A jak tam Wasi ulubieńcy ostatnich tygodni? Co oglądacie i czytacie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Witaj na moim blogu! Dzielę się tutaj swoimi inspiracjami, kreatywnymi pomysłami, wiedzą na temat kosmetyków oraz sposobami na naukę rysowania i malowania akwarelami. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej :)